czwartek, 30 maja 2013

Rozdział X: "Przepraszasz za to, że mnie kusisz? Przecież robisz to ciągle"

 Kilka godzin później... Wieczór...

- Matko, matko, matko! - krzyczała Ginny tuląc swoją brązowowłosą przyjaciółkę. - Jesteście razem? 
- No tak wyszło. - powiedziała Hermiona i odsunęła się od przyjaciółki. 
Podeszła do łóżka i rzuciła się na nie. Wiedziała że musi się pakować, ale myśl o Fredzie nie pozwalały jej robić niczego innego. Wypełniały ją całą. Spędziła z nim miły dzień spacerując po błoniach. Nie pojawili się nawet na obiedzie. Wiedziała, że kocha tego rudzielca i nic nie może im tego zabrać. Dopełniali się jak yin i yang. 
W pewnym momencie do dormitorium wpadła Angelina.
- Nie chcę nic mówić, ale na dole jest niezła biba. - powiedziała. 
Hermiona od razu zauważyła że ciemnoskóra Gryfonka jest już nieźle podpita. 
- Miona, chodź! - krzyknęła Ginny kiedy Angie wyszła. 
- Serio? - skrzywiła się szatynka.
- No dawaj! Będzie bosko! - pociągnęła ją za rękę. 
Razem zeszły po schodach. To co zastały lekko je zdziwiło. W pokoju wspólnym byli wszyscy Gryfoni od 3 roku. Nigdy nie było tak ciasno. Jednak mimo to Hermiona od razu dostrzegła Freda. Stał pod ścianą i pił... mugolskie piwo? "Ciekawe skąd mają..." zastanawiała się szatynka. 
Podeszła do niego i przytuliła. Chłopak podsunął jej piwo, a ona wzięła łyk. Fakt. Było to wbrew jej żelaznym zasadom, ale przecież był ostatni dzień w Hogwarcie. Trzeba było zaszaleć! 
- Myślałem że nie pijesz... - zdziwił się
- To po co mi proponujesz? 
- Kultura. 
- Szczerze... też myślałam że nie piję. - zaśmiała się. - Ale ty pijesz... I dziwię się czemu piwo, a nie coś mocniejszego?
- Bo chcę jasno myśleć. 
- Już i tak tego nie robisz.
- Przy tobie się nie da, ślicznoto. 
Schylił się i pocałował dziewczynę w czoło. Ta stanęła na palcach i lekko oddała pocałunek, jednakże w usta. 
- Może nie kuś mnie teraz... Chcę się trochę pobawić. - zaśmiał się. 
- A może będę... - przejechała mu dłonią po koszuli. Lubiła czuć ten materiał pod skórą. Kojarzył jej się z Fredem.
- Hermiono, błagam. - jęknął - Czemu to ja muszę być tym rozsądnym? 
- Nie musisz.. Oby dwoje nie musimy. - zgrabnym ruchem odpięła mu jeden guzik koszuli
- Hermiono! - złapał jej nadgarstki - Nie dzisiaj, nie teraz. 
- Dobrze. - wyciągnęła ręce z jego uścisku i włożyła je do kieszeni.
Miała zamiar się dobrze bawić. Jednak on nie chciał. No nic... Musiała sobie znaleźć inne zajęcie. Jednak gryzło ją poczucie winy.
- Przepraszam. - szepnęła.
- Przepraszasz za to, że mnie kusisz? Przecież robisz to ciągle. - zaśmiał się i przyciągnął ją do siebie. Ta wtuliła się w niego. Stali tak parę minut.
- Usiądźmy może - wskazał na kanapę, która właśnie się zwolniła. 
Podeszli trzymając się za ręce do siedziska i wygodnie się rozłożyli. Hermiona położyła nogi na zagłówku, a głowę oparła o jego uda.
Nie wiedząc kiedy do pokoju wpadli Puchoni oraz Krukoni. Nikt nie wiedział kto ich zaprosił, ale byli radośni, bo na szczęście nie przyszli Ślizgoni. Kilka osób przyniosło Ognistą, a inni normalny mocniejszy mugolski alkohol. Hermiona nadal nie wiedziała skąd go mają. 
Do kanapy na której leżała podszedł Sam.
- Hej, Sam. - powiedziała - To jest Fred. - Wskazała na swojego chłopaka
- Hej, Hermiono. - uśmiechnął się do niej - Wiem kto to jest. 
Podsunął jej butelkę piwa, które wzięła i pociągnęła łyk. Zupełnie nie wiedziała czemu to robi, przecież NIGDY nie piła alkoholu. Dała butelkę Fredowi. Ten również trochę wypił. 
Sam nadal nad nimi stał i jakby czekał aż zostanie sam na sam z Hermioną.
- Ja pójdę na moment. - zwrócił się rudzielec do Miony - Zaraz wracam, KOCHANIE. - ostatnie słowo powiedział patrząc na Krukona z lekką pogardą. Pocałował ją w czoło i odszedł. 
Krukon usiadł obok Hermiony, która podkurczyła nogi robiąc mu miejsce.
- Jesteś z Weasley'em? - zapytał 
- Jak widać. - uśmiechnęła się
- Przecież to przez niego... no... wylądowałaś w skrzydle. - skrzywił się 
- Przez swoją głupotę wylądowałam w szpitalu, Sam. Nie przez Freda. 
- Mów co chcesz. Wszyscy przecież wiedzą co ci powiedział. To było powodem tego co zrobiłaś. - w jego oczach pojawiła się wrogość.
- To moja sprawa, moje życie. Nie mieszaj się w nie. - warknęła
- Już to zrobiłem. Sama mi na to pozwoliłaś...
- Co? 
- Tańczyłaś ze mną i w ogóle. Przecież gdybyś nie chciała żebym cię lepiej poznał, to wtedy kiedy na mnie wpadłaś powiedziałabyś tylko marne "przepraszam" i odeszła. Jednak tego nie zrobiłaś. 
- Bo nie lubię tak robić.
- Jak tak?
- Jeny, Sam! Po prostu chciałam wiedzieć jak masz na imię. To że tańczyliśmy to nic. Tańczyć mogę z kim chcę.
- Oczywiście. Ty przecież nie widzisz że jesteś piękna i każdy chłopak patrzy na ciebie jak na zdobycz!
- Nie widzę, bo mnie to nie interesuje! Jestem z Fredem i jest mi dobrze. Wspaniale mi jest! I nic ci do tego, Samie Roth! 
- Nic mi do tego?! Nic mi do tego, że jesteś z facetem który cię zranił, a tak właściwie to ja chcę stać przy twoim boku. 
- O czym ty mówisz?!
- O tym, że mi się podobasz!
- Sam! Moje życie jest teraz idealne i nie zmienię go za żadne skarby! - wstała w kanapy - I nie przychodź do mnie więcej, nie zagaduj! Po prostu zniknij z mojego życia!
- Dlaczego?!
- Bo jesteś idiotą! Chcesz zniszczyć mój związek z Fredem!! - krzyknęła i mimo głośnej muzyki wszyscy to usłyszeli. Jednak Hermiona tego nie zauważyła. Była pełna złych emocji.
- To ty jesteś idiotką! To ty chodzisz z Weasley'em! Z tym, który cię zranił! Nie widzisz tego?!
- Przegiąłeś Sam! Ja go kocham, nie rozumiesz?!
- Nie, nie rozumiem jak można kochać kogoś takiego. Przecież to jest wielki Casanova. Rzuci cię dla pierwszej lepszej... Byle by zaliczyć kolejną! 
- Jesteś wredny, Sam! - z jej oczu wypłynęły łzy - Nie chcę cię widzieć już nigdy na oczy! Wyjdź stąd!
Chłopak spojrzał na nią wrogo i po chwili już go nie było. 
Hermiona rozpłakała się. Po chwili obok niej pojawił się Fred i mocno ją przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. Kocham cię, Hermiono. - pocałował ją we włosy
- Też cię kocham, Freddie. - wtuliła się mocniej w jego koszulę, mocząc ją od łez i brudzić od spływającego tuszu do rzęs...

* * * 
Jest kolejny rozdział! <3 Dłuższy bo miałam wenę. 
Myślę że nie przeszkadza wam taka duża ilość dialogów. ;)

Chciałam podziękować Martynie (Hedwidze) za to że mnie wspiera i zawsze komentuje. <3 Przez nią mam ochotę pisać tego bloga!
Kocham cię, Hedwigo! <3 *_* 

Pozdrawiam, Dominika! <3

2 komentarze:

  1. Oooo <3
    Jak ja lubie miec dedykacje ;*
    Rozdział swietny. Jak zawszd, mimo że czytam go na telefonie to no chce kolejny.;c
    Teraz zaraz. Ja też cie kocham mała ;*
    I ty też mnie zawsze wspierasz. Też zawsze komentujesz i moge na cb liczyć. Dziękuje malutka.;**
    Czekam nw kolejny.;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny rozdział. Zresztą jak cały blog :)
    Głupi Sam -.-
    Cudny Freddie <3

    Pozdrawiam, czekam na nast, i zapraszam do siebie (http://fremione-ujawniona-milosc.blogspot.com/)
    ~Clar <3

    OdpowiedzUsuń