- Nie wiem co mam robić... - westchnął Fred.
Razem ze swoim bratem bliźniakiem siedział w swoim dormitorium. Był ostatni dzień w Hogwarcie. Powinien się pakować, jednak nie miał do tego głowy.
- Też nie wiem. - powiedział George - Smutny los kochanków. - zaśmiał się
- Oj, przestań. - warknął bliźniak - Ona mnie nienawidzi!
- Było nie odwalać jakiś historyjek bez sensu! - również warknął jego brat
- Skąd mogłem wiedzieć, że ona się potnie?!
- Nie mogłeś wiedzieć! Ale następnym razem pomyśl co mówisz!
George wyszedł, zostawiając brata samego. Ten rzucił się na łóżko i przykrył głowę poduszką. Po chwili z jego oczu wypłynęły łzy...
* * *
Hermiona zbierała swoje rzeczy z łóżka w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey pozwoliła jej wyjść, bo na jej ranę potrzebny był tylko jeden eliksir. Teraz po pamiątce nie było ani śladu, jednak nadgarstek nadal ją bolał.
Było jej smutno. Nikt po nią nie przyszedł, nawet Ginny. "Pewnie jest na mnie zła za to co zrobiłam..." westchnęła.
Ze swoją ukochaną torbą wyszła z białej sali i ruszyła do wieży Gryffindoru. Korytarze były niemal puste. Wszyscy albo byli na błoniach, albo pakowali rzeczy do kufrów.
Po paru minutach znalazła się w Pokoju Wspólnym, w którym na kanapie siedzieli Harry, Ron oraz Ginny. Jej przyjaciółka spojrzała w jej stronę i posłała szeroki uśmiech. Szatynka podeszła do przyjaciół i usiadła na fotelu blisko kanapy.
- Jak się czujesz? - zapytał Harry
- A jak ma się czuć? - warknęła Ruda.
- Ginny.. - szepnęła Hermiona - Ze mną jak najbardziej w porządku. Nie warcz tak na biednych, Bogu ducha winnych ludzi...
- Ale myślałam, że...
- Że co? Że przyjdę tutaj zapłakana i nie będę chciała nikogo widzieć?
- Noo... tak.
- Na razie jest tylko jedna osoba której nie chcę widzieć.
Miona spuściła głowę i spojrzała na swoje trampki. W normalnej sytuacji nie traciła by czasu na siedzenie i patrzenie w buty, ale w tym momencie był to najciekawszy widok pod słońcem.
Nagle do pomieszczenia wszedł rudowłosy bliźniak. Spojrzał lekko opuchniętymi od płaczu oczami na Gryfonkę. Podszedł cicho do przyjaciół i usiadł na fotelu naprzeciwko Hermiony.
- Możemy pogadać? - zapytał
- Nie mamy o czym. - warknęła Szatynka
- A ja myślę że mamy.
- Nie, Fred. Nie mamy. - posłała mu spojrzenie, które gdyby można było, to zabiło by bliźniaka.
- Możecie się na moment stąd ulotnić? Dosłownie 5 minut. - zwrócił się do przyjaciół siedzących na kanapie.
Wstali i po chwili już ich nie było.
- Hermiono, ja..
- Skończ Fred. To nie ma sensu...
- Chcę cię przeprosić, za moją głupotę... Bo za miłość się nie przeprasza.
- Wsadź sobie przeprosiny w ten twój zgrabny tyłek!
- Właśnie powiedziałaś że mam zgrabny tyłek.. To już coś! - zaśmiał się, chcąc rozładować napięcie.
- Tak, tak, Weasley... Może i masz zgrabny tyłek. Jednak chyba nie tylko na to lecę...
- Lecisz na mnie?
- Banalne stwierdzenie, ale tak. - wstała z fotela i na palcach podeszła do rudzielca siadając mu na kolanach.
Poczuła że cała złość się z niej ulatnia, a to uczucie zastępuje miłość do Freda.
- A ty Weasley? Lecisz na mnie? - lekko musnęła mu wargami bliznę na policzku.
