piątek, 31 maja 2013

Rozdział XI: "Czyli jesteś pierwszą dziewczyną którą kocham. I ostatnią."

PODKŁAD :  http://www.youtube.com/watch?v=lJqbaGloVxg

Hermiona leżała na łóżku i wypłakiwała się w poduszkę. Obok niej siedział Fred lekko głaszcząc jej włosy. Oby dwoje nie wiedzieli jak się zachować. Miona chciała zapytać go czy to co powiedział Sam to prawda, ale nie potrafiła. A on? On chciał się dowiedzieć czy ona uwierzyła temu idiocie czy jednak ufa jemu.
- Hermiono...
- Fred, to prawda? - przerwała mu - To co powiedział Sam...
- Nie. 
- Ale przecież miałeś inne dziewczyny przede mną. Skąd mam wiedzieć, że nie zerwiesz ze mną tak jak z nimi... - wstała do pozycji siedzącej.
- Nie ufasz mi, kotku. 
- Ufam, ale...
- Gdybyś ufała, nie pytałabyś mnie teraz czy to wszystko jest prawdą.
Dziewczyna spuściła głowę. Nie wiedziała co powiedzieć. Przecież dobrze zdawała sobie sprawę, że Fred miał bardzo dużo dziewczyn. Z tego był w Hogwarcie znany. Zmieniał dziewczyny jak skarpetki. 
- Kochasz mnie? - zapytała
- Kocham. - spojrzał na nią, a z jego oczu wyczytała że się martwi.
- Ale przecież miałeś tyle dziewczyn... Wszystkie je kochałeś?
- Nie. Nie kochałem żadnej z nich. To były tylko takie... przelotne romanse. Dobrze się bawiłem, bo one były wpatrzone we mnie jak w obrazek. A ty taka nie jesteś. Nigdy nie wzbudzałem twojego zainteresowania. Może właśnie dlatego się w tobie zakochałem, postawiłem przed sobą jasny cel. Być z tobą, kochać cię... Lecz z wzajemnością.
- Czyli...
- Czyli jesteś pierwszą dziewczyną którą kocham. I ostatnią. - lekko musnął jej wargi swoimi.
- Wyznałeś mi, że będziesz mnie kochał do grobowej deski czy raczej, że jak ze mną zerwiesz lub ja z tobą to nigdy już się nie zakochasz?
- To pierwsze. - uśmiechnął się łobuzersko - Pierwszy raz w życiu jestem w stanie spełnić swoje życzenie. 
- Chyba nie tylko swoje... - uniosła się na rękach i wpiła swoje pełne wargi w jego.
Chłopak przysunął ją do siebie i posadził na kolanach. Lekko pieścili swoje usta, lecz oby dwoje pragnęli czegoś więcej. Fred zgrabnym ruchem wsunął dłonie pod cienki materiał koszulki Miony. Pieścił jej wgłębienie w talii. Oderwał usta od jej pełnych warg i przeniósł na szczupłą szyję. Dziewczyna wygięła ją. Dyszała mimo, że próbowała ze wszystkich sił to zwalczyć. Poczuła że jego palce krążą wokół guzika spodni. Rozpiął go.
- Fred... - wydyszała.
Chłopak oderwał usta od jej szyi i spojrzał na nią swoimi przenikliwymi oczami. 
- Nie dzisiaj. - posłała mu leciutki uśmiech. 
- Przepraszam. - szepnął i puścił ją ze swoich objęć. - Zapędziłem się.
- Tylko trochę. - zapięła spodnie. 
Spojrzeli sobie w oczy. Były przepełnione miłością.
- Ja chcę to zrobić z tobą Fred... Ale nie teraz. Nie dzisiaj. To ma być wyjątkowa chwila, bo... bo... mogę cię o coś zapytać?
- Możesz.. Przecież wiesz.
- To nie będzie twój pierwszy raz? 
Chłopak spuścił głowę. Ona go przejrzała. Ale chyba każdy w Hogwarcie wie o jego podbojach. Przecież nie mogło się skończyć tylko na całowaniu. Teraz siedząc tu z dziewczyną którą kochał żałował, że nie zrobi tego pierwszy raz z nią. Nie z dziewczyną, która wpatrzona była w niego jak w obrazek... Tylko taką którą kochał, a ona kochała jego. Żałował, że to nie będzie dla niego tak wyjątkowe jak dla niej. Ten pierwszy raz powinien być wyjątkowy. Ale z osobą którą się kocha. A on? On zaprzepaścił tę szansę by przeżyć to tak samo jak Miona. Wiedział że był idiotą robiąc to z inną, ale nie mógł cofnąć czasu. A tak bardzo tego pragnął. 
- Odpowiesz mi? - Hermiona uniosła mu podbródek, tak żeby spojrzeli sobie w oczy. 
- Nie, to nie będzie mój pierwszy raz.
- Żałujesz?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Nie no.. wiesz... będą też tego plusy. Przynajmniej będziesz wiedział co robić i takie tam. - w jej głosie dało się wyczuć ironię i ... smutek.
- Jesteś smutna?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - powtórzyła jego słowa.
- Przepraszam cię... Chciałbym to przeżyć z tobą i tylko z tobą, ale...
- Nie cofniesz czasu. - przerwała mu - Miejmy tylko nadzieję że będę tak dobra jak inne. Bo pewnie na jednej się nie skończyło... - prawie że warknęła. 
- Hermiono...
- Oj, przestań! Będę musiała nauczyć się z tym żyć i tyle. 
Nie wiedząc kiedy w jej oczu wypłynęły łzy. Płynęły po jej policzkach strumieniami. Fred próbował je zetrzeć, zatamować. Nie potrafił. Przytulił ją. Dziewczyna wtuliła się w jego tors. Mimo tego co się przed chwilą dowiedziała, chciała czuć jego bliskość obok siebie. Chciała czuć jego ciepło, teraz tak bardzo jej potrzebne...

* * *
No to mamy rozdział XI ! Jestem z niego w miarę dumna. Wyszedł tak jak chciałam. 
A teraz podziękowania:
Dla Martyny (Hedwigi) za to że jest ze mną od początku i zawsze komentuje. <3
Oraz dla Clar , mojej nowej czytelniczki. <3
Mam nadzieję że czytelników będzie przybywać! 
Proszę o komentarze. Nawet anonimowe. Każdy komentarz cieszy. ;*

PS. Mam 1000 wyświetleń bloga ! *_*

Pozdrawiam, Dominika. <3

czwartek, 30 maja 2013

Rozdział X: "Przepraszasz za to, że mnie kusisz? Przecież robisz to ciągle"

 Kilka godzin później... Wieczór...

