Z perspektywy Rona…
Chłopak stał i patrzył za odbiegającą dziewczyną. Dziewczyną
którą kochał. Od zawsze. I właśnie zaprzepaścił szansę żeby się o nią postarać.
No, ale przecież całowała się z jej bratem. „Może
to tylko zabawa…” myślał „Nie.
Przecież ona ma mózg jak nikt inny… nie mogłaby się bawić w ten sposób”.
Ron przykucnął pod ścianą i włożył twarz w dłonie.
- Gdzie ona jest? – usłyszał za sobą głos Freda
- Poszła. – wyszeptał.
- Gdzie?
- Tam. – wskazał na korytarz, a jego brat pobiegł w tamtą
stronę.
Znowu został sam. Już drugi raz czuł pustkę w sobie… Już
druga osoba zostawiła go bez słowa. I oby dwie były mu tak strasznie bliskie.
Hermiona szła korytarzami Hogwartu. Czuła się dziwnie. Była
przepełniona emocjami i nie wiedziała jak ma się od nich uwolnić. Korytarze
były puste; wszyscy bawili się na balu. Ona tak bardzo chciała do nich
dołączyć, ale nie umiała. Nie umiałaby się teraz bawić, tańczyć, śmiać się. Nie
chciała z siebie wymuszać radości. Nie była masochistką.
W pewnym momencie znalazła się przy schodach na Wieżę
Astronomiczną. Wbiegła po nich i po chwili już stała przy barierce, a z jej
policzków kapały łzy. Zawsze kiedy była bezsilna – płakała. Stała tam długo,
nawet nie wiedziała jak długo, aż usłyszała kroki na schodach.
- Miona… - głos Freda był cichy i niepewny.
- Słucham? – wytarła dłonią łzy i odwróciła się.
- Dlaczego płaczesz? – zapytał
- Bo… Bo nie wiem co robić. Jestem do jasnej cholery
bezsilna…
- Ja… Nie wiem czy dobrze zrobiłem mówiąc ci to wszystko.
- Dobrze. Przynajmniej wiem na czym stoję. Stoimy.
- Tak. To jest tego plus.
- I co teraz?
- Chyba nic.
- To znaczy?
- No ja ci powiedziałem co czuję, pocałowaliśmy się i
wszystko wróci do normy.
- Tak… Tak chyba będzie najlepiej.
- Dobrze. Okej. Jasne. Jak zawsze…
- Co?
- Nic. Myślałem że jesteś inna. – chłopak ruszył w stronę
schodów.
- Jestem inna.
- Może… ale nie w tych sprawach. Bawisz się chłopakami jak
każda inna.
- Co?! Ja się bawię?! Chcesz wiedzieć, to ci powiem! Jesteś
pierwszym chłopakiem w moim życiu na którego patrzę nie jak na przyjaciela!
Jesteś chłopakiem idealnym. No, ale ty przecież miałeś tak dużo dziewczyn… Chyba
nie jestem dla ciebie. Jesteś doświadczony, ja nie. Nie pasujemy do siebie. –
ruszyła w stronę schodów, zgrabnie wyminęła chłopaka i zaczęła schodzić na dół.
Jednak rudzielec złapał ją za łokieć i zatrzymał. Zszedł po
schodach i stanął tak, że jego głowa znajdowała się na równi z jej głową.
Musnął jej usta swoimi.
- Pamiętaj że cię kocham.
- Ale to nic nie zmienia. – powiedziała i odeszła zostawiając
Freda samego.
Hermiona weszła do Wielkiej Sali i usłyszała jak ktoś ją
woła.
- Sam! – zawołała z uśmiechem widząc chłopaka.
- Słyszysz co leci? – zapytał
- Guns ‘n Roses! – ucieszyła się – Czy ja przypadkiem nie
miałam z tobą zatańczyć?
- Tak, jest to możliwe. – brunet złapał ją za rękę i
pociągnął na parkiet.
Zaczęli się lekko poruszać w rytm piosenki. Dłonie Sama
swobodnie dotykały bioder Hermiony, a ta ręce lekko zarzuciła mu na szyję.
