Ruda wybiegła z dormitorium, które dzieliła z Hermioną, Parvati i
Lavender. W głowie pojawił się jej pewien pomysł, ale nie mogła
go zrealizowac bez pomocy jednego z braci. Ciągle biegnąc dotarła
do skrzydła szpitalnego.
- George, mam sprawę! - zawołała do niego. Ten siedział obok brata i śmiał się z czegoś, ale kiedy usłyszał
że dziewczyna go woła, spojrzał na nią ze zdziwieniem. Nie często
zdarzało się żeby siostra miała do niego jakąś sprawę.
- Słucham cię? - zapytał.
- Chodź ze mną. - powiedziała, a widząc wahanie na jego twarzy,
dodała – Tylko na moment. Chłopak wstał i poszedł za Ginn. Kiedy już zamknął za sobą
drzwi, zapytał:
- Co tam chcesz?
- Kiedy Fred wychodzi ze szpitala?
* * *
- Na prawdę uważasz że to dobry pomysł? - spytał George.
- No oczywiście! - zawołała Ruda – Przecież oby dwoje chcą
tego samego, ale żadne nie zrobi pierwszego kroku. Chłopak westchnął, ale pokiwał głową na znak że się zgadza.
Dziewczyna rzuciła mu się na szyję i zaczęła dziękować. Po
chwili odsunęła się od niego, jeszcze raz powiedziała „Dziękuję”
i pobiegła z powrotem. George zaś wrócił do brata.
* * *
Hermiona, po tym jak Ginny bez słowa wybiegła z pokoju, korzystając
z chwili ciszy, sięgnęła po swoją ulubioną mugolską książkę
Williama Szekspira „Romeo i Julia” . Czytała właśnie fragment
w którym Tybalt zabija Merkucja, kiedy do dormitorium wróciła
rudowłosa. Była bardzo szczęśliwa; w jej oczach błąkały się
ogniki szczęścia i zadowolenia. „Ciekawe
co tym razem wymyśliła?” pomyślała
Miona, ale nie zadała przyjaciółce tego pytania. Ruda jak gdyby nigdy nic usiadła na swoim łóżku i również
zaczęła czytać. Hermiona spojrzała na nią, a ona uchwyciła to
spojrzenie.
- Co się tak patrzysz? - zapytała
-
Dziwię się ze jeszcze nie wybuchłaś. -
szatynka zaśmiała się – Przecież widzę jak się w tobie
gotuje.
- Wydaje ci się. - odpowiedziała zdawkowo Ginny.
- Jedyne co mi się wydaje, to to że mi się nie wydaje. - przyjaciółka spojrzała na szatynkę ze zdziwieniem. Dopiero wtedy
ta zdała sobie sprawę jak bardzo zagmatwane zdanie powiedziała.
Zaśmiała się i wróciła do lektury. Po kwadransie do pokoju
weszły Parvati i Lavender. Jak zwykle śmiały się z czegoś, ale
widząc że w środku są już Ginny i Hermiona ucichły.
- Jak się czuję Fred? - zapytała Parvati.
- Już lepiej. - odpowiedziała Ruda.
- Mam nadzieję że nasz przystojniak ze bardzo nie ucierpiał. -
westchnęła przeciągle Lav.
Słysząc to Miona podniosła wzrok znad książki.
- Ucierpiał. - to krótkie słowo spowodowało, że oby dwie
podbiegły do niej jak burza.
- Co mu się stało?
- No... poparzył się idiota jeden.
- Nie mów tak! - blondynka spojrzała na nią wrogo – On wcale nie
jest idiotą. Miał po prostu wypadek.
- Taa, wypadek.
- A do kiedy jest w skrzydle szpitalnym? - tym razem pytanie zadała
Parvati.
- Nie wiem. - odpowiedziała szczerze Herma – Ginny?
- Dzisiaj wieczorem. - odpowiedziała Ruda – Będzie na kolacji.
To że się odezwała spowodowało że Lav i jej przyjaciółka
zostawiły szatynkę w spokoju a dopadły ją i zaczęły o wszystko
wypytywać.
Jednak
Miona nie słuchała tylko wzięła się znowu za czytanie. Ale nie
mogła się skupić. Myślała o Fredzie. O jego rudej czuprynie, o
jego brązowych oczach, o jego ustach... Tak bardzo chciała je
pocałować. Ile ona by dała tylko za jeden pocałunek, jedno lekkie
muśnięcie jego warg, swoimi wargami. Po
chwili jednak zganiła się w myślach. Nie mogła myśleć o czymś
co nigdy nie będzie jej dane.
- Hermi... Chodź na kolację. - z zamyślenia wyrwała ją Ginny.
Szatynka założyła buty, ale nie zarzuciła szaty.