- Matko, matko, matko! - krzyczała Ginny tuląc swoją brązowowłosą przyjaciółkę. - Jesteście razem? 
- No tak wyszło. - powiedziała Hermiona i odsunęła się od przyjaciółki. 
Podeszła do łóżka i rzuciła się na nie. Wiedziała że musi się pakować, ale myśl o Fredzie nie pozwalały jej robić niczego innego. Wypełniały ją całą. Spędziła z nim miły dzień spacerując po błoniach. Nie pojawili się nawet na obiedzie. Wiedziała, że kocha tego rudzielca i nic nie może im tego zabrać. Dopełniali się jak yin i yang. 
W pewnym momencie do dormitorium wpadła Angelina.
- Nie chcę nic mówić, ale na dole jest niezła biba. - powiedziała. 
Hermiona od razu zauważyła że ciemnoskóra Gryfonka jest już nieźle podpita. 
- Miona, chodź! - krzyknęła Ginny kiedy Angie wyszła. 
- Serio? - skrzywiła się szatynka.
- No dawaj! Będzie bosko! - pociągnęła ją za rękę. 
Razem zeszły po schodach. To co zastały lekko je zdziwiło. W pokoju wspólnym byli wszyscy Gryfoni od 3 roku. Nigdy nie było tak ciasno. Jednak mimo to Hermiona od razu dostrzegła Freda. Stał pod ścianą i pił... mugolskie piwo? "Ciekawe skąd mają..." zastanawiała się szatynka. 
Podeszła do niego i przytuliła. Chłopak podsunął jej piwo, a ona wzięła łyk. Fakt. Było to wbrew jej żelaznym zasadom, ale przecież był ostatni dzień w Hogwarcie. Trzeba było zaszaleć! 
- Myślałem że nie pijesz... - zdziwił się
- To po co mi proponujesz? 
- Kultura. 
- Szczerze... też myślałam że nie piję. - zaśmiała się. - Ale ty pijesz... I dziwię się czemu piwo, a nie coś mocniejszego?
- Bo chcę jasno myśleć. 
- Już i tak tego nie robisz.
- Przy tobie się nie da, ślicznoto. 
Schylił się i pocałował dziewczynę w czoło. Ta stanęła na palcach i lekko oddała pocałunek, jednakże w usta. 
- Może nie kuś mnie teraz... Chcę się trochę pobawić. - zaśmiał się. 
- A może będę... - przejechała mu dłonią po koszuli. Lubiła czuć ten materiał pod skórą. Kojarzył jej się z Fredem.
- Hermiono, błagam. - jęknął - Czemu to ja muszę być tym rozsądnym? 
- Nie musisz.. Oby dwoje nie musimy. - zgrabnym ruchem odpięła mu jeden guzik koszuli
- Hermiono! - złapał jej nadgarstki - Nie dzisiaj, nie teraz. 
- Dobrze. - wyciągnęła ręce z jego uścisku i włożyła je do kieszeni.
Miała zamiar się dobrze bawić. Jednak on nie chciał. No nic... Musiała sobie znaleźć inne zajęcie. Jednak gryzło ją poczucie winy.
- Przepraszam. - szepnęła.
- Przepraszasz za to, że mnie kusisz? Przecież robisz to ciągle. - zaśmiał się i przyciągnął ją do siebie. Ta wtuliła się w niego. Stali tak parę minut.
- Usiądźmy może - wskazał na kanapę, która właśnie się zwolniła. 
Podeszli trzymając się za ręce do siedziska i wygodnie się rozłożyli. Hermiona położyła nogi na zagłówku, a głowę oparła o jego uda.
Nie wiedząc kiedy do pokoju wpadli Puchoni oraz Krukoni. Nikt nie wiedział kto ich zaprosił, ale byli radośni, bo na szczęście nie przyszli Ślizgoni. Kilka osób przyniosło Ognistą, a inni normalny mocniejszy mugolski alkohol. Hermiona nadal nie wiedziała skąd go mają. 
Do kanapy na której leżała podszedł Sam.
- Hej, Sam. - powiedziała - To jest Fred. - Wskazała na swojego chłopaka
- Hej, Hermiono. - uśmiechnął się do niej - Wiem kto to jest. 
Podsunął jej butelkę piwa, które wzięła i pociągnęła łyk. Zupełnie nie wiedziała czemu to robi, przecież NIGDY nie piła alkoholu. Dała butelkę Fredowi. Ten również trochę wypił. 
Sam nadal nad nimi stał i jakby czekał aż zostanie sam na sam z Hermioną.
- Ja pójdę na moment. - zwrócił się rudzielec do Miony - Zaraz wracam, KOCHANIE. - ostatnie słowo powiedział patrząc na Krukona z lekką pogardą. Pocałował ją w czoło i odszedł. 
Krukon usiadł obok Hermiony, która podkurczyła nogi robiąc mu miejsce.
- Jesteś z Weasley'em? - zapytał 
- Jak widać. - uśmiechnęła się
- Przecież to przez niego... no... wylądowałaś w skrzydle. - skrzywił się 
- Przez swoją głupotę wylądowałam w szpitalu, Sam. Nie przez Freda. 
- Mów co chcesz. Wszyscy przecież wiedzą co ci powiedział. To było powodem tego co zrobiłaś. - w jego oczach pojawiła się wrogość.
- To moja sprawa, moje życie. Nie mieszaj się w nie. - warknęła
- Już to zrobiłem. Sama mi na to pozwoliłaś...
- Co? 
- Tańczyłaś ze mną i w ogóle. Przecież gdybyś nie chciała żebym cię lepiej poznał, to wtedy kiedy na mnie wpadłaś powiedziałabyś tylko marne "przepraszam" i odeszła. Jednak tego nie zrobiłaś. 
- Bo nie lubię tak robić.
- Jak tak?
- Jeny, Sam! Po prostu chciałam wiedzieć jak masz na imię. To że tańczyliśmy to nic. Tańczyć mogę z kim chcę.
- Oczywiście. Ty przecież nie widzisz że jesteś piękna i każdy chłopak patrzy na ciebie jak na zdobycz!
- Nie widzę, bo mnie to nie interesuje! Jestem z Fredem i jest mi dobrze. Wspaniale mi jest! I nic ci do tego, Samie Roth! 
- Nic mi do tego?! Nic mi do tego, że jesteś z facetem który cię zranił, a tak właściwie to ja chcę stać przy twoim boku. 
- O czym ty mówisz?!
- O tym, że mi się podobasz!
- Sam! Moje życie jest teraz idealne i nie zmienię go za żadne skarby! - wstała w kanapy - I nie przychodź do mnie więcej, nie zagaduj! Po prostu zniknij z mojego życia!
- Dlaczego?!
- Bo jesteś idiotą! Chcesz zniszczyć mój związek z Fredem!! - krzyknęła i mimo głośnej muzyki wszyscy to usłyszeli. Jednak Hermiona tego nie zauważyła. Była pełna złych emocji.
- To ty jesteś idiotką! To ty chodzisz z Weasley'em! Z tym, który cię zranił! Nie widzisz tego?!
- Przegiąłeś Sam! Ja go kocham, nie rozumiesz?!
- Nie, nie rozumiem jak można kochać kogoś takiego. Przecież to jest wielki Casanova. Rzuci cię dla pierwszej lepszej... Byle by zaliczyć kolejną! 
- Jesteś wredny, Sam! - z jej oczu wypłynęły łzy - Nie chcę cię widzieć już nigdy na oczy! Wyjdź stąd!
Chłopak spojrzał na nią wrogo i po chwili już go nie było. 
Hermiona rozpłakała się. Po chwili obok niej pojawił się Fred i mocno ją przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. Kocham cię, Hermiono. - pocałował ją we włosy
- Też cię kocham, Freddie. - wtuliła się mocniej w jego koszulę, mocząc ją od łez i brudzić od spływającego tuszu do rzęs...

