czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział II : 'Nie odpowiedziałeś mi na pytanie'

10 minut wcześniej z perspektywy Freda...

Wszyscy w pokoju wspólnym super się bawili, tańcząc do bardzo skocznych piosenek Fatalnych Jędz.
Fred co chwila, mimo woli spoglądał na Hermionę. Było w niej coś, co pociągało chłopaka. W pewnym momencie, trochę za bardzo się zapatrzył i nie chcący wpadł na Harry'ego.
- Przepraszam stary. - przeprosił go.
Nagle poczuł jak ktoś lekko szturcha go w bok. Popatrzył w bok, jednak nikogo nie zauważył. Jednak wzrok ciągnął go na dół. I nie mylił się. Obok niego stało dwóch malutkich pierwszoroczniaków z tacą pełną szklanek z wodą.
- Chcesz? - zapytał jeden piskliwym głosikiem.
- Jasne. - odpowiedział Fred i sięgnął po szklankę.
Popijając wodę, zauważył brak Hermiony i George'a. Rozejrzał się i zauważył ową Gryfonkę i swojego brata … trzymających się za ręce.
Nie wiedząc kiedy szklanka wypadła Fredowi z rąk, robiąc okropny hałas. Nagle wszyscy spojrzeli w jego stronę z przerażeniem. Chłopak spostrzegł kątem oka rozbitą szklankę na dywanie, ale nie przejął się szkodami, tylko wybiegł na korytarz Hogwartu. Biegł ile sił w nogach. W pewnym momencie usłyszał wołanie George'a. Mimo tego, że gotowało się w nim , to przystanął i poczekał na brata. Po chwili rudowłosy dogonił go.
- Fred... - powiedział, łapiąc bliźniaka za ramię. Ten jednak strzepnął jego rękę.
- O co... ?
- O CO MI CHODZI ?! - wydarł się Fred – Ty jeszcze nie wiesz o co mi chodzi? Przez pół roku ci się zwierzałem, a ty tak perfidnie wbijasz mi sztylet w serce!
George westchnął.
- Hermiona? - zapytał.
- Tak. Hermiona. - prychnął wyższy z bliźniaków.
- Przecież wiesz, że ja ją tylko lubię.
- Nie, nie wiem. To ja się tobie ciągle wyżalam, bo ty nie mówisz mi prawie nic, co ci siedzi w tym pustym, rudym łbie!
- Fred! Ja jej nie kocham. To chciałeś usłyszeć, to masz! Od zawsze jest Angelina. - George westchnął .
- Angelina? - zadziwił się – To dlaczego...?
- Dlaczego nie zaprosiłem jej na bal? Bo ty ją zaprosiłeś, a ja nie chciałem wam przeszkadzać.
Fred spuścił głowę i szepnął tylko ciche ' przepraszam ' , a jego brat przytulił go do siebie.
- Co ja widzę... - usłyszeli za sobą głos. Osoba ta przeciągała głoski, więc musiał to być...
- Malfoy... - warknął George, odsuwając się od brata.
- Wiecie jak to się nazywa? Kaziroctwo... - blondyn zasmiał się a stojący za nim jego dwaj osiłki, zawtórowali mu swoimi tubalnymi głosami.
- Albo się zamkniesz Malfoy, albo za tydzień własna matka cię nie pozna – tym razem zaśmiał się Fred, a zaraz po nim jego brat bliźniak.
- Hmm... - Malfoy westchnął – Widzę, że gróźb uczycie się od młodszego Weasley'a i jego przyjaciela od siedmiu boleści – Pottera.
Kiedy Draco ucichł, usłyszeli lekkie kroki na posadzce korytarza i po chwili obok bliźniaków stanęła Hermiona.
- Oo ! I jeszcze wasza przyjaciółka szlama się przypałętała. - na twarzy blondasa pojawił się szyderczy uśmiech.
Miona spojrzała na Ślizgona z politowaniem
- Och, Malfoy... Widzę, że płyta ci się zacięła. Tylko szlama , szlama i szlama. Gardzę takimi jak ty – powiedziała, a arystokracie zszedł uśmiech z twarzy.
Chłopak próbował coś powiedzieć, jednak z jego ust nie dobywał się żaden odgłos.
- Chodźcie chłopcy, bo widzę, że nasz rozmówca nabrał wody w usta. - zaśmiała się Hermiona, odwróciła się na pięcie łapiąc braci Weasley'ów za ręce i ciągnąc ich za sobą, odeszła.
* * *
- Gdzie wy byliście ? - wykrzyknęła Ginny, kiedy tylko Hermiona, Fred i George weszli do pokoju wspólnego, który był prawie pusty. Widocznie wszyscy udali się już do dormitoriów żeby iść spać.
- Ach, zrobiliśmy sobie małą przechadzkę po zamku i spotkaliśmy trójkę idiotów... - powiedział George i razem z Hermioną opowiedzieli przyjaciołom, co się wydarzyło na korytarzu w Hogwarcie.
Kiedy już wszyscy pozachwycali się interwencją Miony, Ginny udała się na spoczynek. Po paru minutach w jej ślady poszli Ron i Harry.
W pokoju wspólnym zostali więc bliźniacy i Hermiona, która zbierała książki.
- Pomóc ci? - zapytał ją Fred
- Nie, już kończę. - odpowiedziała mu brązowowłosa i posłała jeden z najpiękniejszych uśmiechów.
Jednak rudzielec nie posłuchał przyjaciółki i jednym zaklęciem ('Accio!') przywołał książki które posłusznie wylądowały na jego rękach.
Miona, ze stertą książek na rękach ruszyła w stronę swojego dormitorium, a chłopak poszedł za nią. Kiedy już miała skręcać na schody prowadzące do dormitoriów dziewcząt, odwróciła się do chłopaka.
- Czemu idziesz za mną? - zapytała go z uśmiechem
- Asekuruję cię. - odpowiedział z napytanie z jeszcze większym uśmiechem na ustach niż miała dziewczyna.
- A czemu?
- Jakaś ty ciekawska... - chłopak pokręcił głową, jak rodzic nad dzieckiem, które coś zbroiło.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie...
- Może temu, że nie chcę by tak pięknej twarzyczce się coś stało. - powiedział i od razu na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
' Jak on pięknie wygląda jak się zawstydza...' pomyślała Miona, jednak po chwili przywołała myśli do porządku.
- Nie potrzebnie się fatygujesz – powiedziała i uśmiechnęła się do niego.
Chłopak odpowiedział jej również tym samym, ale jakby mniej pewniej niż wcześniej.
Hermiona odwróciła się i ruszyła schodami ku górze. Kiedy weszła do dormitorium zastała tam bardzo rzadkie zjawisko. Ciszę. Wszystkie jej koleżanki spały jak zabite. Nie chcąc ich obudzić, przebrała się i po chwili leżenia w łóżku, ziewnęła przeciągle i oddała się w objęcia Morfeusza.
 
