Hermiona leżała na łóżku i wypłakiwała się w poduszkę. Obok niej siedział Fred lekko głaszcząc jej włosy. Oby dwoje nie wiedzieli jak się zachować. Miona chciała zapytać go czy to co powiedział Sam to prawda, ale nie potrafiła. A on? On chciał się dowiedzieć czy ona uwierzyła temu idiocie czy jednak ufa jemu.
- Hermiono...
- Fred, to prawda? - przerwała mu - To co powiedział Sam...
- Nie.
- Ale przecież miałeś inne dziewczyny przede mną. Skąd mam wiedzieć, że nie zerwiesz ze mną tak jak z nimi... - wstała do pozycji siedzącej.
- Nie ufasz mi, kotku.
- Ufam, ale...
- Gdybyś ufała, nie pytałabyś mnie teraz czy to wszystko jest prawdą.
Dziewczyna spuściła głowę. Nie wiedziała co powiedzieć. Przecież dobrze zdawała sobie sprawę, że Fred miał bardzo dużo dziewczyn. Z tego był w Hogwarcie znany. Zmieniał dziewczyny jak skarpetki.
- Kochasz mnie? - zapytała
- Kocham. - spojrzał na nią, a z jego oczu wyczytała że się martwi.
- Ale przecież miałeś tyle dziewczyn... Wszystkie je kochałeś?
- Nie. Nie kochałem żadnej z nich. To były tylko takie... przelotne romanse. Dobrze się bawiłem, bo one były wpatrzone we mnie jak w obrazek. A ty taka nie jesteś. Nigdy nie wzbudzałem twojego zainteresowania. Może właśnie dlatego się w tobie zakochałem, postawiłem przed sobą jasny cel. Być z tobą, kochać cię... Lecz z wzajemnością.
- Czyli...
- Czyli jesteś pierwszą dziewczyną którą kocham. I ostatnią. - lekko musnął jej wargi swoimi.
- Wyznałeś mi, że będziesz mnie kochał do grobowej deski czy raczej, że jak ze mną zerwiesz lub ja z tobą to nigdy już się nie zakochasz?
- To pierwsze. - uśmiechnął się łobuzersko - Pierwszy raz w życiu jestem w stanie spełnić swoje życzenie.
- Chyba nie tylko swoje... - uniosła się na rękach i wpiła swoje pełne wargi w jego.
Chłopak przysunął ją do siebie i posadził na kolanach. Lekko pieścili swoje usta, lecz oby dwoje pragnęli czegoś więcej. Fred zgrabnym ruchem wsunął dłonie pod cienki materiał koszulki Miony. Pieścił jej wgłębienie w talii. Oderwał usta od jej pełnych warg i przeniósł na szczupłą szyję. Dziewczyna wygięła ją. Dyszała mimo, że próbowała ze wszystkich sił to zwalczyć. Poczuła że jego palce krążą wokół guzika spodni. Rozpiął go.
- Fred... - wydyszała.
Chłopak oderwał usta od jej szyi i spojrzał na nią swoimi przenikliwymi oczami.
- Nie dzisiaj. - posłała mu leciutki uśmiech.
- Przepraszam. - szepnął i puścił ją ze swoich objęć. - Zapędziłem się.
- Tylko trochę. - zapięła spodnie.
Spojrzeli sobie w oczy. Były przepełnione miłością.
- Ja chcę to zrobić z tobą Fred... Ale nie teraz. Nie dzisiaj. To ma być wyjątkowa chwila, bo... bo... mogę cię o coś zapytać?
- Możesz.. Przecież wiesz.
- To nie będzie twój pierwszy raz?
Chłopak spuścił głowę. Ona go przejrzała. Ale chyba każdy w Hogwarcie wie o jego podbojach. Przecież nie mogło się skończyć tylko na całowaniu. Teraz siedząc tu z dziewczyną którą kochał żałował, że nie zrobi tego pierwszy raz z nią. Nie z dziewczyną, która wpatrzona była w niego jak w obrazek... Tylko taką którą kochał, a ona kochała jego. Żałował, że to nie będzie dla niego tak wyjątkowe jak dla niej. Ten pierwszy raz powinien być wyjątkowy. Ale z osobą którą się kocha. A on? On zaprzepaścił tę szansę by przeżyć to tak samo jak Miona. Wiedział że był idiotą robiąc to z inną, ale nie mógł cofnąć czasu. A tak bardzo tego pragnął.
- Odpowiesz mi? - Hermiona uniosła mu podbródek, tak żeby spojrzeli sobie w oczy.
- Nie, to nie będzie mój pierwszy raz.
- Żałujesz?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Nie no.. wiesz... będą też tego plusy. Przynajmniej będziesz wiedział co robić i takie tam. - w jej głosie dało się wyczuć ironię i ... smutek.
- Jesteś smutna?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - powtórzyła jego słowa.
- Przepraszam cię... Chciałbym to przeżyć z tobą i tylko z tobą, ale...
- Nie cofniesz czasu. - przerwała mu - Miejmy tylko nadzieję że będę tak dobra jak inne. Bo pewnie na jednej się nie skończyło... - prawie że warknęła.
- Hermiono...
- Oj, przestań! Będę musiała nauczyć się z tym żyć i tyle.
Nie wiedząc kiedy w jej oczu wypłynęły łzy. Płynęły po jej policzkach strumieniami. Fred próbował je zetrzeć, zatamować. Nie potrafił. Przytulił ją. Dziewczyna wtuliła się w jego tors. Mimo tego co się przed chwilą dowiedziała, chciała czuć jego bliskość obok siebie. Chciała czuć jego ciepło, teraz tak bardzo jej potrzebne...
* * *
No to mamy rozdział XI ! Jestem z niego w miarę dumna. Wyszedł tak jak chciałam.
A teraz podziękowania:
Dla Martyny (Hedwigi) za to że jest ze mną od początku i zawsze komentuje. <3
Oraz dla Clar , mojej nowej czytelniczki. <3
Mam nadzieję że czytelników będzie przybywać!
Proszę o komentarze. Nawet anonimowe. Każdy komentarz cieszy. ;*
PS. Mam 1000 wyświetleń bloga ! *_*
Pozdrawiam, Dominika. <3