- Ginny ! - zawołał Lee Jordan, na którego twarzy malowało się
przerażenie – Fred jest w skrzydle szpitalnym!
- CO ?! - krzyknęły przyjaciółki.
- Biegnijcie tam, a ja powiem Harry'emu i Ronowi.
Ginn złapała Hermionę za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia.
Biegły ile sił w nogach, co chwila wpadając na innych uczniów
zmierzających do Wielkiej Sali na śniadanie. W powietrzu unosił
się zapach wielu pysznych potraw, ale oby dwóm było teraz co
innego w głowie – chciały jak najszybciej zobaczyć Freda.
Kiedy dotarły do skrzydła szpitalnego, głęboko odetchnęły i
weszły do białego pomieszczenia. Po lewej stronie od wejścia stał
George, który pochylał się nad łóżkiem, na którym
prawdopodobnie leżał jego brat. Dziewczyny cicho podeszły, bojąc
się że chory może spać.
Hermiona nie wiedziała czego ma się spodziewać, kiedy zajrzy za
kotarę. Jednak, trzymając Ginny za rękę przeszła obok białego
płótna i od razu przystanęła przerażona, tym co zobaczyła.
Twarz Freda była cała poparzona ; tak samo ręce które leżały na
białej kołdrze. Chłopak spał, ale mimo to na jego twarzy nadal
był półuśmiech.
- Co mu się stało? - zapytała Ruda.
- Trochę... nam eksperyment nie wyszedł. - odpowiedział zasmucony
George.
- Magiczne Dowcipy Weasley'ów ?! - Miona spojrzała z przerażeniem
na zdrowego bliźniaka.
- No .. tak. - powiedział .
- Boże ! CZY WY CHODŹ RAZ MOŻECIE NA SIEBIE UWAŻAĆ ?! -
krzyknęła brązowowłosa, zupełnie nie panując nad sobą.
Niestety, obudziła tym Freda.
- Co jest … ? - zapytał rudowłosy zaspanym głosem.
- To jest że jesteś idiotą. - powiedziała Hermi – Tak samo jak
twój brat!
Spojrzała na jednego, potem na drugiego i wyszła dziarskim krokiem
z sali. Szła przed sobie, nie wiedząc dokładnie gdzie prowadzą ją
nogi i myślała. Martwiła się o Freda, był jej przyjacielem;
jednym z niewielu osób na której jej naprawdę zależało. A on
akceptował ją taka jaka była – trochę dziwna, ale bardzo mądra.
Nie było jej obojętne bezpieczeństwo tego rudzielca, tak samo jak
bezpieczeństwo Ginny, Rona, Harry'ego czy George'a. Zależało jej
na jego szczęściu. Po za tym czuła się przy nim szczęśliwa i
lubiła z nim przebywać, kiedy przyjeżdżała na wakacje do Nory.
Nagle ktoś złapał ją lekko szczupłą dłonią za ramię.
Odwróciła się i przytuliła do tej osoby.
- Ginny … - szepnęła szatynka – Jesteś.
- No jestem, jestem. - potwierdziła Ruda – Powiesz mi o co chodzi?
- Martwię się o niego... O nich... O was wszystkich.
- Ja też się martwię. I uważam że moi dwaj starsi bracia powinni
w końcu trochę wydorośleć. - zaśmiała się – Wrócisz tam ze
mną?
Miona kiwnęła głową i trzymając się za ręce wróciły do
skrzydła szpitalnego.
* * *
Za zgodą profesora Dumbledore'a wszyscy Weasley'owie, Harry i
Hermiona zostali zwolnieni z lekcji z powodu przypadłości Freda.
Koło pory lunchu do Hogwartu przybyli państwo Weasley'owi razem z
Billem który akurat był w Norze kiedy zostali poinformowali o tym
co się stało. Pierwszą rzeczą jaką Molly powiedziała po wejściu
do białej sali było „A nie mówiłam że to się kiedyś źle
skończy”. Potem bliźniacy wysłuchali kazania na temat
„Dlaczego nigdy nie słuchają matki” oraz „Jacy oni są
lekkomyślni” Ku zdziwieniu wszystkich (nawet pani Weasley) Artur
stanął po jej stronie i ze złością, ale również niepokojem w
oczach powiedział Fredowi i George'owi, że powinni słuchać matki,
bo „ma większe doświadczenie w życiu” niż oni.
Potem dyrektor zaprosił ich na herbatę i kiedy młodzież została
sama, Fred zapytał:
- Czy wyglądam dużo gorzej niż wyglądałem?
To wywołało śmiech u wszystkich, co trochę rozluźniło
atmosferę. Jedynie Hermiona się nie śmiała; nadal była obrażona
na bliźniaków za ich głupotę.
- Hej, Miona! Przecież nic mi nie jest! Żyję! - powiedział do
niej Fred.
- Taa, nic ci nie jest... - westchnęła dziewczyna.
- No przecież spójrz na mnie. - chłopak uśmiechnął się do niej
jak tylko najładniej umiał – Pani Pomfrey powiedziała że
jeszcze dzisiaj d ami jakiś eliksir na te poparzenia.
Hermiona chciała mu coś odpowiedzieć, ale jak na zawołanie ze
swojego gabinetu wyszła pielęgniarka z buteleczką pełną prawie
przezroczystego płynu.
- Mam nadzieję że się udławisz. - warknęła do rudego Hermiona,
a ten tylko się do niej uśmiechnął.
- Ostrzegam że jest to jeden z najgorszych w smaku eliksirów. -
powiedziała pani Pomfrey, nalewając dokładnie odmierzoną część
do szklanki.
- Gorszy od Eliksiru Wielosokowego? - zapytał Ron.
- Dużo gorszy. - westchnęła pielęgniarka.
- Oj, stary. Współczuję. - powiedział Harry, ledwo powstrzymując
się od śmiechu.
Fred wziął szklankę z płynem i za jednym razem wypił wszystko.
Skrzywił się niemiłosiernie, ale po chwili na jego usta znowu
powrócił uśmiech.
- Dobre ? - zapytał George
- Okropne. - wydyszał bliźniak.
- Zaraz powinno zacząć działać. - powiedziała lekarka i wróciła
do swojego gabinetu.
Nagle, tak jak powiedziała, z twarzy i rąk Freda zaczęły znikać
poparzenia. Po chwili została mu tylko jedna blizna na policzku.
- No, przynajmniej teraz będzie można was rozróżnić. - zaśmiała
się Ginny.
- Tym razem wam się upiekło, ale nie liczcie że możecie w
nieskończoność igrać ze śmiercią. - powiedziała Miona i wyszła
z sali.
Kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi zaczęła biec ile sił w
nogach. Korytarze Hogwartu były puste; były przecież lekcje. W
końcu dobiegła do wieży Gryffindoru.
- Błyskotki. - wysapała do Grubej Damy, a ta otworzyła jej
przejście.
W pokoju wspólnym także świeciło pustkami, jednak dziewczyna nie
została tam tylko pobiegła do dormitorium. Gdy tylko się tam
znalazła przestała nad sobą panować. Z jej oczu popłynęły łzy.
Ona sama rzuciła się na łóżko, zakrywając się kotarą i przez
parę minut po prostu leżała nie myśląc o niczym oprócz tego, że
z jej poduszki można by było wyciskać już łzy.
Nagle trochę się uspokoiła i zaczęła myśleć nad tym, jak
bardzo jej zależy na Fredzie. Ona sama nie wiedziała co, ale jednak
coś ciągnęło ją do tego chłopaka. On zawsze wydawał jej się
inny niż jego brat bliźniak. Jakby bardziej wrażliwy i bardziej
podatny na zranienia. Czasem Ginny nawet wydawała jej się bardziej
silna niż on. Może właśnie dlatego za wszelką cenę chciała go
ochronić. Potrafiła przełożyć jego bezpieczeństwo nad swoje.
To nie tak, że ona go kochała. Nie chciała tego. Nie chciała
miłości. A w szczególności nie chciała się zakochać w Fredzie.
Bała się odrzucenia z jego strony. Jej serce i psychika nie
wytrzymały by takiego bólu.
W pewnym momencie usłyszała skrzypnięcie drzwi.
- Hermiona? - usłyszała głos przyjaciółki
Dziewczyna przetarła oczy, ale nic nie odpowiedziała. Wiedziała że
w końcu Ginny zajrzy za kotarę. I nie myliła się. Ruda bez
pytania weszła do niej na łóżko.
- Kochanie co się stało? - zapytała, widząc zapłakaną twarz
szatynki.
Miona nic nie odpowiedziała; z jej oczu znowu zaczęły lecieć łzy.
Ginn szybkim ruchem starła jej łzy z policzków i przytuliła do
siebie.
- Chcesz mi o tym powiedzieć?
- A chcesz tego słuchać?
- Ciebie zawsze.
- Zależy mi.
- Na czym bądź kim?
- Na Weasley'u.
- Wiesz... Weasley'ów znam wielu. - zaśmiała się co wywołało
uśmiech na twarzy szatynki. - Mozę jakaś podpowiedź?
- Podpowiedź? Hmm... Jest to twój starszy brat.
- Czekaj, czekaj. Niech się zastanowię. Ron? Fred? George? Percy?
Bill? Charlie?
- Tak.
- Robi się ciekawie.
Oby dwie się zaśmiały. Dla Hermiony było to bardzo fajne uczucie,
w szczególności że jeszcze kilka minut temu wypłakiwała się w
poduszkę. Ale tak działało no nią towarzystwo przyjaciółki;
zawsze przy niej czuła się radosna i śmiała się do rozpuku.
- Możesz bardziej okreslić tego Weasley'a?
- Jest rudy.
- Tyle wiem. Ale teraz serio, powiedz mi w końcu.
- On ma brata.
- Och, wiem że ma. - to owijanie w bawełnę zaczynała trochę
Rudą nudzić.
- Bliźniaka.
- To wszystko zmienia. - Ginny uśmiechnęła się od ucha do ucha. -
Czyżby mnie intuicja nie myliła, że jest to nasz wielce
poszkodowany, leżący w skrzydle szpitalnym, z blizną na policzku –
Fred?
- Tak, to on. - westchnęła Hermiona.
- Czemu wzdychasz? Nie chcesz tego fajnego uczucia? Tych motyli w
brzuchu i całej reszty?
- To wcale nie jest fajne uczucie.
- Ależ jest! Wiem to, bo mam tak za każdym razem kiedy widzę
Harry'ego.
- Tak, ale ty masz tą pewność że on czuje to samo. Ja nie mam.
- A jakbyś miała?
- Co masz na myśli?
- Nic. - odpowiedziała jej Ginny i szybko wyskoczyła z łóżka.
Miona nawet się nie obejrzała, a jej już nie było w pokoju.
* * *
Dziękuję Martynie, admince na stronie "Co jak co, ale Harry'ego Pottera to ja kocham", za to że mnie wspiera i wyczekuje każdego mojego rozdziału.♥
Po za tym dziękuję Klaudii mojej BFF, za to że po prostu jest! ♥
* * *
Jeśli ktos to czyta, prosze niech zostawi komentarz. Dla mnie to wiele znaczy! :)
Dominika! ♥
Łał, genialne. Większość FF potterowskich jakich czytalam, były krótkie, banalne, niemożliwe,bez sensu, za szybko działa się akcja. U cb jest odwrotnie. Jest dopiero 3 rozdział, a ja już jestem pewna, że będę to czytać. Nie przestawaj pisać, bo masz talent. A fani przyjdą z czasem. Trzeba tylko trochę zareklamować tw bloga. Mam wolny poniedziałek, więc pokaże tego bloga w różnych miejscach i różnym osobom. Myślę, że będziesz miała wielu czytelników. Pozdrawiam ~Asia
OdpowiedzUsuń