poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział XIV: "Teraz masz tego konsekwencje. Jesteś ojcem tego dziecka Fred."

- Kiedy masz zamiar przyjechać do Nory? - zapytał Fred, trzymając w ręku kubek z herbatą
- Nie wiem... - westchnęła.
- Możemy jechać teraz. - zaproponował.
- Nie. Obiecałam rodzicom że jeszcze trochę zostanę. 
Chłopak wstał, pocałował Mionę w czoło i ruszył do wyjścia.
- Będę po ciebie w piątek. - powiedział na odchodnym.
Po chwili już go nie było - deportował się. Hermiona siedziała i gapiła się w miejsce w którym przed chwilą stał.  

* * * 

Przez dwa dni Fred pracował w domu - odgnamiał ogród lub po prostu ścierał kurze ewentualnie porządkując strych. W czwartek wieczorem w końcu znalazł chwilę czasu by usiąść i odpocząć. Rodzice pojechali do Muszelki , a jego rodzeństwo oraz Harry siedzieli na dworze i grillowali. 
Nagle do okna zapukała szara sówka. Fred wstał z łóżka i otworzył okno. Odwiązał świstek papieru od nóżki sowy, dał jej krakersa i zaczął czytać

Fred, mam pilną sprawę!
Czy moglibyśmy się spotkać w kawiarni na dworcu w Londynie?
Blanca* 

Westchnął. Jednak założył bluzę i buty i deportował się. 
Znalazł się na cichej, ciemnej ulicy. Szybko z niej wyszedł i ruszył w stronę dworca King Cross. Otworzył drzwi do małej kawiarenki, powodując ciche brzęczenie dzwoneczka wiszącego nad nimi. Rozejrzał się i zobaczył Blancę przy stoliku pod oknem. 
Podszedł do niej i usiadł naprzeciwko. 
- Hej. - powiedziała - Twoja zazdrośnica cię puściła. 
- Nic nie wie. 
- To dobrze.
- O co chodzi? Po co mnie ściągasz? 
- Chcesz prosto z mostu?
- Czekam na koniec tej rozmowy Blanca, więc się streszczaj.
- Jestem w ciąży.
- Czemu mi to mówisz? 
- Pamiętasz tę noc po moich urodzinach miesiąc temu ? 
- Taa - skrzywił się.
- Teraz masz tego konsekwencje. Jesteś ojcem tego dziecka Fred.
- Skąd ta pewność ? - wyjąkał. 
- Z nikim więcej się nie kochałam. Jesteś jedynym który mógłby być ojcem mojego dziecka. 
- Cholera ... - wyszeptał. 
" Dlaczego to się teraz na mnie zwala?" krzyczał w duchu " Dopiero co odzyskałem Hermionę! Przecież nie mogę teraz być ojcem dziecka innej dziewczyny! To właśnie Miona miała za kilka lat nosić moje dziecko, nie Blanca ! Nie teraz! Kiedy ledwo co stałem się dorosłym czarodziejem! " 
- Powinniśmy się zacząć zastanawiać nad imieniem. - powiedziała Blanca - Mnie od zawsze podoba się Kathy, ale to dla dziewczynki. Dla chłopca na razie nie mam pomysłu... Może ty byś ...
- Skończ. - warknął Fred - Nie obchodzi mnie jak będzie się nazywać to pieprzone dziecko. 
- Nie pieprzone... Twoje, Freddie, twoje.
- Nigdy nie uznam je za swoje!
- Ale...
- Nie dociera ?! Nigdy nie będę dla niego dobrym ojcem. Lepiej szukaj już zastępcy.
- Jesteś egoistą! - warknęła Blanca i wstała z miejsca - Nienawidzę cię... 
Ruszyła w stronę drzwi, a rudzielec patrzył za nią zupełnie nie wiedząc co ma robić...

* * *

Hermiona obudziła się jak zwykle wcześnie. Otworzyła oczy i od razu zobaczyła że w oknie stoi szara sówka. Dziewczyna wstała i podeszła zaspanym krokiem do okna. Odwiązała świstek papieru od nóżki zwierzęcia, rozłożyła i zaczęła czytać.

Droga Hermiono.
Na wstępie proszę cię żebyś przeczytała ten list do końca. Na prawdę mi na tym zależy. A więc... Chyba jak każdy 17-nastolatek powinienem wiedzieć skąd biorą się dzieci. I wiem to, ale chyba moja wiedza jest na tyle płytka, że nie zdawałem sobie sprawy, zę to ja w tym wieku moge zostać ojcem dziecka z "wpadki" . A jednak. Będę ojcem dziecka Blanki. jest mi przykro, bo wiem jak cię ranię, kolejny już raz z resztą. Nie wiem czy ja to kiedyś naprawię... Ciągle myślę że to zły sen. Niestety. To wcale nie jest sen. To cholerna rzeczywistość. Pewnie uznajesz mnie teraz za dupka, za totalnego idiotę. Wiem. Sam siebie tak w duchu nazywam. Myślę że to wszystko co chciałbym ci powiedzieć. Mam tylko nadzieję że kiedyś będziemy mogli normalnie porozmawiać. 
 Nadal cię kocham,
   Fred Weasley. 

PS. Przyjedź do Nory... Nie rań przynajmniej Ginny. 

Miona odłożyła list na biurko i poczuła ciepłe łzy na policzkach... Nie wiedziała co robić. Była załamana. Nawet nie mogła wykrzesać z siebie złości na Freda.
Sięgnęła po zeszyt i wyrwała z niego kartkę. Usiadła na krześle, jednak przez dobrych kilka minut nie wiedziała co ma napisać. Dopiero po chwili chwyciła długopis, a słowa same się z pod niego tworzyły. 

Fredzie Weasley.
Na wstępie chciałabym ci życzyć pomyślności na nowej drodze życia. Mam nadzieję że będziesz się dobrze bawił u boku Blanki. Myślę ze wychowasz mądre dziecko i miejmy nadzieję że chociaż ono będzie uświadomione że coś takiego jak "wpadka" jednak istnieje. Fakt... Będzie miało piękny przykład w postaci rodziców. To dziwne... Ale wcale nie jest mi przykro, ani nie jestem na ciebie zła. Jedyne co czuję to lekkie rozbawienie. Miałeś rację. Jesteś idiotą. I chyba już nigdy nie zmienię o tobie zdania. 
Podrawiam, 
Hermiona Granger.  

PS. Oczywiście że przyjadę do Nory Jednak niech przyjedzie po mnie Ginny lub George lub Ron lub Harry. Byle nie TY .

Podeszła do sowy , z powrotem  przywiązała kartkę do jej nóżki i powiedziała tylko "Wiesz gdzie". Jeszcze chwilę patrzyła za sową, zmieniającą się w malutki punkcik, aż w końcu nie było jej widać...


*Blanca - owa Krukonka z pociągu z którą był Fred, a o którą była zazdrosna Hermiona.  

* * * 
Wróciłam.
Mam nadzieję że rozdział się podoba. :)
Chociaż jest takie lekko dziwne, ale mi się na prawdę podoba. xD 
 Oczywiście, jak zawsze, chciałabym pozdrowić Martynę. <3 Dziękuję że jesteś i za ten dzień kiedy się poznałyśmy. :**

PS. Jeśli macie jakieś pytania to zapraszam na ask.fm/domiisiek 
 
Pozdrawiam, Dominika!
 

niedziela, 7 lipca 2013

POWRÓT !!

No więc tak... Wracam ! Nie wiem dlaczego ale jest mi po prostu tak pusto bez tego Fremione. :) 
Dlatego jeszcze w tym tygodniu pojawi się następny rozdział. Jeszcze kolejny pojawi się dopiero po 24 lipca, bo wyjeżdżam od 12 do 24 lipca. :D 
Mam nadzieję że was zaskoczę kolejnym rozdziałem, bo już mam na niego plan. Czekajcie, bo trochę wam zryję nim psychikę. XD 

Pozdrawiam, Dominika ! <3

wtorek, 2 lipca 2013

Przykro mi...

No więc piszę do Was smutną wiadomość. Otóż, ZAWIESZAM BLOGA. Prawdopodobnie do końca lipca, ale może i dłużej. 
Wiem, że tych czytelników było bardzo bardzo mało. Jednak tym którzy czytali systematycznie, którzy wchodzili nabijając mi przegląd <:D> bardzo dziękuję. Mam nadzieję że jak wrócę i zacznę od nowa pisać ktoś to ciągle będzie czytał. 
A teraz przepraszam, ale po prostu moja głowa jest pusta. Nie mam totalnie pomysłów na bloga. W mojej głowie nie ma ani grama Fremione. :( Może przez wakacje coś mi się tam wykiełkuje, jednak na razie zawieszam tego bloga. Przykro mi...