* * * 
Jest kolejny rozdział! <3 Dłuższy bo miałam wenę. 
Myślę że nie przeszkadza wam taka duża ilość dialogów. ;)

Chciałam podziękować Martynie (Hedwidze) za to że mnie wspiera i zawsze komentuje. <3 Przez nią mam ochotę pisać tego bloga!
Kocham cię, Hedwigo! <3 *_* 

Pozdrawiam, Dominika! <3

wtorek, 28 maja 2013

Rozdział IX: "Zawsze na ciebie leciałem, Granger"

 Podkład : https://www.youtube.com/watch?v=E2lk8IBKLkY

- Nie wiem co mam robić... - westchnął Fred. 
Razem ze swoim bratem bliźniakiem siedział w swoim dormitorium. Był ostatni dzień w Hogwarcie. Powinien się pakować, jednak nie miał do tego głowy. 
- Też nie wiem. - powiedział George - Smutny los kochanków. - zaśmiał się
- Oj, przestań. - warknął bliźniak - Ona mnie nienawidzi! 
- Było nie odwalać jakiś historyjek bez sensu! - również warknął jego brat
- Skąd mogłem wiedzieć, że ona się potnie?! 
- Nie mogłeś wiedzieć! Ale następnym razem pomyśl co mówisz!
George wyszedł, zostawiając brata samego. Ten rzucił się na łóżko i przykrył głowę poduszką. Po chwili z jego oczu wypłynęły łzy...

* * *

Hermiona zbierała swoje rzeczy z łóżka w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey pozwoliła jej wyjść, bo na jej ranę potrzebny był tylko jeden eliksir. Teraz po pamiątce nie było ani śladu, jednak nadgarstek nadal ją bolał. 
Było jej smutno. Nikt po nią nie przyszedł, nawet Ginny. "Pewnie jest na mnie zła za to co zrobiłam..." westchnęła. 
Ze swoją ukochaną torbą wyszła z białej sali i ruszyła do wieży Gryffindoru. Korytarze były niemal puste. Wszyscy albo byli na błoniach, albo pakowali rzeczy do kufrów.
Po paru minutach znalazła się w Pokoju Wspólnym, w którym na kanapie siedzieli Harry, Ron oraz Ginny. Jej przyjaciółka spojrzała w jej stronę i posłała szeroki uśmiech. Szatynka podeszła do przyjaciół i usiadła na fotelu blisko kanapy.
- Jak się czujesz? - zapytał Harry
- A jak ma się czuć? - warknęła Ruda.
- Ginny.. - szepnęła Hermiona - Ze mną jak najbardziej w porządku. Nie warcz tak na biednych, Bogu ducha winnych ludzi...
- Ale myślałam, że...
- Że co? Że przyjdę tutaj zapłakana i nie będę chciała nikogo widzieć?
- Noo... tak. 
- Na razie jest tylko jedna osoba której nie chcę widzieć. 
Miona spuściła głowę i spojrzała na swoje trampki. W normalnej sytuacji nie traciła by czasu na siedzenie i patrzenie w buty, ale w tym momencie był to najciekawszy widok pod słońcem. 
Nagle do pomieszczenia wszedł rudowłosy bliźniak. Spojrzał lekko opuchniętymi od płaczu oczami na Gryfonkę. Podszedł cicho do przyjaciół i usiadł na fotelu naprzeciwko Hermiony.
- Możemy pogadać? - zapytał
- Nie mamy o czym. - warknęła Szatynka
- A ja myślę że mamy. 
- Nie, Fred. Nie mamy. - posłała mu spojrzenie, które gdyby można było, to zabiło by bliźniaka.
- Możecie się na moment stąd ulotnić? Dosłownie 5 minut. - zwrócił się do przyjaciół siedzących na kanapie.
Wstali i po chwili już ich nie było.
- Hermiono, ja..
- Skończ Fred. To nie ma sensu... 
- Chcę cię przeprosić, za moją głupotę... Bo za miłość się nie przeprasza.
- Wsadź sobie przeprosiny w ten twój zgrabny tyłek!
- Właśnie powiedziałaś że mam zgrabny tyłek.. To już coś! - zaśmiał się, chcąc rozładować napięcie. 
- Tak, tak, Weasley... Może i masz zgrabny tyłek. Jednak chyba nie tylko na to lecę...
- Lecisz na mnie? 
- Banalne stwierdzenie, ale tak. - wstała z fotela i na palcach podeszła do rudzielca siadając mu na kolanach.
Poczuła że cała złość się z niej ulatnia, a to uczucie zastępuje miłość do Freda.
- A ty Weasley? Lecisz na mnie? - lekko musnęła mu wargami bliznę na policzku. 
- Zawsze na ciebie leciałem, Granger.
- A od kiedy mówisz do mnie Granger?
- A od kiedy mówisz do mnie Weasley? 
Zaśmiali się i musnęli swoje usta... Krótko, lecz namiętnie.


* * * 
Zdecydowałam, że będę dodawać krótsze, ale częściej ;) 
Mam nadzieję, ze ten się podoba... Ma takie fajne zakończenie. <3

Rozdział dedykuję mojej kochanej Martynie. <3 Dziękuję że mnie wspierasz i liczysz na mnie! ;** Kocham Cię, kochanie moje. <3

Komentujcie! ;*
Pozdrawiam, Dominika! <3

sobota, 25 maja 2013

Rozdział VIII: "To dobrze że teraz już wiesz... Ale teraz już wyjdź"

Fred zszedł po schodach. Zastanawiał się czemu coś takiego powiedział, dlaczego nie powiedział jej prawdy. Że ją kocha, że poczeka... Po cholerę wymyślał jakąś laskę?! Przecież teraz w jego sercu była tylko Hermiona! Chciał się wrócić, wyjaśnić jej to wszystko, ale nie potrafił. Pierwszy raz w życiu nie wiedział co ma robić i jak zagadać do dziewczyny. Widocznie nigdy nie był zakochany. 


