wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział IV: 'Ależ nie! Nie wygłupiłeś się!'

Ruda wybiegła z dormitorium, które dzieliła z Hermioną, Parvati i Lavender. W głowie pojawił się jej pewien pomysł, ale nie mogła go zrealizowac bez pomocy jednego z braci. Ciągle biegnąc dotarła do skrzydła szpitalnego.

- George, mam sprawę! - zawołała do niego. Ten siedział obok brata i śmiał się z czegoś, ale kiedy usłyszał że dziewczyna go woła, spojrzał na nią ze zdziwieniem. Nie często zdarzało się żeby siostra miała do niego jakąś sprawę.

- Słucham cię? - zapytał.

- Chodź ze mną. - powiedziała, a widząc wahanie na jego twarzy, dodała – Tylko na moment. Chłopak wstał i poszedł za Ginn. Kiedy już zamknął za sobą drzwi, zapytał:

- Co tam chcesz?

- Kiedy Fred wychodzi ze szpitala?



* * *

- Na prawdę uważasz że to dobry pomysł? - spytał George.
- No oczywiście! - zawołała Ruda – Przecież oby dwoje chcą tego samego, ale żadne nie zrobi pierwszego kroku. Chłopak westchnął, ale pokiwał głową na znak że się zgadza. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję i zaczęła dziękować. Po chwili odsunęła się od niego, jeszcze raz powiedziała „Dziękuję” i pobiegła z powrotem. George zaś wrócił do brata.



* * *

Hermiona, po tym jak Ginny bez słowa wybiegła z pokoju, korzystając z chwili ciszy, sięgnęła po swoją ulubioną mugolską książkę Williama Szekspira „Romeo i Julia” . Czytała właśnie fragment w którym Tybalt zabija Merkucja, kiedy do dormitorium wróciła rudowłosa. Była bardzo szczęśliwa; w jej oczach błąkały się ogniki szczęścia i zadowolenia. Ciekawe co tym razem wymyśliła?” pomyślała Miona, ale nie zadała przyjaciółce tego pytania. Ruda jak gdyby nigdy nic usiadła na swoim łóżku i również zaczęła czytać. Hermiona spojrzała na nią, a ona uchwyciła to spojrzenie.

- Co się tak patrzysz? - zapytała

- Dziwię się ze jeszcze nie wybuchłaś. - szatynka zaśmiała się – Przecież widzę jak się w tobie gotuje.

- Wydaje ci się. - odpowiedziała zdawkowo Ginny.

- Jedyne co mi się wydaje, to to że mi się nie wydaje. -  przyjaciółka spojrzała na szatynkę ze zdziwieniem. Dopiero wtedy ta zdała sobie sprawę jak bardzo zagmatwane zdanie powiedziała. Zaśmiała się i wróciła do lektury. Po kwadransie do pokoju weszły Parvati i Lavender. Jak zwykle śmiały się z czegoś, ale widząc że w środku są już Ginny i Hermiona ucichły.

- Jak się czuję Fred? - zapytała Parvati.

- Już lepiej. - odpowiedziała Ruda.

- Mam nadzieję że nasz przystojniak ze bardzo nie ucierpiał. - westchnęła przeciągle Lav.

Słysząc to Miona podniosła wzrok znad książki.

- Ucierpiał. - to krótkie słowo spowodowało, że oby dwie podbiegły do niej jak burza.

- Co mu się stało?

- No... poparzył się idiota jeden.

- Nie mów tak! - blondynka spojrzała na nią wrogo – On wcale nie jest idiotą. Miał po prostu wypadek.

- Taa, wypadek.

- A do kiedy jest w skrzydle szpitalnym? - tym razem pytanie zadała Parvati.

- Nie wiem. - odpowiedziała szczerze Herma – Ginny?

- Dzisiaj wieczorem. - odpowiedziała Ruda – Będzie na kolacji.

To że się odezwała spowodowało że Lav i jej przyjaciółka zostawiły szatynkę w spokoju a dopadły ją i zaczęły o wszystko wypytywać.

Jednak Miona nie słuchała tylko wzięła się znowu za czytanie. Ale nie mogła się skupić. Myślała o Fredzie. O jego rudej czuprynie, o jego brązowych oczach, o jego ustach... Tak bardzo chciała je pocałować. Ile ona by dała tylko za jeden pocałunek, jedno lekkie muśnięcie jego warg, swoimi wargami. Po chwili jednak zganiła się w myślach. Nie mogła myśleć o czymś co nigdy nie będzie jej dane.

- Hermi... Chodź na kolację. - z zamyślenia wyrwała ją Ginny.

Szatynka założyła buty, ale nie zarzuciła szaty.

