sobota, 4 maja 2013

Rozdział V: 'Hermiono, zamknij buzię, bo ci mucha wleci.'

* * *
Z perspektywy Freda...
Chłopak stał i patrzył jak Hermiona odchodzi. Był tak szczęśliwy że z chęcią, skakałby z radości. Jednak uspokoił się trochę i wrócił do Wielkiej Sali. Kiedy wszedł, Ginny odwróciła się i lekko klepnęła George'a w ramię. Nie mogła usłyszeć tego jak wchodzi, czyli musiała wypatrywac jego powrotu.
Podszedł do stołu Gryfonów i usiadł na ławce. Jadł właśnie kremówkę, gdy usłyszał ciche pytanie swojego brata bliźniaka.
- Nadal chcesz wcielać swój plan w życie? - to pytanie nie było skierowane do niego.
- Nie muszę. - odpowiedziała rudowłosa.
Nawet nie będę ich wypytywał o co im chodzi...” pomyślał chłopak i z uśmiechem na twarzy dokończył posiłek.

* * *
2 dni później...
- Miona! W co ja mam się ubrać? - zapytała załamana Ginn.
- Załóż tą kremową. - odpowiedziała spokojnie szatynka – Podkreśla ci oczy.
- Serio?
Pokiwała głową.
Ona na szczęście nie miała tego problemu. Już w dniu w którym Fred zaprosił ją na bal, zaczęła wybierać sukienkę. Jej zapał spotkał się z rozbawieniem najlepszej przyjaciółki, ale oby dwie wiedziały że Ruda cieszy się z tego co zaszło tak samo jak Hermiona. I to ona pomogła jej wybrać pomiędzy długą a krótką suknią. Zdecydowały że założy czarną sukienkę, wąską w pasie (prawie jak gorset) i rozszerzaną na dole. Sięgała jej do ¾ uda.
Jednak większy problem miała z butami. Nie lubiła szpilek, ale wiedziała że nie wybierze się na bal w trampkach. I tu kolejny raz pomogła jej przyjaciółka. Namówiła ją na 10-centymetrowe szpilki, a Miona tylko dlatego się na nie zgodziła, bo chciała zrobić wrażenie na rudzielcu.
Pomijając problem z sukienką i butami... Szatynka zupełnie nie wiedziała co ma zrobić ze swoimi niesfornymi włosami. Nie chciała kolejny raz używać szamponu „Ulizanna”... Dlatego jeszcze bardziej je pofalowała i dała lokom lekko opaść na ramiona.
W końcu wybiła godzina 19 i przyjaciółki zeszły na dół do pokoju wspólnego. Panował w nim chaos, ale Hermiona szybko dostrzegła Freda, bo górował nad innymi. Szybko podeszły razem do niego. Stał razem z George'm, który trzymał za rękę Angelinę, Ron obejmujący w pasie Lavender i Harry, który wyraźnie się rozpromienił widząc Ginny. Ale Miona nie zwróciła na niego uwagi... W ogóle na nikogo nie zwróciła uwagi. Jej wzrok przykuł jeden z bliźniaków, z którym miała iść na bal. Wyglądał strasznie seksownie. Miał na sobie białą koszulę z podwiniętymi rękawami, na szyi czarny krawat, czarne rurki, które lekko opinały się na jego udach, a nogawki włożone miał w czarne trampki.
- Hermiono, zamknij buzię, bo ci mucha wleci. - powiedział do niej Fred, a dziewczyna zarumieniła się.
- Idziemy? - zapytał Ron.
Wszyscy pokiwali głowami i ruszyli w stronę Wielkiej Sali. W połowie drogi, Mionie przypomniało się że zapomniała wziąć płyt, o które poprosiła ją profesor McGonnagal.
- Muszę się wrócić. - szepnęła do Ginny.
- Po co ?
- Płyty.
- Okej. Idź. - powiedziała do niej i trochę głośniej dodała – Fred? Nie chciałbyś pójść z Hermioną po płyty?
