* * *
Z
perspektywy Freda...
Chłopak stał i patrzył jak Hermiona odchodzi. Był tak szczęśliwy
że z chęcią, skakałby z radości. Jednak uspokoił się trochę i
wrócił do Wielkiej Sali. Kiedy wszedł, Ginny odwróciła się i
lekko klepnęła George'a w ramię. Nie mogła usłyszeć tego jak
wchodzi, czyli musiała wypatrywac jego powrotu.
Podszedł do stołu Gryfonów i usiadł na ławce. Jadł właśnie
kremówkę, gdy usłyszał ciche pytanie swojego brata bliźniaka.
- Nadal chcesz wcielać swój plan w życie? - to pytanie nie było
skierowane do niego.
- Nie muszę. - odpowiedziała rudowłosa.
„Nawet
nie będę ich wypytywał o co im chodzi...” pomyślał
chłopak i z uśmiechem na twarzy dokończył posiłek.
* * *
2
dni później...
- Miona! W co ja mam się ubrać? - zapytała załamana Ginn.
- Załóż tą kremową. - odpowiedziała spokojnie szatynka –
Podkreśla ci oczy.
- Serio?
Pokiwała głową.
Ona na szczęście nie miała tego problemu. Już w dniu w którym
Fred zaprosił ją na bal, zaczęła wybierać sukienkę. Jej zapał
spotkał się z rozbawieniem najlepszej przyjaciółki, ale oby dwie
wiedziały że Ruda cieszy się z tego co zaszło tak samo jak
Hermiona. I to ona pomogła jej wybrać pomiędzy długą a krótką
suknią. Zdecydowały że założy czarną sukienkę, wąską w pasie
(prawie jak gorset) i rozszerzaną na dole. Sięgała jej do ¾ uda.
Jednak większy problem miała z butami. Nie lubiła szpilek, ale
wiedziała że nie wybierze się na bal w trampkach. I tu kolejny raz
pomogła jej przyjaciółka. Namówiła ją na 10-centymetrowe
szpilki, a Miona tylko dlatego się na nie zgodziła, bo chciała
zrobić wrażenie na rudzielcu.
Pomijając problem z sukienką i butami... Szatynka zupełnie nie
wiedziała co ma zrobić ze swoimi niesfornymi włosami. Nie chciała
kolejny raz używać szamponu „Ulizanna”... Dlatego jeszcze
bardziej je pofalowała i dała lokom lekko opaść na ramiona.
W końcu wybiła godzina 19 i przyjaciółki zeszły na dół do
pokoju wspólnego. Panował w nim chaos, ale Hermiona szybko
dostrzegła Freda, bo górował nad innymi. Szybko podeszły razem do
niego. Stał razem z George'm, który trzymał za rękę Angelinę,
Ron obejmujący w pasie Lavender i Harry, który wyraźnie się
rozpromienił widząc Ginny. Ale Miona nie zwróciła na niego
uwagi... W ogóle na nikogo nie zwróciła uwagi. Jej wzrok przykuł
jeden z bliźniaków, z którym miała iść na bal. Wyglądał
strasznie seksownie. Miał na sobie białą koszulę z podwiniętymi
rękawami, na szyi czarny krawat, czarne rurki, które lekko opinały
się na jego udach, a nogawki włożone miał w czarne trampki.
- Hermiono, zamknij buzię, bo ci mucha wleci. - powiedział do niej
Fred, a dziewczyna zarumieniła się.
- Idziemy? - zapytał Ron.
Wszyscy pokiwali głowami i ruszyli w stronę Wielkiej Sali. W
połowie drogi, Mionie przypomniało się że zapomniała wziąć
płyt, o które poprosiła ją profesor McGonnagal.
- Muszę się wrócić. - szepnęła do Ginny.
- Po co ?
- Płyty.
- Okej. Idź. - powiedziała do niej i trochę głośniej dodała –
Fred? Nie chciałbyś pójść z Hermioną po płyty?
- Chciałbym. - chłopak uśmiechnął się.
- Nie, nie trzeba. Pójdę sama. - powiedziała Hermiona. - Nie
fatyguj się.
Uśmiechnęła się do rudzielca i po prostu zawróciła.
Szła w stronę wieży, kiedy nagle ktoś na nią wpadł.
- Przepraszam. - powiedziała osoba. Był to chłopak. „Ładny”
pomyślała.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęła się do niego jak najładniej umiała.
- Nic ci nie jest?
- Nie. Mogę wiedzieć jak ci na imię.
- Sam... Sam Roth. Krukon.
- Miło mi. Hermiona Granger. Gryfonka. - podała mu rękę, a ten
lekko nią potrząsnął.
- Idziesz na bal? - zapytał ją.
- Tak.
- To nie w tę stronę. - zaśmiał się Sam.
- Wiem, ale idę jeszcze po mugolskie płyty, żeby było do czego
potańczyć.
- Pochodzisz z rodziny mugoli? -
zapytał ją nieśmiało. Nieśmiało...
Nie z arogancją.
- Eee.. tak.
- Ja też. I też mam płyty. - uśmiechnął się ukazując szereg
białych zębów – Chcesz przejrzeć?
- Jasne. - podał jej parę płyt, a ta zaczęła je przeglądać.
Były tam same fajne zespoły... Metallica, Bon Jovi, Guns 'n Roses –
Słuchasz ich ?
- Wychowałem się na tej muzyce. - powiedział do niej z lekkim
uśmiechem na twarzy – A może... zatańczyła byś później ze
mną?
- Okej. - odwzajemniła uśmiech – Ale do jednej z piosenek tych
zespołów, okej?
- Oczywiście. - odpowiedział – Ja idę. Do zobaczenia!
- Tak, pa! - ruszyła znowu w stronę wieży Gryffindoru.
„Miły ten Sam” myślała
idąc po płyty „Fajnie się z nim gada, a poza tym jest
mugolakiem, jak ja. Pewnie będzie się z nim miało wiele tematów
do rozmów. Na dodatek jest bardzo przystojny... Ale nie jak Fred.
Ten to jest dopiero... Tylko czemu zaprosił mnie na bal? A może
Ginny mu powiedziała? Nie, wie ze ja jej ufam, na pewno tego nie
zrobiła. Chyba że rudzielec czuje to samo co ja... Nie, to nie
możliwe. A szkoda. Mam nadzieję że będziemy się dzisiaj fajnie
bawić. Może zatańczy ze mną parę razy. Chciałabym do jakiegoś
przytulańca. Ale to niemożliwe.” westchnęła.
W końcu doszła do celu i na tyle
na ile pozwalały jej obcasy wbiegła do dormitorium. Płyty leżały
na kufrze, więc szybko po nie sięgnęła. Po chwili już wracała
do Wielkiej Sali, a gdy weszła puścili jakiś skoczny kawałek.
„Jeeezuu, kto przyniósł mugolski dupstep?!” skrzywiła
się. Właśnie wtedy zauważyła Freda, który ze smutną miną
siedział na ławce przy jednym ze stolików. Podeszła do niego, a
ten tylko nawet na nią nie spojrzał. Ukucnęła przed nim.
- Freddie... - przejechała mu palcem po bliźnie na policzku –
Spójrz na mnie.
Chłopak posłusznie podniósł oczy.
- Co cię gryzie? - zapytała.
- Chodź ze mną. - powiedział tylko i złapał ją za rękę. Ta
nie zastanawiając się rzuciła płyty na stolik, przy którym
jeszcze przed chwilą siedział rudzielec. Dla niej liczył się
teraz tylko on. Miał problem, a ona nie wiedziała jak mu pomóc.
Ciągle trzymając się za rękę poszli w stronę najmniej
uczęszczanych korytarzy, obok łazienki Jęczącej Marty. Były
puste. Fred zatrzymał się przy ścianie i puścił rękę
dziewczyny.
- Powiesz mi co się stało? - zapytała
- Dlaczego nie chciałaś żebym z
tobą poszedł? - prawie płakał. „Ale czemu płakał?”
myślała Hermiona.
- Nie chciałam żebyś się fatygował. Mogłam iść po nie sama.
Ale dlaczego tak ci na tym zależało?
- Bo... Hermiono... Zależy mi na tobie. Zakochałem się.
Szatynka zamarła.
- Nigdy czegoś takiego nie czułem.
Wiele dziewczyn uważam za ładne, ale ty... Ty powodujesz że tracę
tą cholerną pewność siebie. Nie
wiem jak mam przy tobie normalnie funkcjonować. Kocham cię
Hermiono. Cały czas mam ochotę żebyś była w moich ramionach.
Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszyłem kiedy zgodziłaś się ze
mną iść na bal. Trochę mnie wtedy poniosło, przytuliłem cię.
Byłem przekonany że mnie wtedy odepchniesz, ale ty po prostu mnie
objęłaś i wtuliłaś się we mnie. Czułem się jakbym dostał
nową miotłę... Nie, to za mało. Byłem tak szczęśliwy że nie
można tego opisać słowami. Nadal nie wiem co mam robić, pierwszy
raz w życiu jestem bezradny...
- Nie musisz być bezradny... - szepnęła Miona – Po prostu mnie
pocałuj.
- Chcesz tego?
- Powiedziałam, pocałuj mnie.
Chłopak schylił się i lekko musnął usta dziewczyny.
- Dlaczego jesteś taki delikatny Fredzie Weasley? - przysunęła się
do niego. Objął ją w tali i znowu pocałował. Jednak nie był to
już taki pocałunek jak ten pierwszy. Dało się w nim wyczuć
więcej pewności siebie. Lekko przygryzł górną wargę dziewczyny,
a ona nie panując już nad tym co robi cicho jęknęła. Nagle zdała
sobie sprawę, że jego ręce znajdują się pod jej sukienką i
lekko głaszcze jej biodra. Nic z tym nie zrobiła, pozwala Fredowi
robić wszystko, już nie panowała nad tym co się dzieje. Pragnęła
go, a on pragnął ją. W pewnym momencie usłyszeli czyjeś kroki.
- Co tu się...?! - to był Ron. Jednak nie dał sobie wytłumaczyć
i od razu pobiegł z powrotem.
Hermiona oderwała się od rudzielca i pobiegła za przyjacielem.
- Ron! Czekaj! – krzyczała za nim. W końcu za 10-tym razem
zatrzymał się.
- Co to miało być?! - zaatakował ją.
- A co? Ślepy jesteś?! - odpowiedziała mu tym samym – Jeśli nie
mam problemów z pamięcią, to właśnie całowałam się z twoim
bratem! I co z tego?!
- To z tego, że to zawsze chciałem być ja! - w jego oczach pojawił
się ból.
Dziewczyna zamarła. W przeciągu 20 minut dwóch chłopaków wyznało
jej, że ją kocha.
- To czemu mi tego nie powiedziałeś?!
- Bo uznałem, że nie jesteś wystarczająco dobra dla mnie... -
powiedział już spokojniej Ron – Zawsze wielu chłopaków się za
tobą oglądało, ale ty nie zwracałaś na to uwagi. Byłaś na to
wszystko obojętna... Dlatego uznałem że takiego Weasley'a to ty
byś już na sto procent nie chciała.
- Ron... Ja... szczerze, to nie wiem co powiedzieć. - westchnęła –
Może najlepiej jak powiem, że zawsze byliśmy przyjaciółmi...
Więc niech tak zostanie. Bądźmy tylko przyjaciółmi.
- A co z Fredem? - zapytał
- Nie wiem. - powiedziała i odeszła. Jednak nie wróciła do Freda,
ani do Wielkiej Sali. Była załamana. Chciała się dzisiaj dobrze
bawić, ale jednak nie wyszło...
* * *
To już kolejny rozdział! W końcu!
Prosze, każdy kto to czyta, i komu się podoba niech zostawi komentarz. :) To dla mnie wiele znaczy!
Pozdrawiam, Dominika! ♥
świetny, ale czekam na kolejny ;*/Hedwiga
OdpowiedzUsuńbardzo fajnie się czyta :)
OdpowiedzUsuńpowodzenia !