Pozdrawiam, Dominika ! <3

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział XIII: "Jesteś tylko zwykłym Casanovą, który zbiera trofea…"

 Pierwszy raz piszę coś na wstępie. ;) A więc musiał być tego ważny powód. 
Otóż, rozdział jest w całości napisany przez Hedwigę. Ja jedynie poprawiałam parę rzeczy. Jednak fabuła, dialogi.. Wszystko to pomysł Hedwigi. Jestem jej wdzięczna, bo bez jej pomocy ten rozdział w ogóle by się nie ukazał. 
Styl pisania faktycznie jest jej... i to widać, przynajmniej dla mnie. :)
Mimo to, że to nie mój pomysł tylko Hedwigi, to mam nadzieję że wam się spodoba. 
A więc zapraszam do czytania! <3

* * *

Hermiona szła korytarzem, a za nią biegł jej chłopak.
-Mionka, ej nie idziemy coś zjeść? Weź się nie przejmuj tym dupkiem. Misiek proszę cie. On nie jest ciebie wart - Fred objął Gryfonkę od tyłu i mocno przytulił. Po chwili zauważył, że z jej oczu płynął łzy.
-Nie. Fred ty nic nie rozumiesz. Ja… lubię go, a on robi takie rzeczy… Mi jest po prostu przykro - uśmiechnęła się lekko i wtuliła w tors Rudzielca.
-Kocham cie, wiesz o tym? Jesteś idealna- Pocałował ją w czoło, i popatrzył w jej oczy.-A teraz, albo idziesz ze mną na śniadanie po dobroci, albo zaciągnę Cię tam siłą. Co wybierasz?- uśmiechnął się łobuzersko.
-Hmmmm. Nie wiem, możesz spróbować siłą- posłała mu spojrzenie, a on już wiedział, co robić. W jednej chwili złapał ją w pasie, przerzucił przez ramię, i zaczął biec.
-Wariat, wariat!-Hermiona krzyczała, a zza rogu wyłoniła się Pani Noris
-Uciekamy!-krzyknął Fred. Po chwili już ich nie było. Weszli do Sali, wszyscy zebrani już zajadali.
Usiedli obok siebie, i zaczęli nakładać sobie jedzenie. Hermiona nałożyła sobie trochę jogurtu, ze świeżymi malinami, truskawkami i jagodami. Nalała do szklanki trochę pomarańczowego soku. Fred poszedł w klimaty mięsa, nałożył sobie dużo bekonu, smażone jajka i nalał trochę kawy. Ronald jak zawszę opychał się, Hermiona czasem zastanawiała się czy jej przyjaciel nie ma tasiemca. Jadł on zawsze ogromne ilości, a był bardzo szczupły. Nie można było powiedzieć też, że nie był przystojny. Ginny czasem się śmiała, że Szatynka będzie jej bratową. Nie można się było liczyć, jednak Hermiona uważała, że pomylili jej się Rudzielce.
-Co mówił Dumbeldore?- zagadnęła Brązowooka.
-Mófił, sze szycy nam wesołych wakaci- wybełkotał Ron
-Ile razy ja mam ci mówić? NIE MÓWI się z pełną buzią RONALDZIE- Hermiona zrobiła się lekko czerwona na twarzy.
-On chciał chyba powiedzieć, że życzy nam wesołych wakacji, i żebyśmy na siebie uważali. I jeszcze coś mówił, że w tych „ponurych czasach radość jest naszym wybawieniem”-Ginny się uśmiechnęła, i pocałowała Harry’ego w usta.
-Ty stary, pamiętaj -Fred szturchnął Wybrańca.
-Że to nasza siostra- dodał George. Zrobili pochmurną minę i po chwili zaczeli się wszyscy śmiać.
Po dłuższej chwili wszyscy poszli do swoich dormitoriów, by się dopakować. Fred szedł z Hermioną za rękę.
-Ej mała, co się dzieje- pocałował ją lekko w czoło.
-Bo wiesz, jedziemy na wakacje… Ja pojadę do rodziców, ty do Nory. Mama mówiła coś o wyjeździe do rodziny. Nie wiem, kiedy się spotkamy. Będę bardzo za tobą tęsknić-posmutniała, a po jej policzku pociekła mała łezka. Fred zgarnął ją na palec i strzepnął.
-Mała, weź… Zobaczymy się za niedługo. Obiecuje, wiesz… zawsze mogę użyć sieci Fiu, by zjawić się u ciebie w kominku z bukietem kwiatów- pocałował ją.
-Oj, ale ty jesteś kochany-chwyciła go za rękę, i pobiegła w strone wieży Gryfonów. 



* * *

Podróż mijała bardzo szybko, jechali już ponad kilka godzin. Hermiona spała oparta o Freda, George siedział obok nich. Harry, Ron i Ginny wygłupiali się, a Luna i Neville zacięcie dyskutowali o jakiś roślinach. Dochodziła noc. Większość uczniów już spała, albo robiła psikusy innym.
-Fred, chodź do nas. Nie mów, że będziesz tak cały czas siedział i się nudził- do przedziału wtargnęły dwie dziewczyny, jedna z Gryffindoru, a druga z Hufflepuf’u.
-Nie. Wole siedzieć z Hermioną- powiedział z powagą.
-Oj proszę cię, nie bądź nudny. Granger zrozumie jak pójdziesz się trochę pobawić- Wysoka brunetka wzięła go za rękę i pociągnęła za sobą. Wszyscy zmierzyli ich od stóp po sam czubek głowy.
-Jak się obudzi powiedzcie jej, że zaraz wrócę- dorzucił zanim drzwi się zamknęły.
-Co? George, co on wyprawia?-zapytała wściekła Ginny.
-Nie wiem, ale jestem tak samo wkurzony jak ty- powiedział George z otwartą buzią.
Hermiona spała jeszcze chwile, obudziła się i leniwie przeciągnęła.
-Gdzie jest Freddie? A zresztą nie ważne, ide się przejść- wypowiadając te słowa ziewnęła. Po chwili wstała i wyszła z przedziału. Szła i o niczym nie myślała. W pewnej chwili złapał ją ktoś za ręke. Pewna, że był to jej chłopak obróciła się i przytuliła. Poczuła inne perfumy. Popatrzyła się i zobaczyła… Sama.
-Co? Czego ty chcesz? I tak w ogóle, to sorry za to…- zmierzyła go i sztucznie się uśmiechnęła.
-Nic, chciałem pogadać- wymówił patrząc jej w oczy.-Nie Sam- Nie przerywaj mi Hermiono.
Przepraszam cie za wszystko. Nie chciałem się z tobą kłócić. Ja na prawdę przepraszam. Możemy być dalej przyjaciółmi?-zapytał zmieszany.
-Ohh. Dobrze, ale nic więcej ok?- uśmiechnęła się.
-Dobrze, rozumiem. Mówię to jako twój przyjaciel, wiesz gdzie jest twój KOCHAŚ?- mówił to z ironią.
-Nie, ale nie mam się o co bać - dodała po chwili.
-Oj na pewno, jednak nie byłbym taki pewien. Siedzi sobie i flirtuje z pannami, a ty? Hmmm. Przechadzasz się żałośnie po pociągu. Hermiono, ja chce dla ciebie jak najlepiej-powiedział teatralnie i odszedł ciągnąc ją za rękę. Hermiona stała i patrzyła jak Fred wygłupia się z jedną brunetką.
Po chwili jej oczy wypełniły się łzami. Zaczeła biec, a z przedziału wyszedł Fred.
-Coś ty najlepszego zrobił?!- wykrzyczał na Sama.
-Ja? Hmmmm. Nic, sam z siebie robisz idiotę, i ja tylko jej pokazałem jak ją oszukujesz-powiedział Sam z ironią.
-Hermiono!- wykrzyczał Fred.
Gryfonka biegła, nie myślała o niczym. Chciała uciec. Po chwili wbiegła do wagonu, rzuciła się na siedzenie, Ron do niej podszedł i ją objął ramieniem.Fred wbiegł do przedziału, ale drogę zatorowali mu Neville, Harry i George.
-CO?! Przepuście mnie. Ron, odwal się od niej- krzyczał Rudzielec.
George wziął go za ciuchy i wypchnął z przedziału. Sam też wyszedł i zaczął na niego wrzeszczeć.

 -CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! Zostawiasz ją jak śpi i idziesz do jakiś dziuń? Wiesz, że ona cie kocha. I dobrze wiesz, że ten Sam coś do niej czuje, i że będzie o nią walczył. A ty co? Od tak sobie idziesz za rączkę z jakąś Gryfonką? Chłopie ciebie powaliło- Wykrzyczał mu prosto w twarz.
-Odwal się. A ty co? Wielki pocieszyciel? Może powiedz, że jeszcze ją będziesz pocieszał?! Ja nic nie zrobiłem. Pojmij to-wykrzyczał Fred, i wszedł do przedziału.
Wszyscy patrzyli się na niego spode łba. Nie wiedzieli co maja zrobić. Hermiona lekko płakała, była wtulona w ramie Rona. Fred był wściekły. Wziął swoją dziewczyne na ręce i wyniósł z przedziału, szedł dobre kilka minut i znalazł pusty przedział. Usiadł na miękkim obiciu, cały czas trzymał Hermione na rękach. Ona tylko była wtulona w jego tors, nie mówiła nic.
-Mionka ja przepraszam. Kocham cie, a one to tylko koleżanki, nawet już nie. Nie wymagaj ode mnie za dużo- wyszeptał te słowa do ucha.
-Wiesz, koleżanki? Nie tak to wyglądało. Sam miał racje, jesteś tylko zwykłym Casanovą, który zbiera trofea…- wstała i wyszła- Wiesz, nie jesteśmy siebie warci. Nie pasujemy do siebie. Do widzenia Fred- ostatnie słowa wypowiadała, a łzy ciekły strumieniami po jej policzkach.
-CO? Dlaczego ja wszystko psuje?-krzyczała w myślach sama na siebie.
-Cholera jasna! Co się z nami dzieje?-zapytał się sam siebie. Nie wiedząc, co zrobić wrócił do swojego przedziału, wszyscy siedzieli, a Hermiona siedziała oparta o ramie Rona. W Fredzie się gotowało. Chciał podejść i uderzyć brata, jednak opanował się i usiadł obok drugiego bliźniaka. Wszyscy milczeli całą droge. Po długiej jeździe Hermiona pożegnała się z wszystkimi, na Freda nawet nie spojrzała, ucałowała przyjaciół w policzki, a Ginny prawie się popłakała. Gryfonka wróciła do domu. Pierwsze co zrobiła to wbiegła do swojego pokoju i rzuciła się na łóżko, całą trase trzymała się dzielnie nie uroniła nawet jednej łzy, teraz wszystko wypłynęło. Cała poduszka była mokra, jej policzki opuchnięte i czerwone. Weszła do łazienki i usiadła pod prysznicem, woda oblewała jej ciało. Hermiona chciała zniknąć, rozpłynąć się, siedziała i płakała. Nie wiedziała, co jest wodą, a co jej łzami. Myślała tylko o nim, o tym Rudzielcu, który teraz siedział i robił to samo, co ona. Hermiona ubrała się w piżame, i położyła do łóżka, po chwili oddała się w objęcia Morfeusza.


***

Minęło kilka dni, Hermiona nie chciała jechać do Nory, rozważała nawet możliwość zostania w domu na całe wakacje, albo by wyjechać do ciotki do Francji, ale wiedziała że Ginny będzie na nią czekać. Nie chciała zawieść przyjaciółki. Poranek był piękny, Gryfonka wstała i wiedziała co dzisiaj chce robić. Miała zamiar cały dzień spędzić w parku z rodzicami, ubłagała ich nawet o to by dla niej wzięli wolne w pracy. Odwołali pacjentów i przygotowali jedzenie na piknik. Hermiona zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Weszła pod prysznic, ciało namydliła olejkiem o zapachu kwiatów, ten zapach kojarzył jej się z Ginny. Hermiona zaliczając poranną toaletę na ciało zarzuciła błękitną sukienkę w kwiaty, włosy upięła w luźnego koka, na policzki nałożyła trochę różu, a oczy pomalowała lekko tuszem. Zeszła na śniadanie, mama przygotowała jajka z bekonem i trochę kawy w kubku. To śniadanie na samą myśl przywodziło jej ukochanego, myślała, co on teraz robi. Zjadła śniadanie, a raczej pogrzebała widelcem w nim, nie miała apetytu nic jeść. W jednej chwili odechciało jej się wszystkiego. Rodzice przytulili ją mocno, w jednej chwili poczuła jak cała dobra energia powraca do niej. Już mieli wychodzić, wsiadali do auta i zaczęła się wielka burza, deszcz zaczął mocno padać, a niebo pociemniało. Cała rodzina Granger’ów wróciła do domu, siedzieli na kanapie przed kominkiem, każdy czytał jakąś książkę. Hermiona wstała i poszła zrobić sobie herbatę, jej rodzice pojechali na zakupy do domu. Wieczorem mieli zamiar zrobić sobie kino. Kupić popcorn, colę i obejrzeć jakiś świetny film. Hermiona siedziała zaczytana, w jednej chwili w kominku pojawiły się zielone płomienie, pierwsza ukazała się ruda czupryna. Chłopak trzymał wielki bukiet kwiatów w rękach.
-Fred?- Hermiona wstała i otworzyła oczy ze zdumienia.
-Powiem ci coś, nie przerywaj mi!- zrobił poważną minę.
-Hermiono Granger, kocham cie. Jesteś dla mnie najważniejsza, nie jesteś tylko moją dziewczyną, ale też przyjaciółką. Zawsze mogę na ciebie liczyć. Nie wiem co się ze mną stanie gdy ciebie zabraknie, sam utonę w tym bagnie. Nie opuszczaj mnie, bo to ty dajesz mi siłę i dajesz mi wiarę, w to że warto być i warto żyć. Chociaż dla ciebie- Uśmiechnął się i spuścił głowę. Hermiona zrobiła krok w przód i rzuciła się mu na szyje.
-Kocham cie, Dumbeldore był by dumny z twych słów- wyszeptała mu do ucha i pocałowała czule.


***
 Jeszcze raz, mam nadzieję że sie podobał. 
Jak przeczytałeś - zostaw komentarz. ;*

Pozdrawiam, Dominika. <3

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział XII: "Przyznajesz się do słabości. No,no... Do czego to ja cię doprowadzam..."

Był ranek. Dzień powrotu do domu. Hermiona od 4:00 nad ranem pakowała kufer. Nie miała do tego głowy dzień wcześniej. Niestety obudziła tym wszystkie współlokatorki. 
- Hermi! Błagam, idź no spać! - jęczała Ginny.
- Popieram w 100% ! - wtórowała jej Lavender. 
Szatynka lekko się uśmiechała. Wcale nie miała zamiaru przestać.
Po skończonej robocie postanowiła się odświeżyć przed drogą.Weszła pod prysznic. Woda ciurkiem spływała po jej krągłościach i wcięciach. A ona myślała. Myślała jak to będzie w te wakacje. Liczyła na miłe i przyjemne. Z Fredem u boku chciała czuć się kochana i kochać. Chciała się bawić, ale chciała też trochę odpocząć. Rzucić te wszystkie podręczniki w najciemniejszy kąt i nie ruszać aż do 1 września. 
Wyszła spod prysznica i założyła czarne rurki i podrowo-różową bluzeczkę w rękawem do łokcia. Nogi włożyła w czarne vansy i skierowała się do wyjścia z łazienki. 
Wychodząc spojrzała na zegarek. Była 7:00. Miała godzinę do śniadania. Zeszła po schodach i usiadła na kanapie w pokoju wspólnym. Położyła głowę na jednej z miękkich poduszek i zamknęła oczy. Leżała tak może 5 minut, kiedy ktoś lekko musnął jej usta. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą rudą czuprynę Freda.
- Hej. - szepnęła i podniosła się do pozycji siedzącej. - Jak się spało?
- Z tobą u boku jestem pewien, że byłoby lepiej. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie jestem pewna. Czasem mam siebie dość w nocy. - zaśmiała się
- Ja bym cię nigdy nie miał dość. - pocałował ją w czoło i złapał jej dłoń w swoje. - Masz przeokropnie zimne ręce. - zaczął pocierać jej dłoń o swoje. 
- Od zawsze mam zimne ręce... 
- Ostatnio gdzieś słyszałem taki głupi tekst... Czekaj, czekaj, jak to było - udał że się zastanawia - A! Zimne ręce, dobra...
- Nie kończ. Też to słyszałam. - przerwała mu i posłała lekki uśmiech.
- ... dobra w łóżku. - parsknął śmiechem. 
- Zamknij się Weasley, idioto! - pacnęła go lekko w ramię. 
- Nie bij mnie ! - zrobił minę obrażonego dziecka. 
- Fred... - wstała z kanapy i pochyliła się nad nim - Spójrz na mnie. - chłopak jedynie odchylił głowę w drugą stronę - Freddie ... - musnęła jego usta i usiadła mu na kolanach. 
- Mówiłaś coś? - zapytał 
- Nie, nic. - leciutko pocałowała jego bliznę na policzku. 
- Chyba muszę się częściej obrażać... - zaśmiał się rudzielec .
- A ja powinnam częściej cię bić. 
- Ale lekko... 
- Przecież jesteś facetem. Taka moja drobna dłoń nie może ci nic zrobić... - posłała mu uśmiech. 
- Nie był bym taki pewien. 
- Przyznajesz się do słabości. No,no... Do czego to ja cię doprowadzam... - westchnęła teatralnie. 
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy do czego mnie doprowadzasz. - zaśmiał się Fred.
- Do czego? 
- Do skrajnej obsesji. 
- Na punkcie czego?
- Bardziej kogo, kochanie. - pocałował ją w czoło - Na punkcie Hermiony Granger. 
- Oj, skończ mi tak słodzić! 
Nagle do pokoju wspólnego wszedł Ron , Harry, który trzymał za rękę Ginny oraz George. 
- No gołąbeczki. Myślę że zgłodnieliście. - zaśmiał się George. 
- Nie... Wcale nie zgłodnieliśmy. - również zaśmiała się Hermiona. Jednak zaburczało jej w brzuchu, co wywołało ogólny śmiech.
Razem wyszli z pokoju wspólnego i ruszyli na śniadanie. 
Niestety, w pewnym momencie Miona zauważyła Sama. 
- Hej, Hermiona! - usłyszała jego wołanie. 
Po chwili Krukon już szedł obok niej.
- Możesz mnie zostawić? - warknęła szatynka
- Nie, nie mogę. - westchnął Sam
- Co się takiego stało? - zapytała stając w miejscu. Za nią stanął Fred.
- Chciałbym porozmawiać z tobą w cztery oczy. 
- Nie. - warknął Fred - Nie zamierzam znowu zastać ją ze łzami w oczach. 
- To nie twoja sprawa idioto! - również warknął Sam. - To sprawa pomiędzy mną a Hermioną...
- Wszystko co dotyczy jej, dotyczy również mnie. 
- Więc dobrze. Chciałem to załatwić delikatnie, ale z Weasley'ami się tak nie da. - westchnął brunet - Dlaczego Miona jesteś z tym... z tym dupkiem? Nie wiesz o jego podbojach? 
- Wiem. - powiedziała Hermiona - I nic do tego nie mam. Każdy popełnia błędy. Jemu wybaczyłam.
- To dlaczego nie wybaczysz mi? - zirytował się Sam
- Bo już drugi raz popełniasz ten sam błąd. A tego nie wybaczam. - odwróciła się do Freda - Chodź stąd. 
- Hermiono... Proszę. - Krukon złapał jej dłoń jednak ona szybko ją wyrwała.
- Nie Sam. Koniec. Nie odzywaj się do mnie. Nawet nie próbuj pisać. Po prostu zniknij! 
Szatynka ruszyła w stronę Wielkiej Sali ciągnąć za sobą Freda. 
Nie chciała już nikogo widzieć. Chciała pobyć tylko z tym rudzielcem. Nie była już nawet głodna. Dlatego w ostatniej chwili skręciła w inną stronę niż na śniadanie...

* * *
Masakra! -,- Rozdział jest szczerze do dupy. :( 
Chciałam go napisać inaczej. Miał być dłuugi, z rozbudowaną fabułą, ale oczywiście wyszło jak zawsze. ;/
Mam nadzieję że mimo to, się chodź trochę podoba. :)

Pozdrawiam, Dominika. <3

PS. Co do następnego rozdziału to pewnie pojawi się dopiero pod koniec czerwca, po tych wszystkich wystawieniach ocen. :) W końcu wakacje i będę miała więcej czasu na wszystko. ;D 

piątek, 31 maja 2013

Rozdział XI: "Czyli jesteś pierwszą dziewczyną którą kocham. I ostatnią."

PODKŁAD :  http://www.youtube.com/watch?v=lJqbaGloVxg

Hermiona leżała na łóżku i wypłakiwała się w poduszkę. Obok niej siedział Fred lekko głaszcząc jej włosy. Oby dwoje nie wiedzieli jak się zachować. Miona chciała zapytać go czy to co powiedział Sam to prawda, ale nie potrafiła. A on? On chciał się dowiedzieć czy ona uwierzyła temu idiocie czy jednak ufa jemu.
- Hermiono...
- Fred, to prawda? - przerwała mu - To co powiedział Sam...
- Nie. 
- Ale przecież miałeś inne dziewczyny przede mną. Skąd mam wiedzieć, że nie zerwiesz ze mną tak jak z nimi... - wstała do pozycji siedzącej.
- Nie ufasz mi, kotku. 
- Ufam, ale...
- Gdybyś ufała, nie pytałabyś mnie teraz czy to wszystko jest prawdą.
Dziewczyna spuściła głowę. Nie wiedziała co powiedzieć. Przecież dobrze zdawała sobie sprawę, że Fred miał bardzo dużo dziewczyn. Z tego był w Hogwarcie znany. Zmieniał dziewczyny jak skarpetki. 
- Kochasz mnie? - zapytała
- Kocham. - spojrzał na nią, a z jego oczu wyczytała że się martwi.
- Ale przecież miałeś tyle dziewczyn... Wszystkie je kochałeś?
- Nie. Nie kochałem żadnej z nich. To były tylko takie... przelotne romanse. Dobrze się bawiłem, bo one były wpatrzone we mnie jak w obrazek. A ty taka nie jesteś. Nigdy nie wzbudzałem twojego zainteresowania. Może właśnie dlatego się w tobie zakochałem, postawiłem przed sobą jasny cel. Być z tobą, kochać cię... Lecz z wzajemnością.
- Czyli...
- Czyli jesteś pierwszą dziewczyną którą kocham. I ostatnią. - lekko musnął jej wargi swoimi.
- Wyznałeś mi, że będziesz mnie kochał do grobowej deski czy raczej, że jak ze mną zerwiesz lub ja z tobą to nigdy już się nie zakochasz?
- To pierwsze. - uśmiechnął się łobuzersko - Pierwszy raz w życiu jestem w stanie spełnić swoje życzenie. 
- Chyba nie tylko swoje... - uniosła się na rękach i wpiła swoje pełne wargi w jego.
Chłopak przysunął ją do siebie i posadził na kolanach. Lekko pieścili swoje usta, lecz oby dwoje pragnęli czegoś więcej. Fred zgrabnym ruchem wsunął dłonie pod cienki materiał koszulki Miony. Pieścił jej wgłębienie w talii. Oderwał usta od jej pełnych warg i przeniósł na szczupłą szyję. Dziewczyna wygięła ją. Dyszała mimo, że próbowała ze wszystkich sił to zwalczyć. Poczuła że jego palce krążą wokół guzika spodni. Rozpiął go.
- Fred... - wydyszała.
Chłopak oderwał usta od jej szyi i spojrzał na nią swoimi przenikliwymi oczami. 
- Nie dzisiaj. - posłała mu leciutki uśmiech. 
- Przepraszam. - szepnął i puścił ją ze swoich objęć. - Zapędziłem się.
- Tylko trochę. - zapięła spodnie. 
Spojrzeli sobie w oczy. Były przepełnione miłością.
- Ja chcę to zrobić z tobą Fred... Ale nie teraz. Nie dzisiaj. To ma być wyjątkowa chwila, bo... bo... mogę cię o coś zapytać?
- Możesz.. Przecież wiesz.
- To nie będzie twój pierwszy raz? 
Chłopak spuścił głowę. Ona go przejrzała. Ale chyba każdy w Hogwarcie wie o jego podbojach. Przecież nie mogło się skończyć tylko na całowaniu. Teraz siedząc tu z dziewczyną którą kochał żałował, że nie zrobi tego pierwszy raz z nią. Nie z dziewczyną, która wpatrzona była w niego jak w obrazek... Tylko taką którą kochał, a ona kochała jego. Żałował, że to nie będzie dla niego tak wyjątkowe jak dla niej. Ten pierwszy raz powinien być wyjątkowy. Ale z osobą którą się kocha. A on? On zaprzepaścił tę szansę by przeżyć to tak samo jak Miona. Wiedział że był idiotą robiąc to z inną, ale nie mógł cofnąć czasu. A tak bardzo tego pragnął. 
- Odpowiesz mi? - Hermiona uniosła mu podbródek, tak żeby spojrzeli sobie w oczy. 
- Nie, to nie będzie mój pierwszy raz.
- Żałujesz?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Nie no.. wiesz... będą też tego plusy. Przynajmniej będziesz wiedział co robić i takie tam. - w jej głosie dało się wyczuć ironię i ... smutek.
- Jesteś smutna?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - powtórzyła jego słowa.
- Przepraszam cię... Chciałbym to przeżyć z tobą i tylko z tobą, ale...
- Nie cofniesz czasu. - przerwała mu - Miejmy tylko nadzieję że będę tak dobra jak inne. Bo pewnie na jednej się nie skończyło... - prawie że warknęła. 
- Hermiono...
- Oj, przestań! Będę musiała nauczyć się z tym żyć i tyle. 
Nie wiedząc kiedy w jej oczu wypłynęły łzy. Płynęły po jej policzkach strumieniami. Fred próbował je zetrzeć, zatamować. Nie potrafił. Przytulił ją. Dziewczyna wtuliła się w jego tors. Mimo tego co się przed chwilą dowiedziała, chciała czuć jego bliskość obok siebie. Chciała czuć jego ciepło, teraz tak bardzo jej potrzebne...