* * *
Szatynka biegła z zapłakanymi oczami po zamku. Czuła przeszywający ból w sercu. Chciała go zwalczyć, chciała się od niego uwolnić. 
Wbiegła do łazienki Jęczącej Marty, wyminęła ducha który przyleciał jej na spotkanie i z całej siły rozbiła pięścią lustro. Poraniła sobie prawą dłoń, ale zupełnie się tym nie przejęła. 
- Co ty robisz? - zapytał duch, kiedy Miona brała do ręki kawałek rozbitego szkła. 
Gryfonka nie odpowiedziała. Usiadła pod umywalką i zaczęła wbijać szkło w skórę na nadgarstku. Rozum mówił jej że to głupie, że nie warto tego robić przez chłopaka. Jednak serce krzyczało, żeby uwolniła się od tego bólu.
Wolno przejechała szkłem po skórze, z której od razu wypłynęła krew. Odłożyła odłamek i oparła głowę od ścianę. Czekała jak się wykrwawi. 
Po około 10 minutach zaczęła tracić świadomość. Po chwili już leżała na posadzce, ledwo oddychając.

* * * 

- Gdzie jest Hermiona?! - wykrzyknęła Ginny wbiegając na śniadanie do Wielkiej Sali.
Przy stole Gryffindoru siedzieli już wszyscy jej bracia oraz Harry.
- Nie ma jej z tobą? - zapytał George
- Nie... Z tego co wiem to poszła do was. - wskazała na bliźniaków 
George spojrzał na swojego brata.
- Co się stało pomiędzy wami? - zapytał
- Nic. - odburknął Fred
- Jasne. - warknęła Ginny - Proszę cie Fred! Zachowaj swoją dumę dla kogoś innego. Teraz trzeba znaleźć Hermionę.  
- Zostawiłem ją pod naszym dormitorium. - powiedział rudzielec - Skąd mogłem wiedzieć, że nie wróci spokojnie do siebie, a potem nie przyjdzie na śniadanie? 
Wszyscy spojrzeli na Freda.
- Co jej powiedziałeś? - warknęła już kolejny raz Ruda.
- No... powiedziałem jej że mam dziewczynę... chciałem wywołać u niej zazdrość...
- CO JEJ POWIEDZIAŁEŚ ?! - krzyknęła Gryfonka - Cholera jasna! Trzeba jej szukać!
Cała grupka Gryfonów wstała i normalnie, żeby nie wzbudzać podejrzeń wyszła z Wielkiej Sali. Dopiero za drzwiami rozdzielili się w grupki i ruszyli na poszukiwania Hermiony.

* * *

Miona leżała na posadzce, a po chwili już była niesiona przez kogoś. Nie wiedziała kiedy ktoś ją wziął, ani kim ten ktoś był. Po chwili znowu straciła świadomość.
Obudziła się dopiero w skrzydle szpitalnym. Nie otworzyła oczu. Słuchała o czym rozmawiają dwie osoby stojące prawdopodobnie przy jej łóżku.
- Jesteś idiotą. - usłyszała szept Ginny.
- Wiem. - to był Fred. "Co on tu robił? Po tym co jej powiedział, czemu nie był ze swoją nową dziewczyną?!" 
- Zostawię cię tu. Przemyśl sobie wszystko. - głos jej przyjaciółki był zimny i nieprzyjemny. 
Po chwili usłyszała kroki i szczęk otwieranych, a potem zamykanych drzwi. 
Postanowiła chwilę jeszcze udawać się, że śpi. Jednak nie trwało to długo. Po 5 minutach otworzyła oczy. Widok który zobaczyła przeraził ją. Fred siedział z głową w dłoniach, a z jego palców kapały łzy.
- Freddie... - szepnęła. Nie miała siły by mówić głośniej.
Chłopak podniósł głowę i otarł mokrą twarz. 
- Miona... - w jego oczach pojawiły się iskierki szczęścia.
- Co tu robisz? Czemu nie jesteś ze swoją nową? 
- Nie ma żadnej nowej...
- Jak to...?
- Powiedziałem tak, bo chciałem żebyś była zazdrosna... Żebyś poczuła że jednak coś do mnie czujesz.
- Przecież czuję. 
- Teraz już wiem. 
- To dobrze że teraz już wiesz... Ale teraz już wyjdź. - jej głos zrobił się cięty i zimny. 
- Co? - zdziwił się.
- Jeśli nie chcesz dostać w twarz , to wyjdź.
Chłopak wstał i bez słowa wyszedł.
Hermiona poczuła że znowu płacze...

* * *
No to kolejny.! Mam nadzieję że się podoba, mimo że jest trochę drastyczny.
Pozdrawiam, Dominika <3

piątek, 24 maja 2013

Rozdział VII: " Jezu, kobieto! Daj pospać..."

Hermiona obudziła się następnego ranka. Próbowała ruszyć nogami, jednak za bardzo ją bolały. "To się urządziłam..." westchnęła. Po długim leżakowaniu i przyzwyczajaniu się do bólu w końcu wstała. Rozejrzała się po dormitorium. Wszystkie dziewczyny jeszcze spały. Spojrzała na zegarek; była 4:00. Poszła do łazienki. Wzięła orzeźwiający prysznic i ubrała krótkie spodenki, białą bokserkę i trampki. Wyszła i cicho usiadła na łóżku. Miała zamiar poczytać książkę, jednak dręczyły ją myśli o Fredzie i Samie. Mieszały się. Raz pojawiał jej się przed oczami pocałunek z rudzielcem, a potem taniec z brunetem. Oby dwoje budzili w Hermionie dziwne, lecz przyjemne uczucia. Sam był opiekuńczy, śmieszny i co najważniejsze nie narzucał się. A Fred? Fred był również opiekuńczy (ale co się dziwić, traktował ją jak siostrę) , a co chyba najważniejsze powiedział jej że ją kocha. Szanowała go za tą szczerość, ale chyba nie umiałaby z nim być. Od zawsze byli przyjaciółmi, nie chciała tego zmieniać. Tylko czy aby na pewno? Czy aby nie kochała go nie tylko jak brata, ale jednak bardziej? Sama nie umiała odpowiedzieć na te pytania. 
Nagle usłyszała, że ktoś wstaje z łóżka w dormitorium. Odchyliła kotarę i zobaczyła zaspaną Ginny. 
- Hej. - szepnęła do niej. 
- Hee-eeej. - ruda ziewnęła przeciągle. 
Hermiona wróciła do książki. Jednak znowu nie mogła się skupić. Obok niej na łóżku usiadła jej przyjaciółka.
- Martwisz się. - szepnęła. - A więc, co się stało?
- Pierwszy raz w życiu jestem zagubiona i nie wiem co robić... 
- Chłopak?
- Skąd wiesz?
- Widać po tobie. 
- Mam to wypisane na twarzy... bosko! - westchnęła.
Ruda spojrzała na nią. Wiedziała kiedy jej przyjaciółka w końcu pęknie i powie jej o co chodzi. Ona sama nie chciała się narzucać. 
- Dobra, bo nie wytrzymam. - powiedziała szatynka - Chodzi o Freda... i o Sama. 
Na dźwięk imienia drugiego chłopaka Ginn lekko się skrzywiła. Nie polubiła Krukona, jednak nikomu nic nie powiedziała. A w szczególności Mionie. 
- Całowałam się z Fredem, do jasnej cholery! A potem tańczyłam z Samem totalnie olewając twojego brata. - szatynka podniosła głos, jednak po chwili się opanowała - Możesz mnie teraz walnąć w twarz... może pomoże.
- Oszalałaś!? Nie będę cię bić... To jest twoja decyzja co z tym zrobisz. Myślę jednak że najpierw musisz sobie uświadomić czy któregoś z nich kochasz. 
Hermiona przetrawiła słowa przyjaciółki. Czy któregoś z nich kochała? Sam ? Znała go jeden dzień i noc. Nie kochała go. Ale Fred... Coś do niego czuła... Przecież nie całuje się osób do których nie żywi się żadnego uczucia. Tak, to było to. Ona go kochała. I musiała coś z tym zrobić. 
Zerwała się z łóżka, przytuliła Ginny mówiąc ciche "dziękuję" i wybiegła z dormitorium. 
Biegła w stronę pokoju bliźniaków oraz Lee Jordana. Zapukała i dopiero zdała sobie sprawę że jest dopiero po 4:00. "Cholera..." pomyślała. Jednak nie mogła się cofnąć. Musiała zrobić to co chciała. Stała i po chwili usłyszała zaspane kroki. Otworzyły się drzwi; stanął w nich George.
- Mogę prosić Freda?
- Jezu, kobieto. Daj pospać... - ziewnął rudzielec, ale ruszył do łóżka brata. 
Słyszała jak mówi mu że przyszła, jednak to co zrobić Fred zupełnie ją zdziwiło. On... walnął brata w twarz.
Hermiona weszła do środka i podeszła do łóżka rudzielca.
- Fred... Wstań, proszę cię. - powiedziała i dopiero zdała sobie sprawę, że bliźniak leży do połowy odkryty bez koszulki. Jego tors był piękny... idealnie wyrzeźbiony. 
- Weź mnie zostaw... - wybełkotał rudzielec.
- Nie, nie zostawię cię. Wstań, bo musimy pogadać. - schyliła się nad nim. Lekko przekręciła mu głowę w jej stronę. - Do jasnej anielki Fred! Wstań żesz przecież!
- Dobra, już. - otworzył jedno oko. I od razu drugie. - Hermiona!? 
- Miło mi cie widzieć jak jesteś półnagi ale chciałabym z tobą porozmawiać. - uśmiechnęła się do niego i ruszyła w stronę drzwi. 
Słyszała jak rudzielec w pośpiechu szuka czegoś do ubrania. 
- Musisz tu przychodzić codziennie, Miona. Wtedy szybciej wstaje. - zaśmiał się George. 
- Zastanowię się.
- Tylko nie tak wcześnie. - poprosił 
- Jasne, no chyba że nie będę mogła spać... To przygarniecie mnie, prawda? 
- Jak będziesz grzeczna. 
Szatynka wyszła za drzwi i czekała na Freda. Musiała mu powiedzieć co czuje, teraz, natychmiast. Usłyszała dźwięk zamknięcia drzwi za sobą.
- Słucham cię, Miona? - powiedział rudzielec , a Gryfonka się odwróciła.
- Muszę ci coś powiedzieć... Bo to co wczoraj powiedziałam...
- Tak. To nic nie zmienia. - ku zdziwieniu Hermiony na jego twarzy pojawił się uśmiech - I chyba dobrze się stało. Przynajmniej mogę docenić inne dziewczyny. Nawet jest jedna taka...
- Co ? Ale jak to...? - Hermiona zamarła
- No tak. Ładna, zgrabna i co najważniejsze nie opiera się przed tym żeby ze mną być. 
Posłał szatynce uśmiech i ruszył w stronę schodów.
Hermiona ledwo trzymała sie na nogach. Przyszła mu powiedzieć, że go kocha, że się myliła, a ten prosto z mostu mówi że ma inną. Nawet nie wiedząc kiedy ukucnęła pod ścianą i zaczęła płakać. Zranił ją i to jak bardzo... "Jestem idiotką!" krzyczała w duchu. Nie mogła opanować płaczu, po prostu siedziała pod ścianą i ryczała jak bóbr. Tylko, co tak właściwie miała w tej sytuacji począć? "Kocham go, a teraz tylko śmierć mnie od tego wyzwoli" przeleciało jej przez głowę to zdanie. Szybko wstała i wybiegła do zagłębiony w ciszy zamek. 

* * *
Przepraszam że taki krótki, ale chcę trochę zbudować napięcia. 
Pozdrawiam, Dominika. <3

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział VI: "Ale to nic nie zmienia"

Z perspektywy Rona…



Chłopak stał i patrzył za odbiegającą dziewczyną. Dziewczyną którą kochał. Od zawsze. I właśnie zaprzepaścił szansę żeby się o nią postarać. No, ale przecież całowała się z jej bratem. „Może to tylko zabawa…” myślał „Nie. Przecież ona ma mózg jak nikt inny… nie mogłaby się bawić w ten sposób”. Ron przykucnął pod ścianą i włożył twarz w dłonie.

- Gdzie ona jest? – usłyszał za sobą głos Freda

- Poszła. – wyszeptał.

- Gdzie?

- Tam. – wskazał na korytarz, a jego brat pobiegł w tamtą stronę.

Znowu został sam. Już drugi raz czuł pustkę w sobie… Już druga osoba zostawiła go bez słowa. I oby dwie były mu tak strasznie bliskie.





Hermiona szła korytarzami Hogwartu. Czuła się dziwnie. Była przepełniona emocjami i nie wiedziała jak ma się od nich uwolnić. Korytarze były puste; wszyscy bawili się na balu. Ona tak bardzo chciała do nich dołączyć, ale nie umiała. Nie umiałaby się teraz bawić, tańczyć, śmiać się. Nie chciała z siebie wymuszać radości. Nie była masochistką.

W pewnym momencie znalazła się przy schodach na Wieżę Astronomiczną. Wbiegła po nich i po chwili już stała przy barierce, a z jej policzków kapały łzy. Zawsze kiedy była bezsilna – płakała. Stała tam długo, nawet nie wiedziała jak długo, aż usłyszała kroki na schodach.

- Miona… - głos Freda był cichy i niepewny.

- Słucham? – wytarła dłonią łzy i odwróciła się.

- Dlaczego płaczesz? – zapytał

- Bo… Bo nie wiem co robić. Jestem do jasnej cholery bezsilna…

- Ja… Nie wiem czy dobrze zrobiłem mówiąc ci to wszystko.

- Dobrze. Przynajmniej wiem na czym stoję. Stoimy.

- Tak. To jest tego plus.

- I co teraz?

- Chyba nic.

- To znaczy?

- No ja ci powiedziałem co czuję, pocałowaliśmy się i wszystko wróci do normy.

- Tak… Tak chyba będzie najlepiej.

- Dobrze. Okej. Jasne. Jak zawsze…

- Co?

- Nic. Myślałem że jesteś inna. – chłopak ruszył w stronę schodów.

- Jestem inna.

- Może… ale nie w tych sprawach. Bawisz się chłopakami jak każda inna.

- Co?! Ja się bawię?! Chcesz wiedzieć, to ci powiem! Jesteś pierwszym chłopakiem w moim życiu na którego patrzę nie jak na przyjaciela! Jesteś chłopakiem idealnym. No, ale ty przecież miałeś tak dużo dziewczyn… Chyba nie jestem dla ciebie. Jesteś doświadczony, ja nie. Nie pasujemy do siebie. – ruszyła w stronę schodów, zgrabnie wyminęła chłopaka i zaczęła schodzić na dół.

Jednak rudzielec złapał ją za łokieć i zatrzymał. Zszedł po schodach i stanął tak, że jego głowa znajdowała się na równi z jej głową. Musnął jej usta swoimi.

- Pamiętaj że cię kocham.

- Ale to nic nie zmienia. – powiedziała i odeszła zostawiając Freda samego.





Hermiona weszła do Wielkiej Sali i usłyszała jak ktoś ją woła.

- Sam! – zawołała z uśmiechem widząc chłopaka.

- Słyszysz co leci? – zapytał

- Guns ‘n Roses! – ucieszyła się – Czy ja przypadkiem nie miałam z tobą zatańczyć?

- Tak, jest to możliwe. – brunet złapał ją za rękę i pociągnął na parkiet.

Zaczęli się lekko poruszać w rytm piosenki. Dłonie Sama swobodnie dotykały bioder Hermiony, a ta ręce lekko zarzuciła mu na szyję.

- Czy nie mówiłem ci, że jesteś urocza?

- Nie mówiłeś. I nie jestem.

- Ależ jesteś! Każdy ci to powie. – zaśmiał się chłopak.

- Załóżmy się. – palnęła zanim pomyślała co tak właściwie mówi.

- Okej, ale o co? – Sam podniósł brwi ze zdziwieniem.

- O zgrzewkę kremowego piwa. Co ty na to?

Brunet kiwnął głową i wziął dziewczynę za rękę. Kątem oka spojrzał na reakcję szatynki, jednak ona widocznie nie miała nic przeciwko i z uśmiechem szła przed siebie. Dotarli do stolika grupki Puchonów.

- Hej, Cornelia..- przywitał się Sam z jedną z dziewczyn – Mam sprawę do chłopaków.

- Słuchamy. – powiedział jeden z domu Helgi Hufflepuff.

- Czy uważacie że ta oto niewiasta – wskazał na Hermionę – jest urocza?

- Jest… Znaczy ma coś w sobie. – powiedział ten sam chłopak, na co reszta pokiwała głowami.

Brunet zaczął liczyć osoby.

- 5,6,7 … no piękna, jest 7:0 dla mnie.- zaśmiał się, na co Miona pokazała mu język, ale po chwili również się zaśmiała. – Chodźmy dalej.

Pożegnali się z Puchonami i ruszyli dalej. Pytali jeszcze paru osób i w końcu Sam wygrywał 16:0. Nagle szatynka zobaczyła grupkę swoich przyjaciół. Jej partner podążył za jej wzrokiem. 
- Znasz ich? - zapytał - No tak, przecież to Weasley'owie...
- Co masz do nich? - zapytała ze zdziwieniem.
- Nic. - skłamał Sam - Chcesz to zapytamy się ich...
- Okej. - pociągnęła Sama za sobą i po chwili już stała przy swoich przyjaciołach z Gryffindoru. - Hej, to jest Sam. Krukon. - przedstawiła chłopaka.
- Hej Sam. - przywitał sie George z wyciągniętą ręką, którą brunet lekko potrząsnął. - Widzę, że wyrywasz niezłe laski. - zaśmiał się.
- To jest George, nie słuchaj go. - również zaśmiała się Ginny. - A ja jestem Ginny. Miło cię poznać. 
- Wiecie... My tu przyszliśmy się was o coś zapytać... - zaczął Sam.
- Och, oczywiście. Macie moje błogosławieństwo! - palnął rudzielec.
- Zamknij się George! - siostra walnęła go w ramię. - No, o co chodzi?
- Założyłem się z Hermioną...
- Miona i zakłady? No no, nie znałem jej od tej strony. - zaśmiał się George, na co Ruda jeszcze mocniej walnęła go w ramię - Auć! Czy ty możesz przestać mnie bić?
- Nie. - warknęła Ginny - Jeśli się nie uciszysz.
- A więc, założyłem się i na razie wygrywam. - Sam uśmiechnął się. - I dlatego odpowiedzcie mi, czy ona jest urocza? 
- Jest. - odpowiedział rudzielec, a za nim poszedł Ron, Neville, Dean i Seamus. 
- To mamy 21:0. - westchnęła Hermiona. - Kupuję ci zgrzewkę piwa. 
- Mówiłem przecież. - uśmiechnął się brunet.
Nagle, nie wiadomo skąd obok grupki przyjaciół pojawił się Fred. Miona spojrzała na niego. Wyglądał strasznie. Miał napuchnięte oczy od płaczu. Szatynce zrobiło się przykro, chciała go przytulić , ale wiedziała że po tym co mu powiedziała nie może tak postąpić. 
- George, chodź ze mną. - złapał brata za łokieć. Po chwili oby dwoje zniknęli im w tłumie. 

* * *
Z perspektywy Freda...