- Czy nie mówiłem ci, że jesteś urocza?
- Nie mówiłeś. I nie jestem.
- Ależ jesteś! Każdy ci to powie. – zaśmiał się chłopak.
- Załóżmy się. – palnęła zanim pomyślała co tak właściwie
mówi.
- Okej, ale o co? – Sam podniósł brwi ze zdziwieniem.
- O zgrzewkę kremowego piwa. Co ty na to?
Brunet kiwnął głową i wziął dziewczynę za rękę. Kątem oka
spojrzał na reakcję szatynki, jednak ona widocznie nie miała nic przeciwko i z
uśmiechem szła przed siebie. Dotarli do stolika grupki Puchonów.
- Hej, Cornelia..- przywitał się Sam z jedną z dziewczyn –
Mam sprawę do chłopaków.
- Słuchamy. – powiedział jeden z domu Helgi Hufflepuff.
- Czy uważacie że ta oto niewiasta – wskazał na Hermionę –
jest urocza?
- Jest… Znaczy ma coś w sobie. – powiedział ten sam chłopak,
na co reszta pokiwała głowami.
Brunet zaczął liczyć osoby.
- 5,6,7 … no piękna, jest 7:0 dla mnie.- zaśmiał się, na co
Miona pokazała mu język, ale po chwili również się zaśmiała. – Chodźmy dalej.
Pożegnali
się z Puchonami i ruszyli dalej. Pytali jeszcze paru osób i w końcu Sam
wygrywał 16:0. Nagle szatynka zobaczyła grupkę swoich przyjaciół. Jej
partner podążył za jej wzrokiem.
- Znasz ich? - zapytał - No tak, przecież to Weasley'owie...
- Co masz do nich? - zapytała ze zdziwieniem.
- Nic. - skłamał Sam - Chcesz to zapytamy się ich...
-
Okej. - pociągnęła Sama za sobą i po chwili już stała przy swoich
przyjaciołach z Gryffindoru. - Hej, to jest Sam. Krukon. - przedstawiła
chłopaka.
-
Hej Sam. - przywitał sie George z wyciągniętą ręką, którą brunet lekko
potrząsnął. - Widzę, że wyrywasz niezłe laski. - zaśmiał się.
- To jest George, nie słuchaj go. - również zaśmiała się Ginny. - A ja jestem Ginny. Miło cię poznać.
- Wiecie... My tu przyszliśmy się was o coś zapytać... - zaczął Sam.
- Och, oczywiście. Macie moje błogosławieństwo! - palnął rudzielec.
- Zamknij się George! - siostra walnęła go w ramię. - No, o co chodzi?
- Założyłem się z Hermioną...
- Miona i zakłady? No no, nie znałem jej od tej strony. - zaśmiał się George, na co Ruda jeszcze mocniej walnęła go w ramię - Auć! Czy ty możesz przestać mnie bić?
- Nie. - warknęła Ginny - Jeśli się nie uciszysz.
- A więc, założyłem się i na razie wygrywam. - Sam uśmiechnął się. - I dlatego odpowiedzcie mi, czy ona jest urocza?
- Jest. - odpowiedział rudzielec, a za nim poszedł Ron, Neville, Dean i Seamus.
- To mamy 21:0. - westchnęła Hermiona. - Kupuję ci zgrzewkę piwa.
- Mówiłem przecież. - uśmiechnął się brunet.
Nagle, nie wiadomo skąd obok grupki przyjaciół pojawił się Fred. Miona spojrzała na niego. Wyglądał strasznie. Miał napuchnięte oczy od płaczu. Szatynce zrobiło się przykro, chciała go przytulić , ale wiedziała że po tym co mu powiedziała nie może tak postąpić.
- George, chodź ze mną. - złapał brata za łokieć. Po chwili oby dwoje zniknęli im w tłumie.
- Założyłem się z Hermioną...
- Miona i zakłady? No no, nie znałem jej od tej strony. - zaśmiał się George, na co Ruda jeszcze mocniej walnęła go w ramię - Auć! Czy ty możesz przestać mnie bić?