Razem poszły do Wielkiej Sali. Kiedy już tam dotarły, przy stole Gryffindoru siedzieli już Harry i Ron, ale na stole nic nie było, żadnych potraw. „Pewnie będą coś ogłaszać” pomyślała Hermiona, kiedy razem z przyjaciółką usiadła naprzeciwko chłopaków.

Ginny rozpoczęła rozmowę z Harry'm, a ona zaczęła bawić się widelcem. Po paru minutach kątem oka dostrzegła bliźniaków wchodzących do Wielkiej Sali. Pierwszy raz w życiu szatynka widziała Freda bez uśmiechu na twarzy. Kiedy oboje usiedli obok swojej siostry, profesor Dumbledore wstał od stołu przy którym siedziało grono pedagogiczne i podszedł do swojej ambony.

- Zanim zaczniemy kolację chciałbym wam coś powiedzieć. Razem z innymi nauczycielami ustaliliśmy że w czwartek, czyli za dwa dni zorganizujemy bal. - tu rozległy się ogólne wiwaty, ale dyrektor uciszył uczniów jednym machnięciem ręką – Nie musicie przychodzić w szatach wyjściowych. Mugolskie stroje też są bardzo ładne i stylowe... Sam mam parę. Bal będzie trwał od godziny 19 do północy. I w tym momencie chciałbym prosić opiekunów domów o to by wybrali paru uczniów do udekorowania sali i wyboru muzyki. Niestety nasz ulubiony zespół Fatalne Jędze nie będzie mógł zagrać na tym balu, ale mozecie wybrac ich płyty oraz kilka mugolskich piosenek. - mrugnął do uczniów – No ale teraz koniec gadania! Życzę wszystkim smacznego!

Dyrektor pstryknął palcami i na stołach pojawiło się pełno pyszności. Hermiona nałożyła sobie trochę sałatki i sięgnęła po kawałek bagietki. Kiedy zjadła już połowę tego co znajdowało się na jej talerzu, usłyszała George'a.

- Hej, Angelina! Chcesz pójść ze mną na bal?

Dziewczyna uśmiechnęła się i kiwnęła głową.

Dlaczego zaprasza ją George, a nie Fred?” pomyślała Miona. Jednak ta myśl spowodowała że trochę się ucieszyła, bo ten drugi bliźniak nadal był wolny.

Szatynka szybko skończyła jeść, powiedziała do Ginny że będzie w dormitorium i ruszyła w stronę wyjścia. Była już przy schodach, gdy uslyszała że ktoś za nią krzyczy jej imię.

- Hermiona! - był to Fred. Serce podskoczyło jej do gardła, a w brzuchu pojawiły się motylki.

- Słucham? - zapytała go, odwracając się.

- Bo... ja chciałem... - zaczął się jąkać – Czy nie zechciałabyś pójść na bal ze mną?

Dziewczyna zamarła. On, Fred Weasley, największy żartowniś Hogwartu, obiekt westchnień wielu dziewcząt, zaprasza ją, Hermionę Granger, niemogącą się oderwać od książek szarą myszkę.

- Jak nie chcesz, to... - powiedział, a w jego oczach znowu pojawił się smutek i... Czy ona dobrze widziała? Ból. - Ech, wygłupiłem się...

- Ależ nie! Nie wygłupiłeś się! Ja... eee... tak, chciałabym pójść z tobą na bal. - odpowiedziała mu, a na jego twarzy w końcu pojawił się uśmiech; w oczach zaczęły błąkać się ogniki szczęścia i zadowolenia.

- Dziękuję. - powiedział i przytulił ją do siebie.

Ta objęła go w pasie i wtuliła w koszulę. Poczuła zapach męskich perfum. „Na zawsze zapamiętam ten zapach” pomyślała. Stali tak parę chwil wtuleni w siebie. Zwykły, niewtajemniczony przechodzień pomyślałby że są parą. Ale chyba żadnemu z tych dwojga to nie przeszkadzało. Nie zdawali sobie jeszcze sprawy że chcą tego samego.

Jednak Miona pierwsza odzyskała zdrowy rozsądek i odsunęła się od chłopaka.

- Muszę iść. - powiedziała. „Wcale nie muszę!”

Pocałowała rudzielca po przyjacielsku w policzek i odeszła.

* * *
Wszystkim którzy czytają tego bloga, podziwiam za to że im się chce! Dziękuję! <3

Po za tym dziękuję Martynie (jeeezzzuu, kocham cię dziewczyno, noo!) oraz Klaudii. ;* <3
Licze na to że ktoś to czyta, jeśli tak PROSZE ZOSTAW KOMENTARZ! To mnie motywuje. Anonimy też mile widziane! ;D

Dominika. ♥   

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział III : "Mam nadzieję że się udławisz."

- Ginny ! - zawołał Lee Jordan, na którego twarzy malowało się przerażenie – Fred jest w skrzydle szpitalnym!
- CO ?! - krzyknęły przyjaciółki.
- Biegnijcie tam, a ja powiem Harry'emu i Ronowi.
Ginn złapała Hermionę za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. Biegły ile sił w nogach, co chwila wpadając na innych uczniów zmierzających do Wielkiej Sali na śniadanie. W powietrzu unosił się zapach wielu pysznych potraw, ale oby dwóm było teraz co innego w głowie – chciały jak najszybciej zobaczyć Freda.
Kiedy dotarły do skrzydła szpitalnego, głęboko odetchnęły i weszły do białego pomieszczenia. Po lewej stronie od wejścia stał George, który pochylał się nad łóżkiem, na którym prawdopodobnie leżał jego brat. Dziewczyny cicho podeszły, bojąc się że chory może spać.
Hermiona nie wiedziała czego ma się spodziewać, kiedy zajrzy za kotarę. Jednak, trzymając Ginny za rękę przeszła obok białego płótna i od razu przystanęła przerażona, tym co zobaczyła.
Twarz Freda była cała poparzona ; tak samo ręce które leżały na białej kołdrze. Chłopak spał, ale mimo to na jego twarzy nadal był półuśmiech.
- Co mu się stało? - zapytała Ruda.
- Trochę... nam eksperyment nie wyszedł. - odpowiedział zasmucony George.
- Magiczne Dowcipy Weasley'ów ?! - Miona spojrzała z przerażeniem na zdrowego bliźniaka.
- No .. tak. - powiedział .
- Boże ! CZY WY CHODŹ RAZ MOŻECIE NA SIEBIE UWAŻAĆ ?! - krzyknęła brązowowłosa, zupełnie nie panując nad sobą. Niestety, obudziła tym Freda.
- Co jest … ? - zapytał rudowłosy zaspanym głosem.
- To jest że jesteś idiotą. - powiedziała Hermi – Tak samo jak twój brat!
Spojrzała na jednego, potem na drugiego i wyszła dziarskim krokiem z sali. Szła przed sobie, nie wiedząc dokładnie gdzie prowadzą ją nogi i myślała. Martwiła się o Freda, był jej przyjacielem; jednym z niewielu osób na której jej naprawdę zależało. A on akceptował ją taka jaka była – trochę dziwna, ale bardzo mądra. Nie było jej obojętne bezpieczeństwo tego rudzielca, tak samo jak bezpieczeństwo Ginny, Rona, Harry'ego czy George'a. Zależało jej na jego szczęściu. Po za tym czuła się przy nim szczęśliwa i lubiła z nim przebywać, kiedy przyjeżdżała na wakacje do Nory.
Nagle ktoś złapał ją lekko szczupłą dłonią za ramię. Odwróciła się i przytuliła do tej osoby.
- Ginny … - szepnęła szatynka – Jesteś.
- No jestem, jestem. - potwierdziła Ruda – Powiesz mi o co chodzi?
- Martwię się o niego... O nich... O was wszystkich.
- Ja też się martwię. I uważam że moi dwaj starsi bracia powinni w końcu trochę wydorośleć. - zaśmiała się – Wrócisz tam ze mną?
Miona kiwnęła głową i trzymając się za ręce wróciły do skrzydła szpitalnego.

* * *
Za zgodą profesora Dumbledore'a wszyscy Weasley'owie, Harry i Hermiona zostali zwolnieni z lekcji z powodu przypadłości Freda.
Koło pory lunchu do Hogwartu przybyli państwo Weasley'owi razem z Billem który akurat był w Norze kiedy zostali poinformowali o tym co się stało. Pierwszą rzeczą jaką Molly powiedziała po wejściu do białej sali było „A nie mówiłam że to się kiedyś źle skończy”. Potem bliźniacy wysłuchali kazania na temat „Dlaczego nigdy nie słuchają matki” oraz „Jacy oni są lekkomyślni” Ku zdziwieniu wszystkich (nawet pani Weasley) Artur stanął po jej stronie i ze złością, ale również niepokojem w oczach powiedział Fredowi i George'owi, że powinni słuchać matki, bo „ma większe doświadczenie w życiu” niż oni.
Potem dyrektor zaprosił ich na herbatę i kiedy młodzież została sama, Fred zapytał:
- Czy wyglądam dużo gorzej niż wyglądałem?
To wywołało śmiech u wszystkich, co trochę rozluźniło atmosferę. Jedynie Hermiona się nie śmiała; nadal była obrażona na bliźniaków za ich głupotę.
- Hej, Miona! Przecież nic mi nie jest! Żyję! - powiedział do niej Fred.
- Taa, nic ci nie jest... - westchnęła dziewczyna.
- No przecież spójrz na mnie. - chłopak uśmiechnął się do niej jak tylko najładniej umiał – Pani Pomfrey powiedziała że jeszcze dzisiaj d ami jakiś eliksir na te poparzenia.
Hermiona chciała mu coś odpowiedzieć, ale jak na zawołanie ze swojego gabinetu wyszła pielęgniarka z buteleczką pełną prawie przezroczystego płynu.
- Mam nadzieję że się udławisz. - warknęła do rudego Hermiona, a ten tylko się do niej uśmiechnął.
- Ostrzegam że jest to jeden z najgorszych w smaku eliksirów. - powiedziała pani Pomfrey, nalewając dokładnie odmierzoną część do szklanki.
- Gorszy od Eliksiru Wielosokowego? - zapytał Ron.
- Dużo gorszy. - westchnęła pielęgniarka.
- Oj, stary. Współczuję. - powiedział Harry, ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Fred wziął szklankę z płynem i za jednym razem wypił wszystko. Skrzywił się niemiłosiernie, ale po chwili na jego usta znowu powrócił uśmiech.
- Dobre ? - zapytał George
- Okropne. - wydyszał bliźniak.
- Zaraz powinno zacząć działać. - powiedziała lekarka i wróciła do swojego gabinetu.
Nagle, tak jak powiedziała, z twarzy i rąk Freda zaczęły znikać poparzenia. Po chwili została mu tylko jedna blizna na policzku.
- No, przynajmniej teraz będzie można was rozróżnić. - zaśmiała się Ginny.
- Tym razem wam się upiekło, ale nie liczcie że możecie w nieskończoność igrać ze śmiercią. - powiedziała Miona i wyszła z sali.
Kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi zaczęła biec ile sił w nogach. Korytarze Hogwartu były puste; były przecież lekcje. W końcu dobiegła do wieży Gryffindoru.
- Błyskotki. - wysapała do Grubej Damy, a ta otworzyła jej przejście.
W pokoju wspólnym także świeciło pustkami, jednak dziewczyna nie została tam tylko pobiegła do dormitorium. Gdy tylko się tam znalazła przestała nad sobą panować. Z jej oczu popłynęły łzy. Ona sama rzuciła się na łóżko, zakrywając się kotarą i przez parę minut po prostu leżała nie myśląc o niczym oprócz tego, że z jej poduszki można by było wyciskać już łzy.
Nagle trochę się uspokoiła i zaczęła myśleć nad tym, jak bardzo jej zależy na Fredzie. Ona sama nie wiedziała co, ale jednak coś ciągnęło ją do tego chłopaka. On zawsze wydawał jej się inny niż jego brat bliźniak. Jakby bardziej wrażliwy i bardziej podatny na zranienia. Czasem Ginny nawet wydawała jej się bardziej silna niż on. Może właśnie dlatego za wszelką cenę chciała go ochronić. Potrafiła przełożyć jego bezpieczeństwo nad swoje.
To nie tak, że ona go kochała. Nie chciała tego. Nie chciała miłości. A w szczególności nie chciała się zakochać w Fredzie. Bała się odrzucenia z jego strony. Jej serce i psychika nie wytrzymały by takiego bólu.
W pewnym momencie usłyszała skrzypnięcie drzwi.
- Hermiona? - usłyszała głos przyjaciółki
Dziewczyna przetarła oczy, ale nic nie odpowiedziała. Wiedziała że w końcu Ginny zajrzy za kotarę. I nie myliła się. Ruda bez pytania weszła do niej na łóżko.
- Kochanie co się stało? - zapytała, widząc zapłakaną twarz szatynki.
Miona nic nie odpowiedziała; z jej oczu znowu zaczęły lecieć łzy.
Ginn szybkim ruchem starła jej łzy z policzków i przytuliła do siebie.
- Chcesz mi o tym powiedzieć?
- A chcesz tego słuchać?
- Ciebie zawsze.
- Zależy mi.
- Na czym bądź kim?
- Na Weasley'u.
- Wiesz... Weasley'ów znam wielu. - zaśmiała się co wywołało uśmiech na twarzy szatynki. - Mozę jakaś podpowiedź?
- Podpowiedź? Hmm... Jest to twój starszy brat.
- Czekaj, czekaj. Niech się zastanowię. Ron? Fred? George? Percy? Bill? Charlie?
- Tak.
- Robi się ciekawie.
Oby dwie się zaśmiały. Dla Hermiony było to bardzo fajne uczucie, w szczególności że jeszcze kilka minut temu wypłakiwała się w poduszkę. Ale tak działało no nią towarzystwo przyjaciółki; zawsze przy niej czuła się radosna i śmiała się do rozpuku.
- Możesz bardziej okreslić tego Weasley'a?
- Jest rudy.
- Tyle wiem. Ale teraz serio, powiedz mi w końcu.
- On ma brata.
- Och, wiem że ma. - to owijanie w bawełnę zaczynała trochę Rudą nudzić.
- Bliźniaka.
- To wszystko zmienia. - Ginny uśmiechnęła się od ucha do ucha. - Czyżby mnie intuicja nie myliła, że jest to nasz wielce poszkodowany, leżący w skrzydle szpitalnym, z blizną na policzku – Fred?
- Tak, to on. - westchnęła Hermiona.
- Czemu wzdychasz? Nie chcesz tego fajnego uczucia? Tych motyli w brzuchu i całej reszty?
- To wcale nie jest fajne uczucie.
- Ależ jest! Wiem to, bo mam tak za każdym razem kiedy widzę Harry'ego.
- Tak, ale ty masz tą pewność że on czuje to samo. Ja nie mam.
- A jakbyś miała?
- Co masz na myśli?
- Nic. - odpowiedziała jej Ginny i szybko wyskoczyła z łóżka.
Miona nawet się nie obejrzała, a jej już nie było w pokoju.

 * * *
Dziękuję Martynie, admince na stronie "Co jak co, ale Harry'ego Pottera to ja kocham", za to że mnie wspiera i wyczekuje każdego mojego rozdziału.♥
Po za tym dziękuję Klaudii mojej BFF, za to że po prostu jest! ♥ 
* * * 
Jeśli ktos to czyta, prosze niech zostawi komentarz. Dla mnie to wiele znaczy! :)

Dominika! ♥  


czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział II : 'Nie odpowiedziałeś mi na pytanie'

10 minut wcześniej z perspektywy Freda...

Wszyscy w pokoju wspólnym super się bawili, tańcząc do bardzo skocznych piosenek Fatalnych Jędz.
Fred co chwila, mimo woli spoglądał na Hermionę. Było w niej coś, co pociągało chłopaka. W pewnym momencie, trochę za bardzo się zapatrzył i nie chcący wpadł na Harry'ego.
- Przepraszam stary. - przeprosił go.
Nagle poczuł jak ktoś lekko szturcha go w bok. Popatrzył w bok, jednak nikogo nie zauważył. Jednak wzrok ciągnął go na dół. I nie mylił się. Obok niego stało dwóch malutkich pierwszoroczniaków z tacą pełną szklanek z wodą.
- Chcesz? - zapytał jeden piskliwym głosikiem.
- Jasne. - odpowiedział Fred i sięgnął po szklankę.
Popijając wodę, zauważył brak Hermiony i George'a. Rozejrzał się i zauważył ową Gryfonkę i swojego brata … trzymających się za ręce.
Nie wiedząc kiedy szklanka wypadła Fredowi z rąk, robiąc okropny hałas. Nagle wszyscy spojrzeli w jego stronę z przerażeniem. Chłopak spostrzegł kątem oka rozbitą szklankę na dywanie, ale nie przejął się szkodami, tylko wybiegł na korytarz Hogwartu. Biegł ile sił w nogach. W pewnym momencie usłyszał wołanie George'a. Mimo tego, że gotowało się w nim , to przystanął i poczekał na brata. Po chwili rudowłosy dogonił go.
- Fred... - powiedział, łapiąc bliźniaka za ramię. Ten jednak strzepnął jego rękę.
- O co... ?
- O CO MI CHODZI ?! - wydarł się Fred – Ty jeszcze nie wiesz o co mi chodzi? Przez pół roku ci się zwierzałem, a ty tak perfidnie wbijasz mi sztylet w serce!
George westchnął.
- Hermiona? - zapytał.
- Tak. Hermiona. - prychnął wyższy z bliźniaków.
- Przecież wiesz, że ja ją tylko lubię.
- Nie, nie wiem. To ja się tobie ciągle wyżalam, bo ty nie mówisz mi prawie nic, co ci siedzi w tym pustym, rudym łbie!
- Fred! Ja jej nie kocham. To chciałeś usłyszeć, to masz! Od zawsze jest Angelina. - George westchnął .
- Angelina? - zadziwił się – To dlaczego...?
- Dlaczego nie zaprosiłem jej na bal? Bo ty ją zaprosiłeś, a ja nie chciałem wam przeszkadzać.
Fred spuścił głowę i szepnął tylko ciche ' przepraszam ' , a jego brat przytulił go do siebie.
- Co ja widzę... - usłyszeli za sobą głos. Osoba ta przeciągała głoski, więc musiał to być...
- Malfoy... - warknął George, odsuwając się od brata.
- Wiecie jak to się nazywa? Kaziroctwo... - blondyn zasmiał się a stojący za nim jego dwaj osiłki, zawtórowali mu swoimi tubalnymi głosami.
- Albo się zamkniesz Malfoy, albo za tydzień własna matka cię nie pozna – tym razem zaśmiał się Fred, a zaraz po nim jego brat bliźniak.
- Hmm... - Malfoy westchnął – Widzę, że gróźb uczycie się od młodszego Weasley'a i jego przyjaciela od siedmiu boleści – Pottera.
Kiedy Draco ucichł, usłyszeli lekkie kroki na posadzce korytarza i po chwili obok bliźniaków stanęła Hermiona.
- Oo ! I jeszcze wasza przyjaciółka szlama się przypałętała. - na twarzy blondasa pojawił się szyderczy uśmiech.
Miona spojrzała na Ślizgona z politowaniem
- Och, Malfoy... Widzę, że płyta ci się zacięła. Tylko szlama , szlama i szlama. Gardzę takimi jak ty – powiedziała, a arystokracie zszedł uśmiech z twarzy.
Chłopak próbował coś powiedzieć, jednak z jego ust nie dobywał się żaden odgłos.
- Chodźcie chłopcy, bo widzę, że nasz rozmówca nabrał wody w usta. - zaśmiała się Hermiona, odwróciła się na pięcie łapiąc braci Weasley'ów za ręce i ciągnąc ich za sobą, odeszła.
* * *
- Gdzie wy byliście ? - wykrzyknęła Ginny, kiedy tylko Hermiona, Fred i George weszli do pokoju wspólnego, który był prawie pusty. Widocznie wszyscy udali się już do dormitoriów żeby iść spać.
- Ach, zrobiliśmy sobie małą przechadzkę po zamku i spotkaliśmy trójkę idiotów... - powiedział George i razem z Hermioną opowiedzieli przyjaciołom, co się wydarzyło na korytarzu w Hogwarcie.
Kiedy już wszyscy pozachwycali się interwencją Miony, Ginny udała się na spoczynek. Po paru minutach w jej ślady poszli Ron i Harry.
W pokoju wspólnym zostali więc bliźniacy i Hermiona, która zbierała książki.
- Pomóc ci? - zapytał ją Fred
- Nie, już kończę. - odpowiedziała mu brązowowłosa i posłała jeden z najpiękniejszych uśmiechów.
Jednak rudzielec nie posłuchał przyjaciółki i jednym zaklęciem ('Accio!') przywołał książki które posłusznie wylądowały na jego rękach.
Miona, ze stertą książek na rękach ruszyła w stronę swojego dormitorium, a chłopak poszedł za nią. Kiedy już miała skręcać na schody prowadzące do dormitoriów dziewcząt, odwróciła się do chłopaka.
- Czemu idziesz za mną? - zapytała go z uśmiechem
- Asekuruję cię. - odpowiedział z napytanie z jeszcze większym uśmiechem na ustach niż miała dziewczyna.
- A czemu?
- Jakaś ty ciekawska... - chłopak pokręcił głową, jak rodzic nad dzieckiem, które coś zbroiło.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie...
- Może temu, że nie chcę by tak pięknej twarzyczce się coś stało. - powiedział i od razu na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
' Jak on pięknie wygląda jak się zawstydza...' pomyślała Miona, jednak po chwili przywołała myśli do porządku.
- Nie potrzebnie się fatygujesz – powiedziała i uśmiechnęła się do niego.
Chłopak odpowiedział jej również tym samym, ale jakby mniej pewniej niż wcześniej.
Hermiona odwróciła się i ruszyła schodami ku górze. Kiedy weszła do dormitorium zastała tam bardzo rzadkie zjawisko. Ciszę. Wszystkie jej koleżanki spały jak zabite. Nie chcąc ich obudzić, przebrała się i po chwili leżenia w łóżku, ziewnęła przeciągle i oddała się w objęcia Morfeusza.
 
* * *
Kolejny dzień rozpoczął się piękną, słoneczną pogodą jak na czerwiec przystało, więc kiedy Hermiona rozsunęła kotarę została oślepiona przez słońce. Rozejrzała się. Wszystkie jej współlokatorki jeszcze spały, a ona sięgnęła do kufra i wyciągnęła ubrania. Jak najciszej umiała, przeszła do łazienki. Kiedy już umyła zęby, rozczesała jak codziennie niesforne włosy i założyła luźny top na ramiączkach, długie bordowe rurki i ulubione czarne trampki, usłyszała zza drzwi głos Ginny.
- Hermi, wychodź! Nie mieszkasz tu sama.
Brązowowłosa uśmiechnęła się do lustra ukazując szereg równych białych zębów (dzieło rodziców- dentystów) i wyszła z łazienki, wpuszczając do niej rudą przyjaciółkę.
Przywitała się po kolei z przyjaciółkami, sięgnęła po szatę i wyszła.
Było jeszcze około pół godziny do śniadania, więc usiadła na ulubionej kanapie naprzeciwko kominka. Palił się w nim ogień, co oznaczało, że w nocy były tu skrzaty.
W końcu, po paru minutach do pokoju wspólnego zaczęli schodzić się Gryfoni. Jedni zajmowali powoli miejsca do siedzenia, mając w zamiarze tak jak Hermiona czekać na przyjaciół, drudzy zaś od razu wychodzili przez dziurę pod portretem.
W pewnym momencie, obok dziewczyny usiadła Ginny.
- Myślisz że zrobią nam dzisiaj jakieś lekcje? - zapytała Ruda.
- Może. - uśmiechnęła się Miona – Chociaż wolałabym iść do Hogsmeade lub poopalać się na błoniach.
Przyjaciółki uśmiechnęły się siebie, gdy nagle do pokoju wpadł Lee Jordan, najlepszy przyjaciel bliźniaków.
- Ginny! - zawołał , a na jego twarzy malowało się przerażenie – Fred jest w skrzydle szpitalnym!

niedziela, 21 kwietnia 2013

 Rozdział I : 'Koniec z tym!' 


Hermiona siedziała w pustym pokoju wspólnym i czytała podręcznik do Transmutacji. Była tak skupiona na tym co znajdowało się w książce, że nie zauważyła kiedy przez dziurę pod portretem przeszli Ron, Harry, Ginny, Fred i George.
- Hej, Hermiona! Nie jesteś przypadkiem głodna? - zapytał Harry.
- Nie. - odpowiedziała cicho nie odrywając wzroku od lektury.
Przyjaciele spojrzeli po sobie. Ginny usiadła obok Miony i lekko dotknęła jej czoła.
- Ma gorączkę. - powiedziała do braci i Harry'ego.
- Musimy ją zanieść do pani Pomfrey. - szepnął Ron.
- Hermiono ? - zapytała Ginny niepewnie
- Słucham? - szepnęła brązowowłosa
- Pójdziesz z nami? Dasz radę, czy mamy cię zanieść? - tym razem odezwał się Fred.
- Co ? Gdzie? - zdziwiła się Hermiona.
- Do skrzydła szpitalnego. Jesteś cała rozpalona, masz gorączkę. - powiedziała jej najlepsza przyjaciółka.
- Nigdzie nie... - nie dokończyła zdania, bo jeden z bliźniaków już ją trzymał na rękach. - Co wy robicie ?!
- Jak sama nie pójdziesz, to zaciągniemy cię tam w taki sposób. - powiedział drugi bliźniak, który nachylał się nad bratem, a za razem nad Hermioną.
- Dobra, ale dojdę sama. - powiedziała, a jeden z bliźniaków postawił ją na podłodze. Spojrzała na niego i od razu rozpoznała że to Fred, bo był troszeczkę wyższy od swojego brata bliźniaka.
Skierowała swoje kroki do wyjścia, a za nią poszła cała grupa przyjaciół. Pokręciła głową, widząc tą pielgrzymkę wlokącą się za nią, jednak nic nie powiedziała. Po parunastu sekundach marszu, zrównali się z nią Ginny, Ron i Harry. Odwróciła się i zobaczyła dwójkę identycznych rudzielców, którzy uśmiechali się do ucha do ucha.
Droga z wieży do skrzydła szpitalnego nie była długa, więc już po paru minutach weszli do pomieszczenia pełnego szpitalnych łóżek. Od razu, ze swojego gabinetu, wyszła do nich pani Pomfrey.
- Co to za zbiorowisko ? - zapytała.
- Nasza koleżanka... - Ron wskazał na Hermionę – … źle się czuje. Ma gorączkę.
- Och, to żaden problem. - zaśmiała się pielęgniarka – Zaraz jej dam trochę odpowiedniego eliksiru i będziecie mogli zabrać ją z powrotem.
Hermiona usmiechnęła się lekko do pielęgniarki.
- Usiądź tu kochaniutka. - powiedziała pani Pomfrey, wskazując na jedno z łóżek, pościelonych białą kołdrą, i zawróciła do swojego gabinetu.
Po chwili wróciła z buteleczką jakiegoś eliksiru i stołową łyżką. Nalała na łyżkę parę kropli płynu i podała Hermionie. Ta zachłannie włożyła łyżkę do ust i połknęła. Nagle zaczęło ją palić w gardle. Odkaszlnęła i poczuła że z oczu ciekną jej łzy.
- Proszę pani... Czy to zawsze tak działa? - zapytał Harry.
- Tak , tak. - odpowiedziała szybko pani Pomfrey.
Brązowowłosa czuła jeszcze przez parę minut ból w gardle. Jednak, kiedy w końcu minął, odwróciła się w stronę zmartwionych przyjaciół i uśmiechnęła się lekko. Cała piątka odetchnęła z ulgą, widząc że Mionie się poprawiło.
- Chcesz wody? - zapytała ja pielęgniarka.
- Jeśli to nie kłopot... - odpowiedziała dziewczyna.
Kobieta kolejny raz skierowała się w stronę swojego gabinetu, by po chwili wrócić z mugolską butelką wody mineralnej.
- Dziękuję. - powiedziała do niej Hermiona – Czy mogę już iść?
- Tak, oczywiście.
Dziewczyna wstała i ruszyła w stronę drzwi. Usłyszała za sobą szum pięciu par butów. Po chwili wszyscy szli równo.
- I o co było tyle szumu? - zapytała Hermiona
- O to że wyglądałaś jak trup. - powiedział George i zaśmiał się, jednak zaraz ucichł, bo Ginny zgromiła go wzrokiem.
Hermiona uśmiechnęła się do niego.

* * *

Piątka Gryfonów siedziała razem w pokoju wspólnym. Harry i Ginny opierali się o nogi Rona i Georga, Hermiona pół-leżała na ramieniu Georga trzymając nogi na kolanach Freda, który siedział na rogu kanapy. Wszyscy byli pogrążeni w swoich rzeczach. Jedynie Fred i Ginny siedzieli i nic nie robili.
Po chwili brązowowłosa z hukiem zamknęła podręcznik od Starożytnych Runów. Przyjaciele spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
- Koniec z tym ! - powiedziała z zapałem Hermiona – Przecież to ostatni tydzień w Hogwarcie.
- No i co z tego? - zapytał Harry .
- To z tego, że nie musimy się już uczyć!
- CO ?! - wszyscy spojrzeli z przerażeniem na Hermionę.
- Och , wyluzujcie trochę. - powiedziała Ginny – Miona ma rację, jest ostatni tydzień szkoły. Żadnych testów, prac domowych. NIC!
- Ale … - zaczął Ron, jednak siostra nie dała mu dojść do słowa
- Na prawdę chcecie tak tu siedzieć i się nudzić? - zapytała z niedowierzaniem Miona.
- No...nie... -powiedział Harry.
- No właśnie! - krzyknęła Ruda – Zabawmy się!
- Co masz na myśli ? - zapytał Fred
- Imprezę, a co innego? - zaśmiała się Ginny
Wszystkim zaszkliły się oczy i już po kwadransie w pokoju wspólnym cały Dom Lwa bawił się w najlepsze. Ktoś puścił bardzo skoczną piosenkę Fatalnych Jędz i piątka przyjaciół, razem z Nevillem, Lee, Parvati, Lavender oraz Seamus'em i Dean'em skakali i śpiewali jak najgłośniej umieli.
Kiedy Hermiona lekko się zdyszała odeszła od bawiących się do stolu na którym stały butelki z kremowym piwem. Sięgnęła po jedną i otworzyła. Kiedy miała już zacząć pić, ktoś zasłonił jej oczy rękoma. Wyczuła, że są to silne, męskie ręce.
- No co tam piękna? - szepnął jej do ucha chłopak, a Miona już wiedziała żejest to jeden z bliźniaków.
Odwróciła się i rozpoznała Georga.
- Zmęczyłam się. - powiedziała do niego.
- Ja też.
Po chwili usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Cały pokój skierował wzrok w miejsce gdzie przed chwilą stał Fred. Jednak go tam nie było. Hermiona zdołała uchwycić wzrokiem płomiennorude włosy przy portrecie. Po chwili znikły. Oznaczało to że bliźniak po prostu wybiegł z pokoju.
- Co mu …? - zapytała Georga , jednak ten powiedział tylko zdawkowe: ' Chyba wiem. ' i już go przy niej nie było. Tak jak jego brat, wybiegł z pokoju wspólnego, zostawiając Mionę samą z tyloma pytaniami w głowie. 

* * *
Jeśli ktoś przeczytał moje wypociny, proszę niech zostawi jakiś kom. , żebym wiedziała że mam dla kogo pisać tego bloga. ;)