* * *
No to mamy rozdział XI ! Jestem z niego w miarę dumna. Wyszedł tak jak chciałam. 
A teraz podziękowania:
Dla Martyny (Hedwigi) za to że jest ze mną od początku i zawsze komentuje. <3
Oraz dla Clar , mojej nowej czytelniczki. <3
Mam nadzieję że czytelników będzie przybywać! 
Proszę o komentarze. Nawet anonimowe. Każdy komentarz cieszy. ;*

PS. Mam 1000 wyświetleń bloga ! *_*

Pozdrawiam, Dominika. <3

czwartek, 30 maja 2013

Rozdział X: "Przepraszasz za to, że mnie kusisz? Przecież robisz to ciągle"

 Kilka godzin później... Wieczór...

- Matko, matko, matko! - krzyczała Ginny tuląc swoją brązowowłosą przyjaciółkę. - Jesteście razem? 
- No tak wyszło. - powiedziała Hermiona i odsunęła się od przyjaciółki. 
Podeszła do łóżka i rzuciła się na nie. Wiedziała że musi się pakować, ale myśl o Fredzie nie pozwalały jej robić niczego innego. Wypełniały ją całą. Spędziła z nim miły dzień spacerując po błoniach. Nie pojawili się nawet na obiedzie. Wiedziała, że kocha tego rudzielca i nic nie może im tego zabrać. Dopełniali się jak yin i yang. 
W pewnym momencie do dormitorium wpadła Angelina.
- Nie chcę nic mówić, ale na dole jest niezła biba. - powiedziała. 
Hermiona od razu zauważyła że ciemnoskóra Gryfonka jest już nieźle podpita. 
- Miona, chodź! - krzyknęła Ginny kiedy Angie wyszła. 
- Serio? - skrzywiła się szatynka.
- No dawaj! Będzie bosko! - pociągnęła ją za rękę. 
Razem zeszły po schodach. To co zastały lekko je zdziwiło. W pokoju wspólnym byli wszyscy Gryfoni od 3 roku. Nigdy nie było tak ciasno. Jednak mimo to Hermiona od razu dostrzegła Freda. Stał pod ścianą i pił... mugolskie piwo? "Ciekawe skąd mają..." zastanawiała się szatynka. 
Podeszła do niego i przytuliła. Chłopak podsunął jej piwo, a ona wzięła łyk. Fakt. Było to wbrew jej żelaznym zasadom, ale przecież był ostatni dzień w Hogwarcie. Trzeba było zaszaleć! 
- Myślałem że nie pijesz... - zdziwił się
- To po co mi proponujesz? 
- Kultura. 
- Szczerze... też myślałam że nie piję. - zaśmiała się. - Ale ty pijesz... I dziwię się czemu piwo, a nie coś mocniejszego?
- Bo chcę jasno myśleć. 
- Już i tak tego nie robisz.
- Przy tobie się nie da, ślicznoto. 
Schylił się i pocałował dziewczynę w czoło. Ta stanęła na palcach i lekko oddała pocałunek, jednakże w usta. 
- Może nie kuś mnie teraz... Chcę się trochę pobawić. - zaśmiał się. 
- A może będę... - przejechała mu dłonią po koszuli. Lubiła czuć ten materiał pod skórą. Kojarzył jej się z Fredem.
- Hermiono, błagam. - jęknął - Czemu to ja muszę być tym rozsądnym? 
- Nie musisz.. Oby dwoje nie musimy. - zgrabnym ruchem odpięła mu jeden guzik koszuli
- Hermiono! - złapał jej nadgarstki - Nie dzisiaj, nie teraz. 
- Dobrze. - wyciągnęła ręce z jego uścisku i włożyła je do kieszeni.
Miała zamiar się dobrze bawić. Jednak on nie chciał. No nic... Musiała sobie znaleźć inne zajęcie. Jednak gryzło ją poczucie winy.
- Przepraszam. - szepnęła.
- Przepraszasz za to, że mnie kusisz? Przecież robisz to ciągle. - zaśmiał się i przyciągnął ją do siebie. Ta wtuliła się w niego. Stali tak parę minut.
- Usiądźmy może - wskazał na kanapę, która właśnie się zwolniła. 
Podeszli trzymając się za ręce do siedziska i wygodnie się rozłożyli. Hermiona położyła nogi na zagłówku, a głowę oparła o jego uda.
Nie wiedząc kiedy do pokoju wpadli Puchoni oraz Krukoni. Nikt nie wiedział kto ich zaprosił, ale byli radośni, bo na szczęście nie przyszli Ślizgoni. Kilka osób przyniosło Ognistą, a inni normalny mocniejszy mugolski alkohol. Hermiona nadal nie wiedziała skąd go mają. 
Do kanapy na której leżała podszedł Sam.
- Hej, Sam. - powiedziała - To jest Fred. - Wskazała na swojego chłopaka
- Hej, Hermiono. - uśmiechnął się do niej - Wiem kto to jest. 
Podsunął jej butelkę piwa, które wzięła i pociągnęła łyk. Zupełnie nie wiedziała czemu to robi, przecież NIGDY nie piła alkoholu. Dała butelkę Fredowi. Ten również trochę wypił. 
Sam nadal nad nimi stał i jakby czekał aż zostanie sam na sam z Hermioną.
- Ja pójdę na moment. - zwrócił się rudzielec do Miony - Zaraz wracam, KOCHANIE. - ostatnie słowo powiedział patrząc na Krukona z lekką pogardą. Pocałował ją w czoło i odszedł. 
Krukon usiadł obok Hermiony, która podkurczyła nogi robiąc mu miejsce.
- Jesteś z Weasley'em? - zapytał 
- Jak widać. - uśmiechnęła się
- Przecież to przez niego... no... wylądowałaś w skrzydle. - skrzywił się 
- Przez swoją głupotę wylądowałam w szpitalu, Sam. Nie przez Freda. 
- Mów co chcesz. Wszyscy przecież wiedzą co ci powiedział. To było powodem tego co zrobiłaś. - w jego oczach pojawiła się wrogość.
- To moja sprawa, moje życie. Nie mieszaj się w nie. - warknęła
- Już to zrobiłem. Sama mi na to pozwoliłaś...
- Co? 
- Tańczyłaś ze mną i w ogóle. Przecież gdybyś nie chciała żebym cię lepiej poznał, to wtedy kiedy na mnie wpadłaś powiedziałabyś tylko marne "przepraszam" i odeszła. Jednak tego nie zrobiłaś. 
- Bo nie lubię tak robić.
- Jak tak?
- Jeny, Sam! Po prostu chciałam wiedzieć jak masz na imię. To że tańczyliśmy to nic. Tańczyć mogę z kim chcę.
- Oczywiście. Ty przecież nie widzisz że jesteś piękna i każdy chłopak patrzy na ciebie jak na zdobycz!
- Nie widzę, bo mnie to nie interesuje! Jestem z Fredem i jest mi dobrze. Wspaniale mi jest! I nic ci do tego, Samie Roth! 
- Nic mi do tego?! Nic mi do tego, że jesteś z facetem który cię zranił, a tak właściwie to ja chcę stać przy twoim boku. 
- O czym ty mówisz?!
- O tym, że mi się podobasz!
- Sam! Moje życie jest teraz idealne i nie zmienię go za żadne skarby! - wstała w kanapy - I nie przychodź do mnie więcej, nie zagaduj! Po prostu zniknij z mojego życia!
- Dlaczego?!
- Bo jesteś idiotą! Chcesz zniszczyć mój związek z Fredem!! - krzyknęła i mimo głośnej muzyki wszyscy to usłyszeli. Jednak Hermiona tego nie zauważyła. Była pełna złych emocji.
- To ty jesteś idiotką! To ty chodzisz z Weasley'em! Z tym, który cię zranił! Nie widzisz tego?!
- Przegiąłeś Sam! Ja go kocham, nie rozumiesz?!
- Nie, nie rozumiem jak można kochać kogoś takiego. Przecież to jest wielki Casanova. Rzuci cię dla pierwszej lepszej... Byle by zaliczyć kolejną! 
- Jesteś wredny, Sam! - z jej oczu wypłynęły łzy - Nie chcę cię widzieć już nigdy na oczy! Wyjdź stąd!
Chłopak spojrzał na nią wrogo i po chwili już go nie było. 
Hermiona rozpłakała się. Po chwili obok niej pojawił się Fred i mocno ją przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. Kocham cię, Hermiono. - pocałował ją we włosy
- Też cię kocham, Freddie. - wtuliła się mocniej w jego koszulę, mocząc ją od łez i brudzić od spływającego tuszu do rzęs...

* * * 
Jest kolejny rozdział! <3 Dłuższy bo miałam wenę. 
Myślę że nie przeszkadza wam taka duża ilość dialogów. ;)

Chciałam podziękować Martynie (Hedwidze) za to że mnie wspiera i zawsze komentuje. <3 Przez nią mam ochotę pisać tego bloga!
Kocham cię, Hedwigo! <3 *_* 

Pozdrawiam, Dominika! <3

wtorek, 28 maja 2013

Rozdział IX: "Zawsze na ciebie leciałem, Granger"

 Podkład : https://www.youtube.com/watch?v=E2lk8IBKLkY

- Nie wiem co mam robić... - westchnął Fred. 
Razem ze swoim bratem bliźniakiem siedział w swoim dormitorium. Był ostatni dzień w Hogwarcie. Powinien się pakować, jednak nie miał do tego głowy. 
- Też nie wiem. - powiedział George - Smutny los kochanków. - zaśmiał się
- Oj, przestań. - warknął bliźniak - Ona mnie nienawidzi! 
- Było nie odwalać jakiś historyjek bez sensu! - również warknął jego brat
- Skąd mogłem wiedzieć, że ona się potnie?! 
- Nie mogłeś wiedzieć! Ale następnym razem pomyśl co mówisz!
George wyszedł, zostawiając brata samego. Ten rzucił się na łóżko i przykrył głowę poduszką. Po chwili z jego oczu wypłynęły łzy...

* * *

Hermiona zbierała swoje rzeczy z łóżka w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey pozwoliła jej wyjść, bo na jej ranę potrzebny był tylko jeden eliksir. Teraz po pamiątce nie było ani śladu, jednak nadgarstek nadal ją bolał. 
Było jej smutno. Nikt po nią nie przyszedł, nawet Ginny. "Pewnie jest na mnie zła za to co zrobiłam..." westchnęła. 
Ze swoją ukochaną torbą wyszła z białej sali i ruszyła do wieży Gryffindoru. Korytarze były niemal puste. Wszyscy albo byli na błoniach, albo pakowali rzeczy do kufrów.
Po paru minutach znalazła się w Pokoju Wspólnym, w którym na kanapie siedzieli Harry, Ron oraz Ginny. Jej przyjaciółka spojrzała w jej stronę i posłała szeroki uśmiech. Szatynka podeszła do przyjaciół i usiadła na fotelu blisko kanapy.
- Jak się czujesz? - zapytał Harry
- A jak ma się czuć? - warknęła Ruda.
- Ginny.. - szepnęła Hermiona - Ze mną jak najbardziej w porządku. Nie warcz tak na biednych, Bogu ducha winnych ludzi...
- Ale myślałam, że...
- Że co? Że przyjdę tutaj zapłakana i nie będę chciała nikogo widzieć?
- Noo... tak. 
- Na razie jest tylko jedna osoba której nie chcę widzieć. 
Miona spuściła głowę i spojrzała na swoje trampki. W normalnej sytuacji nie traciła by czasu na siedzenie i patrzenie w buty, ale w tym momencie był to najciekawszy widok pod słońcem. 
Nagle do pomieszczenia wszedł rudowłosy bliźniak. Spojrzał lekko opuchniętymi od płaczu oczami na Gryfonkę. Podszedł cicho do przyjaciół i usiadł na fotelu naprzeciwko Hermiony.
- Możemy pogadać? - zapytał
- Nie mamy o czym. - warknęła Szatynka
- A ja myślę że mamy. 
- Nie, Fred. Nie mamy. - posłała mu spojrzenie, które gdyby można było, to zabiło by bliźniaka.
- Możecie się na moment stąd ulotnić? Dosłownie 5 minut. - zwrócił się do przyjaciół siedzących na kanapie.
Wstali i po chwili już ich nie było.
- Hermiono, ja..
- Skończ Fred. To nie ma sensu... 
- Chcę cię przeprosić, za moją głupotę... Bo za miłość się nie przeprasza.
- Wsadź sobie przeprosiny w ten twój zgrabny tyłek!
- Właśnie powiedziałaś że mam zgrabny tyłek.. To już coś! - zaśmiał się, chcąc rozładować napięcie. 
- Tak, tak, Weasley... Może i masz zgrabny tyłek. Jednak chyba nie tylko na to lecę...
- Lecisz na mnie? 
- Banalne stwierdzenie, ale tak. - wstała z fotela i na palcach podeszła do rudzielca siadając mu na kolanach.
Poczuła że cała złość się z niej ulatnia, a to uczucie zastępuje miłość do Freda.
- A ty Weasley? Lecisz na mnie? - lekko musnęła mu wargami bliznę na policzku. 
- Zawsze na ciebie leciałem, Granger.
- A od kiedy mówisz do mnie Granger?
- A od kiedy mówisz do mnie Weasley? 
Zaśmiali się i musnęli swoje usta... Krótko, lecz namiętnie.


* * * 
Zdecydowałam, że będę dodawać krótsze, ale częściej ;) 
Mam nadzieję, ze ten się podoba... Ma takie fajne zakończenie. <3

Rozdział dedykuję mojej kochanej Martynie. <3 Dziękuję że mnie wspierasz i liczysz na mnie! ;** Kocham Cię, kochanie moje. <3

Komentujcie! ;*
Pozdrawiam, Dominika! <3

sobota, 25 maja 2013

Rozdział VIII: "To dobrze że teraz już wiesz... Ale teraz już wyjdź"

Fred zszedł po schodach. Zastanawiał się czemu coś takiego powiedział, dlaczego nie powiedział jej prawdy. Że ją kocha, że poczeka... Po cholerę wymyślał jakąś laskę?! Przecież teraz w jego sercu była tylko Hermiona! Chciał się wrócić, wyjaśnić jej to wszystko, ale nie potrafił. Pierwszy raz w życiu nie wiedział co ma robić i jak zagadać do dziewczyny. Widocznie nigdy nie był zakochany. 


* * *
Szatynka biegła z zapłakanymi oczami po zamku. Czuła przeszywający ból w sercu. Chciała go zwalczyć, chciała się od niego uwolnić. 
Wbiegła do łazienki Jęczącej Marty, wyminęła ducha który przyleciał jej na spotkanie i z całej siły rozbiła pięścią lustro. Poraniła sobie prawą dłoń, ale zupełnie się tym nie przejęła. 
- Co ty robisz? - zapytał duch, kiedy Miona brała do ręki kawałek rozbitego szkła. 
Gryfonka nie odpowiedziała. Usiadła pod umywalką i zaczęła wbijać szkło w skórę na nadgarstku. Rozum mówił jej że to głupie, że nie warto tego robić przez chłopaka. Jednak serce krzyczało, żeby uwolniła się od tego bólu.
Wolno przejechała szkłem po skórze, z której od razu wypłynęła krew. Odłożyła odłamek i oparła głowę od ścianę. Czekała jak się wykrwawi. 
Po około 10 minutach zaczęła tracić świadomość. Po chwili już leżała na posadzce, ledwo oddychając.

* * * 

- Gdzie jest Hermiona?! - wykrzyknęła Ginny wbiegając na śniadanie do Wielkiej Sali.
Przy stole Gryffindoru siedzieli już wszyscy jej bracia oraz Harry.
- Nie ma jej z tobą? - zapytał George
- Nie... Z tego co wiem to poszła do was. - wskazała na bliźniaków 
George spojrzał na swojego brata.
- Co się stało pomiędzy wami? - zapytał
- Nic. - odburknął Fred
- Jasne. - warknęła Ginny - Proszę cie Fred! Zachowaj swoją dumę dla kogoś innego. Teraz trzeba znaleźć Hermionę.  
- Zostawiłem ją pod naszym dormitorium. - powiedział rudzielec - Skąd mogłem wiedzieć, że nie wróci spokojnie do siebie, a potem nie przyjdzie na śniadanie? 
Wszyscy spojrzeli na Freda.
- Co jej powiedziałeś? - warknęła już kolejny raz Ruda.
- No... powiedziałem jej że mam dziewczynę... chciałem wywołać u niej zazdrość...
- CO JEJ POWIEDZIAŁEŚ ?! - krzyknęła Gryfonka - Cholera jasna! Trzeba jej szukać!
Cała grupka Gryfonów wstała i normalnie, żeby nie wzbudzać podejrzeń wyszła z Wielkiej Sali. Dopiero za drzwiami rozdzielili się w grupki i ruszyli na poszukiwania Hermiony.

* * *

Miona leżała na posadzce, a po chwili już była niesiona przez kogoś. Nie wiedziała kiedy ktoś ją wziął, ani kim ten ktoś był. Po chwili znowu straciła świadomość.
Obudziła się dopiero w skrzydle szpitalnym. Nie otworzyła oczu. Słuchała o czym rozmawiają dwie osoby stojące prawdopodobnie przy jej łóżku.
- Jesteś idiotą. - usłyszała szept Ginny.
- Wiem. - to był Fred. "Co on tu robił? Po tym co jej powiedział, czemu nie był ze swoją nową dziewczyną?!" 
- Zostawię cię tu. Przemyśl sobie wszystko. - głos jej przyjaciółki był zimny i nieprzyjemny. 
Po chwili usłyszała kroki i szczęk otwieranych, a potem zamykanych drzwi. 
Postanowiła chwilę jeszcze udawać się, że śpi. Jednak nie trwało to długo. Po 5 minutach otworzyła oczy. Widok który zobaczyła przeraził ją. Fred siedział z głową w dłoniach, a z jego palców kapały łzy.
- Freddie... - szepnęła. Nie miała siły by mówić głośniej.
Chłopak podniósł głowę i otarł mokrą twarz. 
- Miona... - w jego oczach pojawiły się iskierki szczęścia.
- Co tu robisz? Czemu nie jesteś ze swoją nową? 
- Nie ma żadnej nowej...
- Jak to...?
- Powiedziałem tak, bo chciałem żebyś była zazdrosna... Żebyś poczuła że jednak coś do mnie czujesz.
- Przecież czuję. 
- Teraz już wiem. 
- To dobrze że teraz już wiesz... Ale teraz już wyjdź. - jej głos zrobił się cięty i zimny. 
- Co? - zdziwił się.
- Jeśli nie chcesz dostać w twarz , to wyjdź.
Chłopak wstał i bez słowa wyszedł.
Hermiona poczuła że znowu płacze...

* * *
No to kolejny.! Mam nadzieję że się podoba, mimo że jest trochę drastyczny.
Pozdrawiam, Dominika <3

piątek, 24 maja 2013

Rozdział VII: " Jezu, kobieto! Daj pospać..."

Hermiona obudziła się następnego ranka. Próbowała ruszyć nogami, jednak za bardzo ją bolały. "To się urządziłam..." westchnęła. Po długim leżakowaniu i przyzwyczajaniu się do bólu w końcu wstała. Rozejrzała się po dormitorium. Wszystkie dziewczyny jeszcze spały. Spojrzała na zegarek; była 4:00. Poszła do łazienki. Wzięła orzeźwiający prysznic i ubrała krótkie spodenki, białą bokserkę i trampki. Wyszła i cicho usiadła na łóżku. Miała zamiar poczytać książkę, jednak dręczyły ją myśli o Fredzie i Samie. Mieszały się. Raz pojawiał jej się przed oczami pocałunek z rudzielcem, a potem taniec z brunetem. Oby dwoje budzili w Hermionie dziwne, lecz przyjemne uczucia. Sam był opiekuńczy, śmieszny i co najważniejsze nie narzucał się. A Fred? Fred był również opiekuńczy (ale co się dziwić, traktował ją jak siostrę) , a co chyba najważniejsze powiedział jej że ją kocha. Szanowała go za tą szczerość, ale chyba nie umiałaby z nim być. Od zawsze byli przyjaciółmi, nie chciała tego zmieniać. Tylko czy aby na pewno? Czy aby nie kochała go nie tylko jak brata, ale jednak bardziej? Sama nie umiała odpowiedzieć na te pytania. 
Nagle usłyszała, że ktoś wstaje z łóżka w dormitorium. Odchyliła kotarę i zobaczyła zaspaną Ginny. 
- Hej. - szepnęła do niej. 
- Hee-eeej. - ruda ziewnęła przeciągle. 
Hermiona wróciła do książki. Jednak znowu nie mogła się skupić. Obok niej na łóżku usiadła jej przyjaciółka.
- Martwisz się. - szepnęła. - A więc, co się stało?
- Pierwszy raz w życiu jestem zagubiona i nie wiem co robić... 
- Chłopak?
- Skąd wiesz?
- Widać po tobie. 
- Mam to wypisane na twarzy... bosko! - westchnęła.
Ruda spojrzała na nią. Wiedziała kiedy jej przyjaciółka w końcu pęknie i powie jej o co chodzi. Ona sama nie chciała się narzucać. 
- Dobra, bo nie wytrzymam. - powiedziała szatynka - Chodzi o Freda... i o Sama. 
Na dźwięk imienia drugiego chłopaka Ginn lekko się skrzywiła. Nie polubiła Krukona, jednak nikomu nic nie powiedziała. A w szczególności Mionie. 
- Całowałam się z Fredem, do jasnej cholery! A potem tańczyłam z Samem totalnie olewając twojego brata. - szatynka podniosła głos, jednak po chwili się opanowała - Możesz mnie teraz walnąć w twarz... może pomoże.
- Oszalałaś!? Nie będę cię bić... To jest twoja decyzja co z tym zrobisz. Myślę jednak że najpierw musisz sobie uświadomić czy któregoś z nich kochasz. 
Hermiona przetrawiła słowa przyjaciółki. Czy któregoś z nich kochała? Sam ? Znała go jeden dzień i noc. Nie kochała go. Ale Fred... Coś do niego czuła... Przecież nie całuje się osób do których nie żywi się żadnego uczucia. Tak, to było to. Ona go kochała. I musiała coś z tym zrobić. 
Zerwała się z łóżka, przytuliła Ginny mówiąc ciche "dziękuję" i wybiegła z dormitorium. 
Biegła w stronę pokoju bliźniaków oraz Lee Jordana. Zapukała i dopiero zdała sobie sprawę że jest dopiero po 4:00. "Cholera..." pomyślała. Jednak nie mogła się cofnąć. Musiała zrobić to co chciała. Stała i po chwili usłyszała zaspane kroki. Otworzyły się drzwi; stanął w nich George.
- Mogę prosić Freda?
- Jezu, kobieto. Daj pospać... - ziewnął rudzielec, ale ruszył do łóżka brata. 
Słyszała jak mówi mu że przyszła, jednak to co zrobić Fred zupełnie ją zdziwiło. On... walnął brata w twarz.
Hermiona weszła do środka i podeszła do łóżka rudzielca.
- Fred... Wstań, proszę cię. - powiedziała i dopiero zdała sobie sprawę, że bliźniak leży do połowy odkryty bez koszulki. Jego tors był piękny... idealnie wyrzeźbiony. 
- Weź mnie zostaw... - wybełkotał rudzielec.
- Nie, nie zostawię cię. Wstań, bo musimy pogadać. - schyliła się nad nim. Lekko przekręciła mu głowę w jej stronę. - Do jasnej anielki Fred! Wstań żesz przecież!
- Dobra, już. - otworzył jedno oko. I od razu drugie. - Hermiona!? 
- Miło mi cie widzieć jak jesteś półnagi ale chciałabym z tobą porozmawiać. - uśmiechnęła się do niego i ruszyła w stronę drzwi. 
Słyszała jak rudzielec w pośpiechu szuka czegoś do ubrania. 
- Musisz tu przychodzić codziennie, Miona. Wtedy szybciej wstaje. - zaśmiał się George. 
- Zastanowię się.
- Tylko nie tak wcześnie. - poprosił 
- Jasne, no chyba że nie będę mogła spać... To przygarniecie mnie, prawda? 
- Jak będziesz grzeczna. 
Szatynka wyszła za drzwi i czekała na Freda. Musiała mu powiedzieć co czuje, teraz, natychmiast. Usłyszała dźwięk zamknięcia drzwi za sobą.
- Słucham cię, Miona? - powiedział rudzielec , a Gryfonka się odwróciła.
- Muszę ci coś powiedzieć... Bo to co wczoraj powiedziałam...
- Tak. To nic nie zmienia. - ku zdziwieniu Hermiony na jego twarzy pojawił się uśmiech - I chyba dobrze się stało. Przynajmniej mogę docenić inne dziewczyny. Nawet jest jedna taka...
- Co ? Ale jak to...? - Hermiona zamarła
- No tak. Ładna, zgrabna i co najważniejsze nie opiera się przed tym żeby ze mną być. 
Posłał szatynce uśmiech i ruszył w stronę schodów.
Hermiona ledwo trzymała sie na nogach. Przyszła mu powiedzieć, że go kocha, że się myliła, a ten prosto z mostu mówi że ma inną. Nawet nie wiedząc kiedy ukucnęła pod ścianą i zaczęła płakać. Zranił ją i to jak bardzo... "Jestem idiotką!" krzyczała w duchu. Nie mogła opanować płaczu, po prostu siedziała pod ścianą i ryczała jak bóbr. Tylko, co tak właściwie miała w tej sytuacji począć? "Kocham go, a teraz tylko śmierć mnie od tego wyzwoli" przeleciało jej przez głowę to zdanie. Szybko wstała i wybiegła do zagłębiony w ciszy zamek. 

* * *
Przepraszam że taki krótki, ale chcę trochę zbudować napięcia. 
Pozdrawiam, Dominika. <3

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział VI: "Ale to nic nie zmienia"

Z perspektywy Rona…



Chłopak stał i patrzył za odbiegającą dziewczyną. Dziewczyną którą kochał. Od zawsze. I właśnie zaprzepaścił szansę żeby się o nią postarać. No, ale przecież całowała się z jej bratem. „Może to tylko zabawa…” myślał „Nie. Przecież ona ma mózg jak nikt inny… nie mogłaby się bawić w ten sposób”. Ron przykucnął pod ścianą i włożył twarz w dłonie.