Razem z bratem bliźniakiem, Fred ruszył w głąb zamku. Szli i szli. Rudzielec chciał się jak najbardziej oddalić od Wielkiej Sali. Nie chciał słyszeć tej muzyki, tych śmiechów. Nie miał nastroju do tego. Nagle stanął i odwrócił się w stronę brata, a ten zapytał:
- Co cię tak dobiło? 
- Hermiona. 
George westchnął. 
- Co źle zrobiłeś? - zapytał
- Chyba wszystko. Powiedziałem że ją kocham, pocałowałem, trochę nakrzyczałem, potem znowu pocałowałem... Tak, to wszystko mogłem zachować dla siebie...
- Nie mogłeś. Nie wytrzymałbyś. - położył mu rękę na ramieniu. - Walcz o nią. Jeśli zobaczy że się poddałeś, to zupełnie cię oleje. 
- Nie chcę się narzucać...
- Czy ja dobrze słyszę? Zawsze walczyłeś o laski! Co się nagle stało, że ci się nie chce?
- Przecież to Hermiona... znam ją od bardzo długiego czasu. Traktuję ją jak siostrę. Siostry nie powinno się tak kochać.
- Słuchaj. Masz tylko jedną siostrę  i jest nią Ginny. Nie Hermiona. 
- Ale...
- Walcz o nią baranie, bo ten Krukon ci ją zabierze! Do jasnej cholery, nie widzisz jak on na nią patrzy, pragnie jej tak samo jak ty. Pokaż jej, że możesz jej dać więcej niż ten cały Sam!
George odszedł, pozostawiając Freda samego z głową pełną pytań bez odpowiedzi.

środa, 15 maja 2013

ROZDZIAŁ

Niestety mam dla moich czytelników smutną wiadomość. Kolejny rozdział ukarze się, jednak nie wiem kiedy. Spowodowane to jest nawałem nauki przed zakończeniem roku oraz problemami prywatnymi (nie będę Was tu zadręczać moimi sprawami) . A więc jeśli ktoś to czyta, to zapewniam, że rozdział się ukarze.... ale nie mam pojęcia kiedy. Pomysłów mam na prawdę dużo, ale brakuje mi czasu. Mam nadzieję że mi wybaczycie i poczekacie na ten kolejny rozdział. 

Pozdrawiam, Dominika! <3

sobota, 4 maja 2013

Rozdział V: 'Hermiono, zamknij buzię, bo ci mucha wleci.'

* * *
Z perspektywy Freda...
Chłopak stał i patrzył jak Hermiona odchodzi. Był tak szczęśliwy że z chęcią, skakałby z radości. Jednak uspokoił się trochę i wrócił do Wielkiej Sali. Kiedy wszedł, Ginny odwróciła się i lekko klepnęła George'a w ramię. Nie mogła usłyszeć tego jak wchodzi, czyli musiała wypatrywac jego powrotu.
Podszedł do stołu Gryfonów i usiadł na ławce. Jadł właśnie kremówkę, gdy usłyszał ciche pytanie swojego brata bliźniaka.
- Nadal chcesz wcielać swój plan w życie? - to pytanie nie było skierowane do niego.
- Nie muszę. - odpowiedziała rudowłosa.
Nawet nie będę ich wypytywał o co im chodzi...” pomyślał chłopak i z uśmiechem na twarzy dokończył posiłek.