Razem
poszły do Wielkiej Sali. Kiedy już tam dotarły, przy stole
Gryffindoru siedzieli już Harry i Ron, ale na stole nic nie było,
żadnych potraw. „Pewnie będą coś ogłaszać”
pomyślała Hermiona, kiedy
razem z przyjaciółką usiadła naprzeciwko chłopaków.
Ginny rozpoczęła rozmowę z Harry'm, a ona zaczęła bawić się
widelcem. Po paru minutach kątem oka dostrzegła bliźniaków
wchodzących do Wielkiej Sali. Pierwszy raz w życiu szatynka
widziała Freda bez uśmiechu na twarzy. Kiedy oboje usiedli obok
swojej siostry, profesor Dumbledore wstał od stołu przy którym
siedziało grono pedagogiczne i podszedł do swojej ambony.
-
Zanim zaczniemy kolację chciałbym wam coś powiedzieć. Razem z
innymi nauczycielami ustaliliśmy że w czwartek, czyli za dwa dni
zorganizujemy bal. - tu rozległy się ogólne wiwaty, ale dyrektor
uciszył uczniów jednym machnięciem ręką – Nie musicie
przychodzić w szatach wyjściowych. Mugolskie stroje też są bardzo
ładne i stylowe... Sam mam parę. Bal będzie trwał od godziny 19
do północy. I w tym
momencie chciałbym prosić opiekunów domów o to by wybrali paru
uczniów do udekorowania sali i wyboru muzyki. Niestety nasz ulubiony
zespół Fatalne Jędze nie będzie mógł zagrać na tym balu, ale
mozecie wybrac ich płyty oraz kilka mugolskich piosenek. - mrugnął
do uczniów – No ale teraz koniec gadania! Życzę wszystkim
smacznego!
Dyrektor
pstryknął palcami i na stołach pojawiło się pełno pyszności.
Hermiona nałożyła sobie trochę sałatki i sięgnęła po kawałek
bagietki. Kiedy zjadła już połowę tego co znajdowało się na jej
talerzu, usłyszała George'a.
-
Hej, Angelina! Chcesz pójść ze mną na bal?
Dziewczyna
uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
„Dlaczego
zaprasza ją George, a nie Fred?” pomyślała
Miona. Jednak ta myśl spowodowała że trochę się ucieszyła, bo
ten drugi bliźniak nadal był wolny.
Szatynka
szybko skończyła jeść, powiedziała do Ginny że będzie w
dormitorium i ruszyła w stronę wyjścia. Była
już przy schodach, gdy uslyszała że ktoś za nią krzyczy jej
imię.
-
Hermiona! - był to Fred. Serce podskoczyło jej do gardła, a w
brzuchu pojawiły się motylki.
-
Słucham? - zapytała go, odwracając się.
-
Bo... ja chciałem... - zaczął się jąkać – Czy nie
zechciałabyś pójść na bal ze mną?
Dziewczyna
zamarła. On, Fred Weasley, największy żartowniś Hogwartu, obiekt
westchnień wielu dziewcząt, zaprasza ją, Hermionę Granger,
niemogącą się oderwać od książek szarą myszkę.
-
Jak nie chcesz, to... - powiedział, a w jego oczach znowu pojawił
się smutek i... Czy ona dobrze widziała? Ból. - Ech, wygłupiłem
się...
-
Ależ nie! Nie wygłupiłeś się! Ja... eee... tak, chciałabym
pójść z tobą na bal. - odpowiedziała mu, a na jego twarzy w
końcu pojawił się uśmiech; w oczach zaczęły błąkać się
ogniki szczęścia i zadowolenia.
-
Dziękuję. - powiedział i przytulił ją do siebie.
Ta
objęła go w pasie i wtuliła w koszulę. Poczuła zapach męskich
perfum. „Na zawsze zapamiętam ten zapach” pomyślała.
Stali tak parę chwil wtuleni w siebie. Zwykły, niewtajemniczony
przechodzień pomyślałby że są parą. Ale chyba żadnemu z tych
dwojga to nie przeszkadzało. Nie zdawali sobie jeszcze sprawy że
chcą tego samego.
Jednak
Miona pierwsza odzyskała zdrowy rozsądek i odsunęła się od
chłopaka.
-
Muszę iść. - powiedziała. „Wcale nie muszę!”
Pocałowała rudzielca po przyjacielsku w policzek i odeszła.
* * *
Wszystkim którzy czytają tego bloga, podziwiam za to że im się chce! Dziękuję! <3
Po za tym dziękuję Martynie (jeeezzzuu, kocham cię dziewczyno, noo!) oraz Klaudii. ;* <3
Licze na to że ktoś to czyta, jeśli tak PROSZE ZOSTAW KOMENTARZ! To mnie motywuje. Anonimy też mile widziane! ;D
Dominika. ♥