- Gdzie ona jest? – usłyszał za sobą głos Freda

- Poszła. – wyszeptał.

- Gdzie?

- Tam. – wskazał na korytarz, a jego brat pobiegł w tamtą stronę.

Znowu został sam. Już drugi raz czuł pustkę w sobie… Już druga osoba zostawiła go bez słowa. I oby dwie były mu tak strasznie bliskie.





Hermiona szła korytarzami Hogwartu. Czuła się dziwnie. Była przepełniona emocjami i nie wiedziała jak ma się od nich uwolnić. Korytarze były puste; wszyscy bawili się na balu. Ona tak bardzo chciała do nich dołączyć, ale nie umiała. Nie umiałaby się teraz bawić, tańczyć, śmiać się. Nie chciała z siebie wymuszać radości. Nie była masochistką.

W pewnym momencie znalazła się przy schodach na Wieżę Astronomiczną. Wbiegła po nich i po chwili już stała przy barierce, a z jej policzków kapały łzy. Zawsze kiedy była bezsilna – płakała. Stała tam długo, nawet nie wiedziała jak długo, aż usłyszała kroki na schodach.

- Miona… - głos Freda był cichy i niepewny.

- Słucham? – wytarła dłonią łzy i odwróciła się.

- Dlaczego płaczesz? – zapytał

- Bo… Bo nie wiem co robić. Jestem do jasnej cholery bezsilna…

- Ja… Nie wiem czy dobrze zrobiłem mówiąc ci to wszystko.

- Dobrze. Przynajmniej wiem na czym stoję. Stoimy.

- Tak. To jest tego plus.

- I co teraz?

- Chyba nic.

- To znaczy?

- No ja ci powiedziałem co czuję, pocałowaliśmy się i wszystko wróci do normy.

- Tak… Tak chyba będzie najlepiej.

- Dobrze. Okej. Jasne. Jak zawsze…

- Co?

- Nic. Myślałem że jesteś inna. – chłopak ruszył w stronę schodów.

- Jestem inna.

- Może… ale nie w tych sprawach. Bawisz się chłopakami jak każda inna.

- Co?! Ja się bawię?! Chcesz wiedzieć, to ci powiem! Jesteś pierwszym chłopakiem w moim życiu na którego patrzę nie jak na przyjaciela! Jesteś chłopakiem idealnym. No, ale ty przecież miałeś tak dużo dziewczyn… Chyba nie jestem dla ciebie. Jesteś doświadczony, ja nie. Nie pasujemy do siebie. – ruszyła w stronę schodów, zgrabnie wyminęła chłopaka i zaczęła schodzić na dół.

Jednak rudzielec złapał ją za łokieć i zatrzymał. Zszedł po schodach i stanął tak, że jego głowa znajdowała się na równi z jej głową. Musnął jej usta swoimi.

- Pamiętaj że cię kocham.

- Ale to nic nie zmienia. – powiedziała i odeszła zostawiając Freda samego.





Hermiona weszła do Wielkiej Sali i usłyszała jak ktoś ją woła.

- Sam! – zawołała z uśmiechem widząc chłopaka.

- Słyszysz co leci? – zapytał

- Guns ‘n Roses! – ucieszyła się – Czy ja przypadkiem nie miałam z tobą zatańczyć?

- Tak, jest to możliwe. – brunet złapał ją za rękę i pociągnął na parkiet.

Zaczęli się lekko poruszać w rytm piosenki. Dłonie Sama swobodnie dotykały bioder Hermiony, a ta ręce lekko zarzuciła mu na szyję.

- Czy nie mówiłem ci, że jesteś urocza?

- Nie mówiłeś. I nie jestem.

- Ależ jesteś! Każdy ci to powie. – zaśmiał się chłopak.

- Załóżmy się. – palnęła zanim pomyślała co tak właściwie mówi.

- Okej, ale o co? – Sam podniósł brwi ze zdziwieniem.

- O zgrzewkę kremowego piwa. Co ty na to?

Brunet kiwnął głową i wziął dziewczynę za rękę. Kątem oka spojrzał na reakcję szatynki, jednak ona widocznie nie miała nic przeciwko i z uśmiechem szła przed siebie. Dotarli do stolika grupki Puchonów.

- Hej, Cornelia..- przywitał się Sam z jedną z dziewczyn – Mam sprawę do chłopaków.

- Słuchamy. – powiedział jeden z domu Helgi Hufflepuff.

- Czy uważacie że ta oto niewiasta – wskazał na Hermionę – jest urocza?

- Jest… Znaczy ma coś w sobie. – powiedział ten sam chłopak, na co reszta pokiwała głowami.

Brunet zaczął liczyć osoby.

- 5,6,7 … no piękna, jest 7:0 dla mnie.- zaśmiał się, na co Miona pokazała mu język, ale po chwili również się zaśmiała. – Chodźmy dalej.

Pożegnali się z Puchonami i ruszyli dalej. Pytali jeszcze paru osób i w końcu Sam wygrywał 16:0. Nagle szatynka zobaczyła grupkę swoich przyjaciół. Jej partner podążył za jej wzrokiem. 
- Znasz ich? - zapytał - No tak, przecież to Weasley'owie...
- Co masz do nich? - zapytała ze zdziwieniem.
- Nic. - skłamał Sam - Chcesz to zapytamy się ich...
- Okej. - pociągnęła Sama za sobą i po chwili już stała przy swoich przyjaciołach z Gryffindoru. - Hej, to jest Sam. Krukon. - przedstawiła chłopaka.
- Hej Sam. - przywitał sie George z wyciągniętą ręką, którą brunet lekko potrząsnął. - Widzę, że wyrywasz niezłe laski. - zaśmiał się.
- To jest George, nie słuchaj go. - również zaśmiała się Ginny. - A ja jestem Ginny. Miło cię poznać. 
- Wiecie... My tu przyszliśmy się was o coś zapytać... - zaczął Sam.
- Och, oczywiście. Macie moje błogosławieństwo! - palnął rudzielec.
- Zamknij się George! - siostra walnęła go w ramię. - No, o co chodzi?
- Założyłem się z Hermioną...
- Miona i zakłady? No no, nie znałem jej od tej strony. - zaśmiał się George, na co Ruda jeszcze mocniej walnęła go w ramię - Auć! Czy ty możesz przestać mnie bić?
- Nie. - warknęła Ginny - Jeśli się nie uciszysz.
- A więc, założyłem się i na razie wygrywam. - Sam uśmiechnął się. - I dlatego odpowiedzcie mi, czy ona jest urocza? 
- Jest. - odpowiedział rudzielec, a za nim poszedł Ron, Neville, Dean i Seamus. 
- To mamy 21:0. - westchnęła Hermiona. - Kupuję ci zgrzewkę piwa. 
- Mówiłem przecież. - uśmiechnął się brunet.
Nagle, nie wiadomo skąd obok grupki przyjaciół pojawił się Fred. Miona spojrzała na niego. Wyglądał strasznie. Miał napuchnięte oczy od płaczu. Szatynce zrobiło się przykro, chciała go przytulić , ale wiedziała że po tym co mu powiedziała nie może tak postąpić. 
- George, chodź ze mną. - złapał brata za łokieć. Po chwili oby dwoje zniknęli im w tłumie. 

* * *
Z perspektywy Freda...

Razem z bratem bliźniakiem, Fred ruszył w głąb zamku. Szli i szli. Rudzielec chciał się jak najbardziej oddalić od Wielkiej Sali. Nie chciał słyszeć tej muzyki, tych śmiechów. Nie miał nastroju do tego. Nagle stanął i odwrócił się w stronę brata, a ten zapytał:
- Co cię tak dobiło? 
- Hermiona. 
George westchnął. 
- Co źle zrobiłeś? - zapytał
- Chyba wszystko. Powiedziałem że ją kocham, pocałowałem, trochę nakrzyczałem, potem znowu pocałowałem... Tak, to wszystko mogłem zachować dla siebie...
- Nie mogłeś. Nie wytrzymałbyś. - położył mu rękę na ramieniu. - Walcz o nią. Jeśli zobaczy że się poddałeś, to zupełnie cię oleje. 
- Nie chcę się narzucać...
- Czy ja dobrze słyszę? Zawsze walczyłeś o laski! Co się nagle stało, że ci się nie chce?
- Przecież to Hermiona... znam ją od bardzo długiego czasu. Traktuję ją jak siostrę. Siostry nie powinno się tak kochać.
- Słuchaj. Masz tylko jedną siostrę  i jest nią Ginny. Nie Hermiona. 
- Ale...
- Walcz o nią baranie, bo ten Krukon ci ją zabierze! Do jasnej cholery, nie widzisz jak on na nią patrzy, pragnie jej tak samo jak ty. Pokaż jej, że możesz jej dać więcej niż ten cały Sam!
George odszedł, pozostawiając Freda samego z głową pełną pytań bez odpowiedzi.