* * *
2 dni później...
- Miona! W co ja mam się ubrać? - zapytała załamana Ginn.
- Załóż tą kremową. - odpowiedziała spokojnie szatynka – Podkreśla ci oczy.
- Serio?
Pokiwała głową.
Ona na szczęście nie miała tego problemu. Już w dniu w którym Fred zaprosił ją na bal, zaczęła wybierać sukienkę. Jej zapał spotkał się z rozbawieniem najlepszej przyjaciółki, ale oby dwie wiedziały że Ruda cieszy się z tego co zaszło tak samo jak Hermiona. I to ona pomogła jej wybrać pomiędzy długą a krótką suknią. Zdecydowały że założy czarną sukienkę, wąską w pasie (prawie jak gorset) i rozszerzaną na dole. Sięgała jej do ¾ uda.
Jednak większy problem miała z butami. Nie lubiła szpilek, ale wiedziała że nie wybierze się na bal w trampkach. I tu kolejny raz pomogła jej przyjaciółka. Namówiła ją na 10-centymetrowe szpilki, a Miona tylko dlatego się na nie zgodziła, bo chciała zrobić wrażenie na rudzielcu.
Pomijając problem z sukienką i butami... Szatynka zupełnie nie wiedziała co ma zrobić ze swoimi niesfornymi włosami. Nie chciała kolejny raz używać szamponu „Ulizanna”... Dlatego jeszcze bardziej je pofalowała i dała lokom lekko opaść na ramiona.
W końcu wybiła godzina 19 i przyjaciółki zeszły na dół do pokoju wspólnego. Panował w nim chaos, ale Hermiona szybko dostrzegła Freda, bo górował nad innymi. Szybko podeszły razem do niego. Stał razem z George'm, który trzymał za rękę Angelinę, Ron obejmujący w pasie Lavender i Harry, który wyraźnie się rozpromienił widząc Ginny. Ale Miona nie zwróciła na niego uwagi... W ogóle na nikogo nie zwróciła uwagi. Jej wzrok przykuł jeden z bliźniaków, z którym miała iść na bal. Wyglądał strasznie seksownie. Miał na sobie białą koszulę z podwiniętymi rękawami, na szyi czarny krawat, czarne rurki, które lekko opinały się na jego udach, a nogawki włożone miał w czarne trampki.
- Hermiono, zamknij buzię, bo ci mucha wleci. - powiedział do niej Fred, a dziewczyna zarumieniła się.
- Idziemy? - zapytał Ron.
Wszyscy pokiwali głowami i ruszyli w stronę Wielkiej Sali. W połowie drogi, Mionie przypomniało się że zapomniała wziąć płyt, o które poprosiła ją profesor McGonnagal.
- Muszę się wrócić. - szepnęła do Ginny.
- Po co ?
- Płyty.
- Okej. Idź. - powiedziała do niej i trochę głośniej dodała – Fred? Nie chciałbyś pójść z Hermioną po płyty?
- Chciałbym. - chłopak uśmiechnął się.
- Nie, nie trzeba. Pójdę sama. - powiedziała Hermiona. - Nie fatyguj się.
Uśmiechnęła się do rudzielca i po prostu zawróciła.
Szła w stronę wieży, kiedy nagle ktoś na nią wpadł.
- Przepraszam. - powiedziała osoba. Był to chłopak. „Ładny” pomyślała.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęła się do niego jak najładniej umiała.
- Nic ci nie jest?
- Nie. Mogę wiedzieć jak ci na imię.
- Sam... Sam Roth. Krukon.
- Miło mi. Hermiona Granger. Gryfonka. - podała mu rękę, a ten lekko nią potrząsnął.
- Idziesz na bal? - zapytał ją.
- Tak.
- To nie w tę stronę. - zaśmiał się Sam.
- Wiem, ale idę jeszcze po mugolskie płyty, żeby było do czego potańczyć.
- Pochodzisz z rodziny mugoli? - zapytał ją nieśmiało. Nieśmiało... Nie z arogancją.
- Eee.. tak.
- Ja też. I też mam płyty. - uśmiechnął się ukazując szereg białych zębów – Chcesz przejrzeć?
- Jasne. - podał jej parę płyt, a ta zaczęła je przeglądać. Były tam same fajne zespoły... Metallica, Bon Jovi, Guns 'n Roses – Słuchasz ich ?
- Wychowałem się na tej muzyce. - powiedział do niej z lekkim uśmiechem na twarzy – A może... zatańczyła byś później ze mną?
- Okej. - odwzajemniła uśmiech – Ale do jednej z piosenek tych zespołów, okej?
- Oczywiście. - odpowiedział – Ja idę. Do zobaczenia!
- Tak, pa! - ruszyła znowu w stronę wieży Gryffindoru.
Miły ten Sam” myślała idąc po płyty „Fajnie się z nim gada, a poza tym jest mugolakiem, jak ja. Pewnie będzie się z nim miało wiele tematów do rozmów. Na dodatek jest bardzo przystojny... Ale nie jak Fred. Ten to jest dopiero... Tylko czemu zaprosił mnie na bal? A może Ginny mu powiedziała? Nie, wie ze ja jej ufam, na pewno tego nie zrobiła. Chyba że rudzielec czuje to samo co ja... Nie, to nie możliwe. A szkoda. Mam nadzieję że będziemy się dzisiaj fajnie bawić. Może zatańczy ze mną parę razy. Chciałabym do jakiegoś przytulańca. Ale to niemożliwe.” westchnęła.
W końcu doszła do celu i na tyle na ile pozwalały jej obcasy wbiegła do dormitorium. Płyty leżały na kufrze, więc szybko po nie sięgnęła. Po chwili już wracała do Wielkiej Sali, a gdy weszła puścili jakiś skoczny kawałek. „Jeeezuu, kto przyniósł mugolski dupstep?!” skrzywiła się. Właśnie wtedy zauważyła Freda, który ze smutną miną siedział na ławce przy jednym ze stolików. Podeszła do niego, a ten tylko nawet na nią nie spojrzał. Ukucnęła przed nim.
- Freddie... - przejechała mu palcem po bliźnie na policzku – Spójrz na mnie.
Chłopak posłusznie podniósł oczy.
- Co cię gryzie? - zapytała.
- Chodź ze mną. - powiedział tylko i złapał ją za rękę. Ta nie zastanawiając się rzuciła płyty na stolik, przy którym jeszcze przed chwilą siedział rudzielec. Dla niej liczył się teraz tylko on. Miał problem, a ona nie wiedziała jak mu pomóc. Ciągle trzymając się za rękę poszli w stronę najmniej uczęszczanych korytarzy, obok łazienki Jęczącej Marty. Były puste. Fred zatrzymał się przy ścianie i puścił rękę dziewczyny.
- Powiesz mi co się stało? - zapytała
- Dlaczego nie chciałaś żebym z tobą poszedł? - prawie płakał. „Ale czemu płakał?” myślała Hermiona.
- Nie chciałam żebyś się fatygował. Mogłam iść po nie sama. Ale dlaczego tak ci na tym zależało?
- Bo... Hermiono... Zależy mi na tobie. Zakochałem się.
Szatynka zamarła.
- Nigdy czegoś takiego nie czułem. Wiele dziewczyn uważam za ładne, ale ty... Ty powodujesz że tracę tą cholerną pewność siebie. Nie wiem jak mam przy tobie normalnie funkcjonować. Kocham cię Hermiono. Cały czas mam ochotę żebyś była w moich ramionach. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszyłem kiedy zgodziłaś się ze mną iść na bal. Trochę mnie wtedy poniosło, przytuliłem cię. Byłem przekonany że mnie wtedy odepchniesz, ale ty po prostu mnie objęłaś i wtuliłaś się we mnie. Czułem się jakbym dostał nową miotłę... Nie, to za mało. Byłem tak szczęśliwy że nie można tego opisać słowami. Nadal nie wiem co mam robić, pierwszy raz w życiu jestem bezradny...
- Nie musisz być bezradny... - szepnęła Miona – Po prostu mnie pocałuj.
- Chcesz tego?
- Powiedziałam, pocałuj mnie.
Chłopak schylił się i lekko musnął usta dziewczyny.
- Dlaczego jesteś taki delikatny Fredzie Weasley? - przysunęła się do niego. Objął ją w tali i znowu pocałował. Jednak nie był to już taki pocałunek jak ten pierwszy. Dało się w nim wyczuć więcej pewności siebie. Lekko przygryzł górną wargę dziewczyny, a ona nie panując już nad tym co robi cicho jęknęła. Nagle zdała sobie sprawę, że jego ręce znajdują się pod jej sukienką i lekko głaszcze jej biodra. Nic z tym nie zrobiła, pozwala Fredowi robić wszystko, już nie panowała nad tym co się dzieje. Pragnęła go, a on pragnął ją. W pewnym momencie usłyszeli czyjeś kroki.
- Co tu się...?! - to był Ron. Jednak nie dał sobie wytłumaczyć i od razu pobiegł z powrotem.
Hermiona oderwała się od rudzielca i pobiegła za przyjacielem.
- Ron! Czekaj! – krzyczała za nim. W końcu za 10-tym razem zatrzymał się.
- Co to miało być?! - zaatakował ją.
- A co? Ślepy jesteś?! - odpowiedziała mu tym samym – Jeśli nie mam problemów z pamięcią, to właśnie całowałam się z twoim bratem! I co z tego?!
- To z tego, że to zawsze chciałem być ja! - w jego oczach pojawił się ból.
Dziewczyna zamarła. W przeciągu 20 minut dwóch chłopaków wyznało jej, że ją kocha.
- To czemu mi tego nie powiedziałeś?!
- Bo uznałem, że nie jesteś wystarczająco dobra dla mnie... - powiedział już spokojniej Ron – Zawsze wielu chłopaków się za tobą oglądało, ale ty nie zwracałaś na to uwagi. Byłaś na to wszystko obojętna... Dlatego uznałem że takiego Weasley'a to ty byś już na sto procent nie chciała.
- Ron... Ja... szczerze, to nie wiem co powiedzieć. - westchnęła – Może najlepiej jak powiem, że zawsze byliśmy przyjaciółmi... Więc niech tak zostanie. Bądźmy tylko przyjaciółmi.
- A co z Fredem? - zapytał
- Nie wiem. - powiedziała i odeszła. Jednak nie wróciła do Freda, ani do Wielkiej Sali. Była załamana. Chciała się dzisiaj dobrze bawić, ale jednak nie wyszło...

* * *
To już kolejny rozdział! W końcu!
Prosze, każdy kto to czyta, i komu się podoba niech zostawi komentarz. :) To dla mnie wiele znaczy
Pozdrawiam, Dominika! ♥