- Nie. - warknęła Ginny - Jeśli się nie uciszysz.
- A więc, założyłem się i na razie wygrywam. - Sam uśmiechnął się. - I dlatego odpowiedzcie mi, czy ona jest urocza?
- Jest. - odpowiedział rudzielec, a za nim poszedł Ron, Neville, Dean i Seamus.
- To mamy 21:0. - westchnęła Hermiona. - Kupuję ci zgrzewkę piwa.
- Mówiłem przecież. - uśmiechnął się brunet.
Nagle, nie wiadomo skąd obok grupki przyjaciół pojawił się Fred. Miona spojrzała na niego. Wyglądał strasznie. Miał napuchnięte oczy od płaczu. Szatynce zrobiło się przykro, chciała go przytulić , ale wiedziała że po tym co mu powiedziała nie może tak postąpić.
- George, chodź ze mną. - złapał brata za łokieć. Po chwili oby dwoje zniknęli im w tłumie.
* * *
Z perspektywy Freda...
Razem
z bratem bliźniakiem, Fred ruszył w głąb zamku. Szli i szli. Rudzielec
chciał się jak najbardziej oddalić od Wielkiej Sali. Nie chciał słyszeć
tej muzyki, tych śmiechów. Nie miał nastroju do tego. Nagle stanął i
odwrócił się w stronę brata, a ten zapytał:
- Co cię tak dobiło?
- Hermiona.
George westchnął.
- Co źle zrobiłeś? - zapytał
- Chyba wszystko. Powiedziałem że ją kocham, pocałowałem, trochę nakrzyczałem, potem znowu pocałowałem... Tak, to wszystko mogłem zachować dla siebie...
- Nie mogłeś. Nie wytrzymałbyś. - położył mu rękę na ramieniu. - Walcz o nią. Jeśli zobaczy że się poddałeś, to zupełnie cię oleje.
- Nie chcę się narzucać...
- Czy ja dobrze słyszę? Zawsze walczyłeś o laski! Co się nagle stało, że ci się nie chce?
- Przecież to Hermiona... znam ją od bardzo długiego czasu. Traktuję ją jak siostrę. Siostry nie powinno się tak kochać.
- Słuchaj. Masz tylko jedną siostrę i jest nią Ginny. Nie Hermiona.
- Ale...
- Walcz o nią baranie, bo ten Krukon ci ją zabierze! Do jasnej cholery, nie widzisz jak on na nią patrzy, pragnie jej tak samo jak ty. Pokaż jej, że możesz jej dać więcej niż ten cały Sam!
George odszedł, pozostawiając Freda samego z głową pełną pytań bez odpowiedzi.
- Co cię tak dobiło?
- Hermiona.
George westchnął.
- Co źle zrobiłeś? - zapytał
- Chyba wszystko. Powiedziałem że ją kocham, pocałowałem, trochę nakrzyczałem, potem znowu pocałowałem... Tak, to wszystko mogłem zachować dla siebie...
- Nie mogłeś. Nie wytrzymałbyś. - położył mu rękę na ramieniu. - Walcz o nią. Jeśli zobaczy że się poddałeś, to zupełnie cię oleje.
- Nie chcę się narzucać...
- Czy ja dobrze słyszę? Zawsze walczyłeś o laski! Co się nagle stało, że ci się nie chce?
- Przecież to Hermiona... znam ją od bardzo długiego czasu. Traktuję ją jak siostrę. Siostry nie powinno się tak kochać.
- Słuchaj. Masz tylko jedną siostrę i jest nią Ginny. Nie Hermiona.
- Ale...
- Walcz o nią baranie, bo ten Krukon ci ją zabierze! Do jasnej cholery, nie widzisz jak on na nią patrzy, pragnie jej tak samo jak ty. Pokaż jej, że możesz jej dać więcej niż ten cały Sam!
George odszedł, pozostawiając Freda samego z głową pełną pytań bez odpowiedzi.
świetny, długo czekałam. No i czekam na kolejny rozdział ;*
OdpowiedzUsuń