- Chciałbym. - chłopak uśmiechnął się.
- Nie, nie trzeba. Pójdę sama. - powiedziała Hermiona. - Nie fatyguj się.
Uśmiechnęła się do rudzielca i po prostu zawróciła.
Szła w stronę wieży, kiedy nagle ktoś na nią wpadł.
- Przepraszam. - powiedziała osoba. Był to chłopak. „Ładny” pomyślała.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęła się do niego jak najładniej umiała.
- Nic ci nie jest?
- Nie. Mogę wiedzieć jak ci na imię.
- Sam... Sam Roth. Krukon.
- Miło mi. Hermiona Granger. Gryfonka. - podała mu rękę, a ten lekko nią potrząsnął.
- Idziesz na bal? - zapytał ją.
- Tak.
- To nie w tę stronę. - zaśmiał się Sam.
- Wiem, ale idę jeszcze po mugolskie płyty, żeby było do czego potańczyć.
- Pochodzisz z rodziny mugoli? - zapytał ją nieśmiało. Nieśmiało... Nie z arogancją.
- Eee.. tak.
- Ja też. I też mam płyty. - uśmiechnął się ukazując szereg białych zębów – Chcesz przejrzeć?
- Jasne. - podał jej parę płyt, a ta zaczęła je przeglądać. Były tam same fajne zespoły... Metallica, Bon Jovi, Guns 'n Roses – Słuchasz ich ?
- Wychowałem się na tej muzyce. - powiedział do niej z lekkim uśmiechem na twarzy – A może... zatańczyła byś później ze mną?
- Okej. - odwzajemniła uśmiech – Ale do jednej z piosenek tych zespołów, okej?
- Oczywiście. - odpowiedział – Ja idę. Do zobaczenia!
- Tak, pa! - ruszyła znowu w stronę wieży Gryffindoru.
Miły ten Sam” myślała idąc po płyty „Fajnie się z nim gada, a poza tym jest mugolakiem, jak ja. Pewnie będzie się z nim miało wiele tematów do rozmów. Na dodatek jest bardzo przystojny... Ale nie jak Fred. Ten to jest dopiero... Tylko czemu zaprosił mnie na bal? A może Ginny mu powiedziała? Nie, wie ze ja jej ufam, na pewno tego nie zrobiła. Chyba że rudzielec czuje to samo co ja... Nie, to nie możliwe. A szkoda. Mam nadzieję że będziemy się dzisiaj fajnie bawić. Może zatańczy ze mną parę razy. Chciałabym do jakiegoś przytulańca. Ale to niemożliwe.” westchnęła.
W końcu doszła do celu i na tyle na ile pozwalały jej obcasy wbiegła do dormitorium. Płyty leżały na kufrze, więc szybko po nie sięgnęła. Po chwili już wracała do Wielkiej Sali, a gdy weszła puścili jakiś skoczny kawałek. „Jeeezuu, kto przyniósł mugolski dupstep?!” skrzywiła się. Właśnie wtedy zauważyła Freda, który ze smutną miną siedział na ławce przy jednym ze stolików. Podeszła do niego, a ten tylko nawet na nią nie spojrzał. Ukucnęła przed nim.
- Freddie... - przejechała mu palcem po bliźnie na policzku – Spójrz na mnie.
Chłopak posłusznie podniósł oczy.
- Co cię gryzie? - zapytała.
- Chodź ze mną. - powiedział tylko i złapał ją za rękę. Ta nie zastanawiając się rzuciła płyty na stolik, przy którym jeszcze przed chwilą siedział rudzielec. Dla niej liczył się teraz tylko on. Miał problem, a ona nie wiedziała jak mu pomóc. Ciągle trzymając się za rękę poszli w stronę najmniej uczęszczanych korytarzy, obok łazienki Jęczącej Marty. Były puste. Fred zatrzymał się przy ścianie i puścił rękę dziewczyny.
- Powiesz mi co się stało? - zapytała
- Dlaczego nie chciałaś żebym z tobą poszedł? - prawie płakał. „Ale czemu płakał?” myślała Hermiona.