- Zawsze na ciebie leciałem, Granger.
- A od kiedy mówisz do mnie Granger?
- A od kiedy mówisz do mnie Weasley?
Zaśmiali się i musnęli swoje usta... Krótko, lecz namiętnie.
Po paru minutach znalazła się w Pokoju Wspólnym, w którym na kanapie siedzieli Harry, Ron oraz Ginny. Jej przyjaciółka spojrzała w jej stronę i posłała szeroki uśmiech. Szatynka podeszła do przyjaciół i usiadła na fotelu blisko kanapy.
- Jak się czujesz? - zapytał Harry
- A jak ma się czuć? - warknęła Ruda.
- Ginny.. - szepnęła Hermiona - Ze mną jak najbardziej w porządku. Nie warcz tak na biednych, Bogu ducha winnych ludzi...
- Ale myślałam, że...
- Że co? Że przyjdę tutaj zapłakana i nie będę chciała nikogo widzieć?
- Noo... tak.
- Na razie jest tylko jedna osoba której nie chcę widzieć.
Miona spuściła głowę i spojrzała na swoje trampki. W normalnej sytuacji nie traciła by czasu na siedzenie i patrzenie w buty, ale w tym momencie był to najciekawszy widok pod słońcem.
Nagle do pomieszczenia wszedł rudowłosy bliźniak. Spojrzał lekko opuchniętymi od płaczu oczami na Gryfonkę. Podszedł cicho do przyjaciół i usiadł na fotelu naprzeciwko Hermiony.
- Możemy pogadać? - zapytał
- Nie mamy o czym. - warknęła Szatynka
- A ja myślę że mamy.
- Nie, Fred. Nie mamy. - posłała mu spojrzenie, które gdyby można było, to zabiło by bliźniaka.
- Możecie się na moment stąd ulotnić? Dosłownie 5 minut. - zwrócił się do przyjaciół siedzących na kanapie.
Wstali i po chwili już ich nie było.
- Hermiono, ja..
- Skończ Fred. To nie ma sensu...
- Chcę cię przeprosić, za moją głupotę... Bo za miłość się nie przeprasza.
- Wsadź sobie przeprosiny w ten twój zgrabny tyłek!
- Właśnie powiedziałaś że mam zgrabny tyłek.. To już coś! - zaśmiał się, chcąc rozładować napięcie.
- Tak, tak, Weasley... Może i masz zgrabny tyłek. Jednak chyba nie tylko na to lecę...
- Lecisz na mnie?
- Banalne stwierdzenie, ale tak. - wstała z fotela i na palcach podeszła do rudzielca siadając mu na kolanach.
Poczuła że cała złość się z niej ulatnia, a to uczucie zastępuje miłość do Freda.
- A ty Weasley? Lecisz na mnie? - lekko musnęła mu wargami bliznę na policzku.
- Zawsze na ciebie leciałem, Granger.
- A od kiedy mówisz do mnie Granger?
- A od kiedy mówisz do mnie Weasley?
Zaśmiali się i musnęli swoje usta... Krótko, lecz namiętnie.
* * *
Zdecydowałam, że będę dodawać krótsze, ale częściej ;)
Mam nadzieję, ze ten się podoba... Ma takie fajne zakończenie. <3
Rozdział dedykuję mojej kochanej Martynie. <3 Dziękuję że mnie wspierasz i liczysz na mnie! ;** Kocham Cię, kochanie moje. <3
Rozdział dedykuję mojej kochanej Martynie. <3 Dziękuję że mnie wspierasz i liczysz na mnie! ;** Kocham Cię, kochanie moje. <3
Komentujcie! ;*
Pozdrawiam, Dominika! <3
Jeju... No i co ja mam ci napisać?
OdpowiedzUsuń-Rozdział świetny.
-jaram się nim
-Jeju poprawiłaś mi nastrój.
-ale słodko. Weasley, Granger <3 <3
Dziękuje za dedykacje :3
Ja też cie kochamm.;**