środa, 12 czerwca 2013

Rozdział XII: "Przyznajesz się do słabości. No,no... Do czego to ja cię doprowadzam..."

Był ranek. Dzień powrotu do domu. Hermiona od 4:00 nad ranem pakowała kufer. Nie miała do tego głowy dzień wcześniej. Niestety obudziła tym wszystkie współlokatorki. 
- Hermi! Błagam, idź no spać! - jęczała Ginny.
- Popieram w 100% ! - wtórowała jej Lavender. 
Szatynka lekko się uśmiechała. Wcale nie miała zamiaru przestać.
Po skończonej robocie postanowiła się odświeżyć przed drogą.Weszła pod prysznic. Woda ciurkiem spływała po jej krągłościach i wcięciach. A ona myślała. Myślała jak to będzie w te wakacje. Liczyła na miłe i przyjemne. Z Fredem u boku chciała czuć się kochana i kochać. Chciała się bawić, ale chciała też trochę odpocząć. Rzucić te wszystkie podręczniki w najciemniejszy kąt i nie ruszać aż do 1 września. 
Wyszła spod prysznica i założyła czarne rurki i podrowo-różową bluzeczkę w rękawem do łokcia. Nogi włożyła w czarne vansy i skierowała się do wyjścia z łazienki. 
Wychodząc spojrzała na zegarek. Była 7:00. Miała godzinę do śniadania. Zeszła po schodach i usiadła na kanapie w pokoju wspólnym. Położyła głowę na jednej z miękkich poduszek i zamknęła oczy. Leżała tak może 5 minut, kiedy ktoś lekko musnął jej usta. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą rudą czuprynę Freda.
- Hej. - szepnęła i podniosła się do pozycji siedzącej. - Jak się spało?
- Z tobą u boku jestem pewien, że byłoby lepiej. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie jestem pewna. Czasem mam siebie dość w nocy. - zaśmiała się
- Ja bym cię nigdy nie miał dość. - pocałował ją w czoło i złapał jej dłoń w swoje. - Masz przeokropnie zimne ręce. - zaczął pocierać jej dłoń o swoje. 
- Od zawsze mam zimne ręce... 
- Ostatnio gdzieś słyszałem taki głupi tekst... Czekaj, czekaj, jak to było - udał że się zastanawia - A! Zimne ręce, dobra...
- Nie kończ. Też to słyszałam. - przerwała mu i posłała lekki uśmiech.
- ... dobra w łóżku. - parsknął śmiechem. 
- Zamknij się Weasley, idioto! - pacnęła go lekko w ramię. 
- Nie bij mnie ! - zrobił minę obrażonego dziecka. 
- Fred... - wstała z kanapy i pochyliła się nad nim - Spójrz na mnie. - chłopak jedynie odchylił głowę w drugą stronę - Freddie ... - musnęła jego usta i usiadła mu na kolanach. 
- Mówiłaś coś? - zapytał 
- Nie, nic. - leciutko pocałowała jego bliznę na policzku. 
- Chyba muszę się częściej obrażać... - zaśmiał się rudzielec .
- A ja powinnam częściej cię bić. 
- Ale lekko... 
- Przecież jesteś facetem. Taka moja drobna dłoń nie może ci nic zrobić... - posłała mu uśmiech. 
- Nie był bym taki pewien. 
- Przyznajesz się do słabości. No,no... Do czego to ja cię doprowadzam... - westchnęła teatralnie. 
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy do czego mnie doprowadzasz. - zaśmiał się Fred.
- Do czego? 
- Do skrajnej obsesji. 
- Na punkcie czego?
- Bardziej kogo, kochanie. - pocałował ją w czoło - Na punkcie Hermiony Granger. 
- Oj, skończ mi tak słodzić! 
Nagle do pokoju wspólnego wszedł Ron , Harry, który trzymał za rękę Ginny oraz George. 
- No gołąbeczki. Myślę że zgłodnieliście. - zaśmiał się George. 
- Nie... Wcale nie zgłodnieliśmy. - również zaśmiała się Hermiona. Jednak zaburczało jej w brzuchu, co wywołało ogólny śmiech.
Razem wyszli z pokoju wspólnego i ruszyli na śniadanie. 
Niestety, w pewnym momencie Miona zauważyła Sama. 
- Hej, Hermiona! - usłyszała jego wołanie. 
Po chwili Krukon już szedł obok niej.
- Możesz mnie zostawić? - warknęła szatynka
- Nie, nie mogę. - westchnął Sam
- Co się takiego stało? - zapytała stając w miejscu. Za nią stanął Fred.
- Chciałbym porozmawiać z tobą w cztery oczy. 
- Nie. - warknął Fred - Nie zamierzam znowu zastać ją ze łzami w oczach. 
- To nie twoja sprawa idioto! - również warknął Sam. - To sprawa pomiędzy mną a Hermioną...
- Wszystko co dotyczy jej, dotyczy również mnie. 
- Więc dobrze. Chciałem to załatwić delikatnie, ale z Weasley'ami się tak nie da. - westchnął brunet - Dlaczego Miona jesteś z tym... z tym dupkiem? Nie wiesz o jego podbojach? 
- Wiem. - powiedziała Hermiona - I nic do tego nie mam. Każdy popełnia błędy. Jemu wybaczyłam.
- To dlaczego nie wybaczysz mi? - zirytował się Sam
- Bo już drugi raz popełniasz ten sam błąd. A tego nie wybaczam. - odwróciła się do Freda - Chodź stąd. 
- Hermiono... Proszę. - Krukon złapał jej dłoń jednak ona szybko ją wyrwała.
- Nie Sam. Koniec. Nie odzywaj się do mnie. Nawet nie próbuj pisać. Po prostu zniknij! 
Szatynka ruszyła w stronę Wielkiej Sali ciągnąć za sobą Freda. 
Nie chciała już nikogo widzieć. Chciała pobyć tylko z tym rudzielcem. Nie była już nawet głodna. Dlatego w ostatniej chwili skręciła w inną stronę niż na śniadanie...

* * *
Masakra! -,- Rozdział jest szczerze do dupy. :( 
Chciałam go napisać inaczej. Miał być dłuugi, z rozbudowaną fabułą, ale oczywiście wyszło jak zawsze. ;/
Mam nadzieję że mimo to, się chodź trochę podoba. :)

Pozdrawiam, Dominika. <3

PS. Co do następnego rozdziału to pewnie pojawi się dopiero pod koniec czerwca, po tych wszystkich wystawieniach ocen. :) W końcu wakacje i będę miała więcej czasu na wszystko. ;D 

1 komentarz:

  1. Ten rozdział wyszedł ci bardzo dobrze.; P
    Choć mógł być trochę dłuższy.; ) Ale to nic.xD Nie mogę się doczekać na następny.! ^^
    Będę czekać z niecierpliwością.; *

    OdpowiedzUsuń