- Nie chciałam żebyś się fatygował. Mogłam iść po nie sama. Ale dlaczego tak ci na tym zależało?
- Bo... Hermiono... Zależy mi na tobie. Zakochałem się.
Szatynka zamarła.
- Nigdy czegoś takiego nie czułem. Wiele dziewczyn uważam za ładne, ale ty... Ty powodujesz że tracę tą cholerną pewność siebie. Nie wiem jak mam przy tobie normalnie funkcjonować. Kocham cię Hermiono. Cały czas mam ochotę żebyś była w moich ramionach. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszyłem kiedy zgodziłaś się ze mną iść na bal. Trochę mnie wtedy poniosło, przytuliłem cię. Byłem przekonany że mnie wtedy odepchniesz, ale ty po prostu mnie objęłaś i wtuliłaś się we mnie. Czułem się jakbym dostał nową miotłę... Nie, to za mało. Byłem tak szczęśliwy że nie można tego opisać słowami. Nadal nie wiem co mam robić, pierwszy raz w życiu jestem bezradny...
- Nie musisz być bezradny... - szepnęła Miona – Po prostu mnie pocałuj.
- Chcesz tego?
- Powiedziałam, pocałuj mnie.
Chłopak schylił się i lekko musnął usta dziewczyny.
- Dlaczego jesteś taki delikatny Fredzie Weasley? - przysunęła się do niego. Objął ją w tali i znowu pocałował. Jednak nie był to już taki pocałunek jak ten pierwszy. Dało się w nim wyczuć więcej pewności siebie. Lekko przygryzł górną wargę dziewczyny, a ona nie panując już nad tym co robi cicho jęknęła. Nagle zdała sobie sprawę, że jego ręce znajdują się pod jej sukienką i lekko głaszcze jej biodra. Nic z tym nie zrobiła, pozwala Fredowi robić wszystko, już nie panowała nad tym co się dzieje. Pragnęła go, a on pragnął ją. W pewnym momencie usłyszeli czyjeś kroki.
- Co tu się...?! - to był Ron. Jednak nie dał sobie wytłumaczyć i od razu pobiegł z powrotem.
Hermiona oderwała się od rudzielca i pobiegła za przyjacielem.
- Ron! Czekaj! – krzyczała za nim. W końcu za 10-tym razem zatrzymał się.
- Co to miało być?! - zaatakował ją.
- A co? Ślepy jesteś?! - odpowiedziała mu tym samym – Jeśli nie mam problemów z pamięcią, to właśnie całowałam się z twoim bratem! I co z tego?!
- To z tego, że to zawsze chciałem być ja! - w jego oczach pojawił się ból.
Dziewczyna zamarła. W przeciągu 20 minut dwóch chłopaków wyznało jej, że ją kocha.
- To czemu mi tego nie powiedziałeś?!
- Bo uznałem, że nie jesteś wystarczająco dobra dla mnie... - powiedział już spokojniej Ron – Zawsze wielu chłopaków się za tobą oglądało, ale ty nie zwracałaś na to uwagi. Byłaś na to wszystko obojętna... Dlatego uznałem że takiego Weasley'a to ty byś już na sto procent nie chciała.
- Ron... Ja... szczerze, to nie wiem co powiedzieć. - westchnęła – Może najlepiej jak powiem, że zawsze byliśmy przyjaciółmi... Więc niech tak zostanie. Bądźmy tylko przyjaciółmi.
- A co z Fredem? - zapytał
- Nie wiem. - powiedziała i odeszła. Jednak nie wróciła do Freda, ani do Wielkiej Sali. Była załamana. Chciała się dzisiaj dobrze bawić, ale jednak nie wyszło...

* * *
To już kolejny rozdział! W końcu!
Prosze, każdy kto to czyta, i komu się podoba niech zostawi komentarz. :) To dla mnie wiele znaczy
Pozdrawiam, Dominika! ♥  

2 komentarze: