10 minut wcześniej z
perspektywy Freda...
Wszyscy w pokoju wspólnym
super się bawili, tańcząc do bardzo skocznych piosenek Fatalnych
Jędz.
Fred co chwila, mimo woli
spoglądał na Hermionę. Było w niej coś, co pociągało chłopaka.
W pewnym momencie, trochę za bardzo się zapatrzył i nie chcący
wpadł na Harry'ego.
- Przepraszam stary. -
przeprosił go.
Nagle poczuł jak ktoś
lekko szturcha go w bok. Popatrzył w bok, jednak nikogo nie
zauważył. Jednak wzrok ciągnął go na dół. I nie mylił się.
Obok niego stało dwóch malutkich pierwszoroczniaków z tacą pełną
szklanek z wodą.
- Chcesz? - zapytał jeden
piskliwym głosikiem.
- Jasne. - odpowiedział
Fred i sięgnął po szklankę.
Popijając wodę, zauważył
brak Hermiony i George'a. Rozejrzał się i zauważył ową Gryfonkę
i swojego brata … trzymających się za ręce.
Nie wiedząc kiedy szklanka
wypadła Fredowi z rąk, robiąc okropny hałas. Nagle wszyscy
spojrzeli w jego stronę z przerażeniem. Chłopak spostrzegł kątem
oka rozbitą szklankę na dywanie, ale nie przejął się szkodami,
tylko wybiegł na korytarz Hogwartu. Biegł ile sił w nogach. W
pewnym momencie usłyszał wołanie George'a. Mimo tego, że gotowało
się w nim , to przystanął i poczekał na brata. Po chwili
rudowłosy dogonił go.
- Fred... - powiedział,
łapiąc bliźniaka za ramię. Ten jednak strzepnął jego rękę.
- O co... ?
- O CO MI CHODZI ?! - wydarł
się Fred – Ty jeszcze nie wiesz o co mi chodzi? Przez pół roku
ci się zwierzałem, a ty tak perfidnie wbijasz mi sztylet w serce!
George westchnął.
- Hermiona? - zapytał.
- Tak. Hermiona. - prychnął
wyższy z bliźniaków.
- Przecież wiesz, że ja ją
tylko lubię.
- Nie, nie wiem. To ja się
tobie ciągle wyżalam, bo ty nie mówisz mi prawie nic, co ci siedzi
w tym pustym, rudym łbie!
- Fred! Ja jej nie kocham.
To chciałeś usłyszeć, to masz! Od zawsze jest Angelina. - George
westchnął .
- Angelina? - zadziwił się
– To dlaczego...?
- Dlaczego nie zaprosiłem
jej na bal? Bo ty ją zaprosiłeś, a ja nie chciałem wam
przeszkadzać.
Fred spuścił głowę i
szepnął tylko ciche ' przepraszam ' , a jego brat przytulił go do
siebie.
- Co ja widzę... -
usłyszeli za sobą głos. Osoba ta przeciągała głoski, więc
musiał to być...
- Malfoy... - warknął
George, odsuwając się od brata.
- Wiecie jak to się nazywa?
Kaziroctwo... - blondyn zasmiał się a stojący za nim jego dwaj
osiłki, zawtórowali mu swoimi tubalnymi głosami.
- Albo się zamkniesz
Malfoy, albo za tydzień własna matka cię nie pozna – tym razem
zaśmiał się Fred, a zaraz po nim jego brat bliźniak.
- Hmm... - Malfoy westchnął
– Widzę, że gróźb uczycie się od młodszego Weasley'a i jego
przyjaciela od siedmiu boleści – Pottera.
Kiedy Draco ucichł,
usłyszeli lekkie kroki na posadzce korytarza i po chwili obok
bliźniaków stanęła Hermiona.
- Oo ! I jeszcze wasza
przyjaciółka szlama się
przypałętała. - na twarzy blondasa pojawił się szyderczy
uśmiech.
Miona
spojrzała na Ślizgona z politowaniem
-
Och, Malfoy... Widzę, że płyta ci się zacięła.
Tylko szlama , szlama i
szlama. Gardzę takimi jak ty –
powiedziała, a arystokracie zszedł uśmiech z twarzy.
Chłopak
próbował coś powiedzieć, jednak z jego ust nie dobywał się
żaden odgłos.
-
Chodźcie chłopcy, bo widzę, że nasz rozmówca nabrał wody w
usta. - zaśmiała się Hermiona, odwróciła się na pięcie łapiąc
braci Weasley'ów za ręce i ciągnąc ich za sobą, odeszła.
* * *
-
Gdzie wy byliście ? -
wykrzyknęła Ginny, kiedy tylko Hermiona, Fred i George weszli do
pokoju wspólnego, który był prawie pusty. Widocznie wszyscy udali
się już do dormitoriów żeby iść spać.
- Ach,
zrobiliśmy sobie małą przechadzkę po zamku i spotkaliśmy trójkę
idiotów... - powiedział George i razem z Hermioną opowiedzieli
przyjaciołom, co się wydarzyło na korytarzu w Hogwarcie.
Kiedy
już wszyscy pozachwycali się interwencją Miony, Ginny udała się
na spoczynek. Po paru minutach w jej ślady poszli Ron i Harry.
W
pokoju wspólnym zostali więc bliźniacy i Hermiona, która zbierała
książki.
- Pomóc
ci? - zapytał ją Fred
- Nie,
już kończę. - odpowiedziała mu brązowowłosa i posłała jeden z
najpiękniejszych uśmiechów.
Jednak
rudzielec nie posłuchał przyjaciółki i jednym zaklęciem
('Accio!') przywołał
książki które posłusznie wylądowały na jego rękach.
Miona,
ze stertą książek na rękach ruszyła w stronę swojego
dormitorium, a chłopak poszedł za nią. Kiedy już miała skręcać
na schody prowadzące do dormitoriów dziewcząt, odwróciła się do
chłopaka.
- Czemu
idziesz za mną? - zapytała go z uśmiechem
-
Asekuruję cię. - odpowiedział z napytanie z jeszcze większym
uśmiechem na ustach niż miała dziewczyna.
- A
czemu?
- Jakaś
ty ciekawska... - chłopak pokręcił głową, jak rodzic nad
dzieckiem, które coś zbroiło.
- Nie
odpowiedziałeś mi na pytanie...
- Może
temu, że nie chcę by tak pięknej twarzyczce się coś stało. -
powiedział i od razu na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
'
Jak on pięknie wygląda jak się zawstydza...' pomyślała
Miona, jednak po chwili przywołała myśli do porządku.
-
Nie potrzebnie się fatygujesz – powiedziała i uśmiechnęła się
do niego.
Chłopak
odpowiedział jej również tym samym, ale jakby mniej pewniej niż
wcześniej.
Hermiona
odwróciła się i ruszyła schodami ku górze. Kiedy weszła do
dormitorium zastała tam bardzo rzadkie zjawisko. Ciszę. Wszystkie
jej koleżanki spały jak zabite. Nie chcąc ich obudzić, przebrała
się i po chwili leżenia w łóżku, ziewnęła przeciągle i oddała
się w objęcia Morfeusza.
*
* *
Kolejny
dzień rozpoczął się piękną, słoneczną pogodą jak na czerwiec
przystało, więc kiedy Hermiona rozsunęła kotarę została
oślepiona przez słońce. Rozejrzała się. Wszystkie jej
współlokatorki jeszcze spały, a ona sięgnęła do kufra i
wyciągnęła ubrania. Jak najciszej umiała, przeszła do łazienki.
Kiedy już umyła zęby, rozczesała jak codziennie niesforne włosy
i założyła luźny top na ramiączkach, długie bordowe rurki i
ulubione czarne trampki, usłyszała zza drzwi głos Ginny.
-
Hermi, wychodź! Nie mieszkasz tu sama.
Brązowowłosa
uśmiechnęła się do lustra ukazując szereg równych białych
zębów (dzieło rodziców- dentystów) i wyszła z łazienki,
wpuszczając do niej rudą przyjaciółkę.
Przywitała
się po kolei z przyjaciółkami, sięgnęła po szatę i wyszła.
Było
jeszcze około pół godziny do śniadania, więc usiadła na
ulubionej kanapie naprzeciwko kominka. Palił się w nim ogień, co
oznaczało, że w nocy były tu skrzaty.
W
końcu, po paru minutach do pokoju wspólnego zaczęli schodzić się
Gryfoni. Jedni zajmowali powoli miejsca do siedzenia, mając w
zamiarze tak jak Hermiona czekać na przyjaciół, drudzy zaś od
razu wychodzili przez dziurę pod portretem.
W
pewnym momencie, obok dziewczyny usiadła Ginny.
-
Myślisz że zrobią nam dzisiaj jakieś lekcje? - zapytała Ruda.
-
Może. - uśmiechnęła się Miona – Chociaż wolałabym iść do
Hogsmeade lub poopalać się na błoniach.
Przyjaciółki
uśmiechnęły się siebie, gdy nagle do pokoju wpadł Lee Jordan,
najlepszy przyjaciel bliźniaków.
-
Ginny! - zawołał , a na jego twarzy malowało się przerażenie –
Fred jest w skrzydle szpitalnym!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz