sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział III : "Mam nadzieję że się udławisz."

- Ginny ! - zawołał Lee Jordan, na którego twarzy malowało się przerażenie – Fred jest w skrzydle szpitalnym!
- CO ?! - krzyknęły przyjaciółki.
- Biegnijcie tam, a ja powiem Harry'emu i Ronowi.
Ginn złapała Hermionę za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. Biegły ile sił w nogach, co chwila wpadając na innych uczniów zmierzających do Wielkiej Sali na śniadanie. W powietrzu unosił się zapach wielu pysznych potraw, ale oby dwóm było teraz co innego w głowie – chciały jak najszybciej zobaczyć Freda.
Kiedy dotarły do skrzydła szpitalnego, głęboko odetchnęły i weszły do białego pomieszczenia. Po lewej stronie od wejścia stał George, który pochylał się nad łóżkiem, na którym prawdopodobnie leżał jego brat. Dziewczyny cicho podeszły, bojąc się że chory może spać.
Hermiona nie wiedziała czego ma się spodziewać, kiedy zajrzy za kotarę. Jednak, trzymając Ginny za rękę przeszła obok białego płótna i od razu przystanęła przerażona, tym co zobaczyła.
Twarz Freda była cała poparzona ; tak samo ręce które leżały na białej kołdrze. Chłopak spał, ale mimo to na jego twarzy nadal był półuśmiech.
- Co mu się stało? - zapytała Ruda.
- Trochę... nam eksperyment nie wyszedł. - odpowiedział zasmucony George.
- Magiczne Dowcipy Weasley'ów ?! - Miona spojrzała z przerażeniem na zdrowego bliźniaka.
- No .. tak. - powiedział .
- Boże ! CZY WY CHODŹ RAZ MOŻECIE NA SIEBIE UWAŻAĆ ?! - krzyknęła brązowowłosa, zupełnie nie panując nad sobą. Niestety, obudziła tym Freda.
- Co jest … ? - zapytał rudowłosy zaspanym głosem.
- To jest że jesteś idiotą. - powiedziała Hermi – Tak samo jak twój brat!
Spojrzała na jednego, potem na drugiego i wyszła dziarskim krokiem z sali. Szła przed sobie, nie wiedząc dokładnie gdzie prowadzą ją nogi i myślała. Martwiła się o Freda, był jej przyjacielem; jednym z niewielu osób na której jej naprawdę zależało. A on akceptował ją taka jaka była – trochę dziwna, ale bardzo mądra. Nie było jej obojętne bezpieczeństwo tego rudzielca, tak samo jak bezpieczeństwo Ginny, Rona, Harry'ego czy George'a. Zależało jej na jego szczęściu. Po za tym czuła się przy nim szczęśliwa i lubiła z nim przebywać, kiedy przyjeżdżała na wakacje do Nory.
Nagle ktoś złapał ją lekko szczupłą dłonią za ramię. Odwróciła się i przytuliła do tej osoby.
- Ginny … - szepnęła szatynka – Jesteś.
- No jestem, jestem. - potwierdziła Ruda – Powiesz mi o co chodzi?
- Martwię się o niego... O nich... O was wszystkich.
- Ja też się martwię. I uważam że moi dwaj starsi bracia powinni w końcu trochę wydorośleć. - zaśmiała się – Wrócisz tam ze mną?
Miona kiwnęła głową i trzymając się za ręce wróciły do skrzydła szpitalnego.

* * *
Za zgodą profesora Dumbledore'a wszyscy Weasley'owie, Harry i Hermiona zostali zwolnieni z lekcji z powodu przypadłości Freda.
Koło pory lunchu do Hogwartu przybyli państwo Weasley'owi razem z Billem który akurat był w Norze kiedy zostali poinformowali o tym co się stało. Pierwszą rzeczą jaką Molly powiedziała po wejściu do białej sali było „A nie mówiłam że to się kiedyś źle skończy”. Potem bliźniacy wysłuchali kazania na temat „Dlaczego nigdy nie słuchają matki” oraz „Jacy oni są lekkomyślni” Ku zdziwieniu wszystkich (nawet pani Weasley) Artur stanął po jej stronie i ze złością, ale również niepokojem w oczach powiedział Fredowi i George'owi, że powinni słuchać matki, bo „ma większe doświadczenie w życiu” niż oni.
Potem dyrektor zaprosił ich na herbatę i kiedy młodzież została sama, Fred zapytał:
- Czy wyglądam dużo gorzej niż wyglądałem?
To wywołało śmiech u wszystkich, co trochę rozluźniło atmosferę. Jedynie Hermiona się nie śmiała; nadal była obrażona na bliźniaków za ich głupotę.
- Hej, Miona! Przecież nic mi nie jest! Żyję! - powiedział do niej Fred.
- Taa, nic ci nie jest... - westchnęła dziewczyna.
- No przecież spójrz na mnie. - chłopak uśmiechnął się do niej jak tylko najładniej umiał – Pani Pomfrey powiedziała że jeszcze dzisiaj d ami jakiś eliksir na te poparzenia.
Hermiona chciała mu coś odpowiedzieć, ale jak na zawołanie ze swojego gabinetu wyszła pielęgniarka z buteleczką pełną prawie przezroczystego płynu.
- Mam nadzieję że się udławisz. - warknęła do rudego Hermiona, a ten tylko się do niej uśmiechnął.
- Ostrzegam że jest to jeden z najgorszych w smaku eliksirów. - powiedziała pani Pomfrey, nalewając dokładnie odmierzoną część do szklanki.
- Gorszy od Eliksiru Wielosokowego? - zapytał Ron.
- Dużo gorszy. - westchnęła pielęgniarka.
- Oj, stary. Współczuję. - powiedział Harry, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Fred wziął szklankę z płynem i za jednym razem wypił wszystko. Skrzywił się niemiłosiernie, ale po chwili na jego usta znowu powrócił uśmiech.
- Dobre ? - zapytał George
- Okropne. - wydyszał bliźniak.
- Zaraz powinno zacząć działać. - powiedziała lekarka i wróciła do swojego gabinetu.
Nagle, tak jak powiedziała, z twarzy i rąk Freda zaczęły znikać poparzenia. Po chwili została mu tylko jedna blizna na policzku.
- No, przynajmniej teraz będzie można was rozróżnić. - zaśmiała się Ginny.
- Tym razem wam się upiekło, ale nie liczcie że możecie w nieskończoność igrać ze śmiercią. - powiedziała Miona i wyszła z sali.
Kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi zaczęła biec ile sił w nogach. Korytarze Hogwartu były puste; były przecież lekcje. W końcu dobiegła do wieży Gryffindoru.
- Błyskotki. - wysapała do Grubej Damy, a ta otworzyła jej przejście.
W pokoju wspólnym także świeciło pustkami, jednak dziewczyna nie została tam tylko pobiegła do dormitorium. Gdy tylko się tam znalazła przestała nad sobą panować. Z jej oczu popłynęły łzy. Ona sama rzuciła się na łóżko, zakrywając się kotarą i przez parę minut po prostu leżała nie myśląc o niczym oprócz tego, że z jej poduszki można by było wyciskać już łzy.
Nagle trochę się uspokoiła i zaczęła myśleć nad tym, jak bardzo jej zależy na Fredzie. Ona sama nie wiedziała co, ale jednak coś ciągnęło ją do tego chłopaka. On zawsze wydawał jej się inny niż jego brat bliźniak. Jakby bardziej wrażliwy i bardziej podatny na zranienia. Czasem Ginny nawet wydawała jej się bardziej silna niż on. Może właśnie dlatego za wszelką cenę chciała go ochronić. Potrafiła przełożyć jego bezpieczeństwo nad swoje.
To nie tak, że ona go kochała. Nie chciała tego. Nie chciała miłości. A w szczególności nie chciała się zakochać w Fredzie. Bała się odrzucenia z jego strony. Jej serce i psychika nie wytrzymały by takiego bólu.
W pewnym momencie usłyszała skrzypnięcie drzwi.
- Hermiona? - usłyszała głos przyjaciółki
Dziewczyna przetarła oczy, ale nic nie odpowiedziała. Wiedziała że w końcu Ginny zajrzy za kotarę. I nie myliła się. Ruda bez pytania weszła do niej na łóżko.
- Kochanie co się stało? - zapytała, widząc zapłakaną twarz szatynki.
Miona nic nie odpowiedziała; z jej oczu znowu zaczęły lecieć łzy.
Ginn szybkim ruchem starła jej łzy z policzków i przytuliła do siebie.
- Chcesz mi o tym powiedzieć?
- A chcesz tego słuchać?
- Ciebie zawsze.
- Zależy mi.
- Na czym bądź kim?
- Na Weasley'u.
- Wiesz... Weasley'ów znam wielu. - zaśmiała się co wywołało uśmiech na twarzy szatynki. - Mozę jakaś podpowiedź?
- Podpowiedź? Hmm... Jest to twój starszy brat.
- Czekaj, czekaj. Niech się zastanowię. Ron? Fred? George? Percy? Bill? Charlie?
- Tak.
- Robi się ciekawie.
Oby dwie się zaśmiały. Dla Hermiony było to bardzo fajne uczucie, w szczególności że jeszcze kilka minut temu wypłakiwała się w poduszkę. Ale tak działało no nią towarzystwo przyjaciółki; zawsze przy niej czuła się radosna i śmiała się do rozpuku.
- Możesz bardziej okreslić tego Weasley'a?
- Jest rudy.
- Tyle wiem. Ale teraz serio, powiedz mi w końcu.
- On ma brata.
- Och, wiem że ma. - to owijanie w bawełnę zaczynała trochę Rudą nudzić.
- Bliźniaka.
- To wszystko zmienia. - Ginny uśmiechnęła się od ucha do ucha. - Czyżby mnie intuicja nie myliła, że jest to nasz wielce poszkodowany, leżący w skrzydle szpitalnym, z blizną na policzku – Fred?
- Tak, to on. - westchnęła Hermiona.
- Czemu wzdychasz? Nie chcesz tego fajnego uczucia? Tych motyli w brzuchu i całej reszty?
- To wcale nie jest fajne uczucie.
- Ależ jest! Wiem to, bo mam tak za każdym razem kiedy widzę Harry'ego.
- Tak, ale ty masz tą pewność że on czuje to samo. Ja nie mam.
- A jakbyś miała?
- Co masz na myśli?
- Nic. - odpowiedziała jej Ginny i szybko wyskoczyła z łóżka.
Miona nawet się nie obejrzała, a jej już nie było w pokoju.

 * * *
Dziękuję Martynie, admince na stronie "Co jak co, ale Harry'ego Pottera to ja kocham", za to że mnie wspiera i wyczekuje każdego mojego rozdziału.♥
Po za tym dziękuję Klaudii mojej BFF, za to że po prostu jest! ♥ 
* * * 
Jeśli ktos to czyta, prosze niech zostawi komentarz. Dla mnie to wiele znaczy! :)

Dominika! ♥  


1 komentarz:

  1. Łał, genialne. Większość FF potterowskich jakich czytalam, były krótkie, banalne, niemożliwe,bez sensu, za szybko działa się akcja. U cb jest odwrotnie. Jest dopiero 3 rozdział, a ja już jestem pewna, że będę to czytać. Nie przestawaj pisać, bo masz talent. A fani przyjdą z czasem. Trzeba tylko trochę zareklamować tw bloga. Mam wolny poniedziałek, więc pokaże tego bloga w różnych miejscach i różnym osobom. Myślę, że będziesz miała wielu czytelników. Pozdrawiam ~Asia

    OdpowiedzUsuń