wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział XV : "Pogodziła się z tym co się stało. Chyba..."

Fred leżał na łóżku w swoim pokoju kiedy wpadła do niego Ginny.
- Czy ja dobrze słyszałam?! - wychrypiała - Będziesz miał dziecko?
- Tak. - wyszeptał
- A co z Hermioną? Co z tym co was łączy?
- Nie wiem...
- Jak możesz nie wiedzieć? Musisz o nią walczyć, pokazać jej że tylko na niej ci zależy.
- Ty nic nie rozumiesz! Będę ojcem dziecka Blanki, więc nie mogę być z Mioną, to chyba logiczne...
Ginny ukucnęła przy łóżku i złapała brata za rękę.
- Posłuchaj mnie. - wyszeptała - Może i mam tylko 14 lat, ale jestem dziewczyną. Wiem co one lubią. I wiem na pewno że jak sobie odpuścisz to Hermiona ci tego nigdy nie wybaczy. Zawalcz o nią, przynajmniej o jej wybaczenie. Jeśli nie chcesz tego zrobić dla mnie to zrób to dla siebie. Prosze cię Fred...
- George po nią pojechał. Może wtedy z nią porozmawiam... - jęknął - Tylko że ja zupełnie nie wiem jak mam teraz z nią rozmawiać. 
- Mów jej to co masz w sercu, bo tylko to się liczy. Uwierz mi. - pocałowała brata w polik i wstała - Trzymam za ciebie kciuki. - skierowała się do drzwi i wyszła.

* * *

George jechał autem taty i zastanawiał się jak ma się zachować wobec Miony. Był bratem Freda, ale i też przyjacielem Granger'ówny. Chciał być wobec dwojga lojalny. 
Wjechał na pusty podjazd przed domem Hermiony. Szybko podszedł do drzwi i zadzwonił dzwonkiem. Usłyszał za drzwiami lekkie kroki , a po chwili drzwi się otworzyły i zobaczył przyjaciółkę. Miała lekko podkrążone i napuchnięte oczy - oznakę płaczu i nieprzespanych nocy.
- Co tak patrzysz? - zapytała go - Aż tak ze mną źle?
- No nie powiem żeby było dobrze, Miona. - westchnął
- I po co komu te kosmetyki ? - z jej ust wydobyło się coś na kształt śmiechu.
- Też mnie zawsze to zastanawiało. - posłał jej lekki uśmiech - Naszykowana?
- Tak, kufer już czeka.. - wskazała na miejsce w którym stał kufer - Weźmiesz?
George pokiwał głową. Podszedł do kufra i podniósł go. Spojrzał na pannę Granger, a on wskazała na drzwi. Ruszył w ich stronę i wyszedł, a ona za nim. Zamknęła drzwi na klucz, a chłopak w tym czasie wrzucił kufer do bagażnika i otworzył przed nią drzwi pasażera. Hermiona wsiadła do samochodu i zamknęła drzwi, a George usiadł na miejscu kierowcy i odpalił silnik. Ruszyli, a droga minęła im w milczeniu. Miona nie wiedziała jak rozmawiać z najbliższą osobą Freda, bała się usłyszeć rzeczy których nie chciała usłyszeć, właściwie nadal interesowało ją co u chłopaka, ale nie chciała tego nikomu okazywać. Wolała zachować to dla siebie i nie roztrząsać sprawy. Już wystarczająco łez wypłakała.. Nie chciała znowu, kolejnych nocy nie przespać myśląc i płacząc nad losem. Pogodziła się z tym co się stało. Chyba...

***
No nie uznam tego za wielki powrót... W ogóle za nic tego nie uznam.
Przepraszam tylko za 10 miesięcy nieobecności... Teraz też nie obiecuję Wam cudów, mam testy.. :/ Jednakże, mam zamiar powrócić do Fremione, nie wiem na ile wystarczy mi weny. Mam nadzieję że jak najdłużej :) 
Rozdział z dedykacją dla Martyny <3 kochana moja wierna czytelniczka ;3
Pozdrawiam, 
Domii.

1 komentarz:

  1. Naprawdę! Przerwałaś w takim momencie! To nie może być dziecko Freda! Nie wierzę w to!

    Zapraszam do mnie
    Https://fremionefanfic.blogspot.com/?m=1

    Pozdrawiam
    Blue :*

    OdpowiedzUsuń