* * *
Kolejny dzień rozpoczął się piękną, słoneczną pogodą jak na czerwiec przystało, więc kiedy Hermiona rozsunęła kotarę została oślepiona przez słońce. Rozejrzała się. Wszystkie jej współlokatorki jeszcze spały, a ona sięgnęła do kufra i wyciągnęła ubrania. Jak najciszej umiała, przeszła do łazienki. Kiedy już umyła zęby, rozczesała jak codziennie niesforne włosy i założyła luźny top na ramiączkach, długie bordowe rurki i ulubione czarne trampki, usłyszała zza drzwi głos Ginny.
- Hermi, wychodź! Nie mieszkasz tu sama.
Brązowowłosa uśmiechnęła się do lustra ukazując szereg równych białych zębów (dzieło rodziców- dentystów) i wyszła z łazienki, wpuszczając do niej rudą przyjaciółkę.
Przywitała się po kolei z przyjaciółkami, sięgnęła po szatę i wyszła.
Było jeszcze około pół godziny do śniadania, więc usiadła na ulubionej kanapie naprzeciwko kominka. Palił się w nim ogień, co oznaczało, że w nocy były tu skrzaty.
W końcu, po paru minutach do pokoju wspólnego zaczęli schodzić się Gryfoni. Jedni zajmowali powoli miejsca do siedzenia, mając w zamiarze tak jak Hermiona czekać na przyjaciół, drudzy zaś od razu wychodzili przez dziurę pod portretem.
W pewnym momencie, obok dziewczyny usiadła Ginny.
- Myślisz że zrobią nam dzisiaj jakieś lekcje? - zapytała Ruda.
- Może. - uśmiechnęła się Miona – Chociaż wolałabym iść do Hogsmeade lub poopalać się na błoniach.
Przyjaciółki uśmiechnęły się siebie, gdy nagle do pokoju wpadł Lee Jordan, najlepszy przyjaciel bliźniaków.
- Ginny! - zawołał , a na jego twarzy malowało się przerażenie – Fred jest w skrzydle szpitalnym!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz