wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział XV : "Pogodziła się z tym co się stało. Chyba..."

Fred leżał na łóżku w swoim pokoju kiedy wpadła do niego Ginny.
- Czy ja dobrze słyszałam?! - wychrypiała - Będziesz miał dziecko?
- Tak. - wyszeptał
- A co z Hermioną? Co z tym co was łączy?
- Nie wiem...
- Jak możesz nie wiedzieć? Musisz o nią walczyć, pokazać jej że tylko na niej ci zależy.
- Ty nic nie rozumiesz! Będę ojcem dziecka Blanki, więc nie mogę być z Mioną, to chyba logiczne...
Ginny ukucnęła przy łóżku i złapała brata za rękę.
- Posłuchaj mnie. - wyszeptała - Może i mam tylko 14 lat, ale jestem dziewczyną. Wiem co one lubią. I wiem na pewno że jak sobie odpuścisz to Hermiona ci tego nigdy nie wybaczy. Zawalcz o nią, przynajmniej o jej wybaczenie. Jeśli nie chcesz tego zrobić dla mnie to zrób to dla siebie. Prosze cię Fred...
- George po nią pojechał. Może wtedy z nią porozmawiam... - jęknął - Tylko że ja zupełnie nie wiem jak mam teraz z nią rozmawiać. 
- Mów jej to co masz w sercu, bo tylko to się liczy. Uwierz mi. - pocałowała brata w polik i wstała - Trzymam za ciebie kciuki. - skierowała się do drzwi i wyszła.

* * *

George jechał autem taty i zastanawiał się jak ma się zachować wobec Miony. Był bratem Freda, ale i też przyjacielem Granger'ówny. Chciał być wobec dwojga lojalny. 
Wjechał na pusty podjazd przed domem Hermiony. Szybko podszedł do drzwi i zadzwonił dzwonkiem. Usłyszał za drzwiami lekkie kroki , a po chwili drzwi się otworzyły i zobaczył przyjaciółkę. Miała lekko podkrążone i napuchnięte oczy - oznakę płaczu i nieprzespanych nocy.
- Co tak patrzysz? - zapytała go - Aż tak ze mną źle?
- No nie powiem żeby było dobrze, Miona. - westchnął
- I po co komu te kosmetyki ? - z jej ust wydobyło się coś na kształt śmiechu.
- Też mnie zawsze to zastanawiało. - posłał jej lekki uśmiech - Naszykowana?
- Tak, kufer już czeka.. - wskazała na miejsce w którym stał kufer - Weźmiesz?
George pokiwał głową. Podszedł do kufra i podniósł go. Spojrzał na pannę Granger, a on wskazała na drzwi. Ruszył w ich stronę i wyszedł, a ona za nim. Zamknęła drzwi na klucz, a chłopak w tym czasie wrzucił kufer do bagażnika i otworzył przed nią drzwi pasażera. Hermiona wsiadła do samochodu i zamknęła drzwi, a George usiadł na miejscu kierowcy i odpalił silnik. Ruszyli, a droga minęła im w milczeniu. Miona nie wiedziała jak rozmawiać z najbliższą osobą Freda, bała się usłyszeć rzeczy których nie chciała usłyszeć, właściwie nadal interesowało ją co u chłopaka, ale nie chciała tego nikomu okazywać. Wolała zachować to dla siebie i nie roztrząsać sprawy. Już wystarczająco łez wypłakała.. Nie chciała znowu, kolejnych nocy nie przespać myśląc i płacząc nad losem. Pogodziła się z tym co się stało. Chyba...

***
No nie uznam tego za wielki powrót... W ogóle za nic tego nie uznam.
Przepraszam tylko za 10 miesięcy nieobecności... Teraz też nie obiecuję Wam cudów, mam testy.. :/ Jednakże, mam zamiar powrócić do Fremione, nie wiem na ile wystarczy mi weny. Mam nadzieję że jak najdłużej :) 
Rozdział z dedykacją dla Martyny <3 kochana moja wierna czytelniczka ;3
Pozdrawiam, 
Domii.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział XIV: "Teraz masz tego konsekwencje. Jesteś ojcem tego dziecka Fred."

- Kiedy masz zamiar przyjechać do Nory? - zapytał Fred, trzymając w ręku kubek z herbatą
- Nie wiem... - westchnęła.
- Możemy jechać teraz. - zaproponował.
- Nie. Obiecałam rodzicom że jeszcze trochę zostanę. 
Chłopak wstał, pocałował Mionę w czoło i ruszył do wyjścia.
- Będę po ciebie w piątek. - powiedział na odchodnym.
Po chwili już go nie było - deportował się. Hermiona siedziała i gapiła się w miejsce w którym przed chwilą stał.  

* * * 

Przez dwa dni Fred pracował w domu - odgnamiał ogród lub po prostu ścierał kurze ewentualnie porządkując strych. W czwartek wieczorem w końcu znalazł chwilę czasu by usiąść i odpocząć. Rodzice pojechali do Muszelki , a jego rodzeństwo oraz Harry siedzieli na dworze i grillowali. 
Nagle do okna zapukała szara sówka. Fred wstał z łóżka i otworzył okno. Odwiązał świstek papieru od nóżki sowy, dał jej krakersa i zaczął czytać

Fred, mam pilną sprawę!
Czy moglibyśmy się spotkać w kawiarni na dworcu w Londynie?
Blanca* 

Westchnął. Jednak założył bluzę i buty i deportował się. 
Znalazł się na cichej, ciemnej ulicy. Szybko z niej wyszedł i ruszył w stronę dworca King Cross. Otworzył drzwi do małej kawiarenki, powodując ciche brzęczenie dzwoneczka wiszącego nad nimi. Rozejrzał się i zobaczył Blancę przy stoliku pod oknem. 
Podszedł do niej i usiadł naprzeciwko. 
- Hej. - powiedziała - Twoja zazdrośnica cię puściła. 
- Nic nie wie. 
- To dobrze.
- O co chodzi? Po co mnie ściągasz? 
- Chcesz prosto z mostu?
- Czekam na koniec tej rozmowy Blanca, więc się streszczaj.
- Jestem w ciąży.
- Czemu mi to mówisz? 
- Pamiętasz tę noc po moich urodzinach miesiąc temu ? 
- Taa - skrzywił się.
- Teraz masz tego konsekwencje. Jesteś ojcem tego dziecka Fred.
- Skąd ta pewność ? - wyjąkał. 
- Z nikim więcej się nie kochałam. Jesteś jedynym który mógłby być ojcem mojego dziecka. 
- Cholera ... - wyszeptał. 
" Dlaczego to się teraz na mnie zwala?" krzyczał w duchu " Dopiero co odzyskałem Hermionę! Przecież nie mogę teraz być ojcem dziecka innej dziewczyny! To właśnie Miona miała za kilka lat nosić moje dziecko, nie Blanca ! Nie teraz! Kiedy ledwo co stałem się dorosłym czarodziejem! " 
- Powinniśmy się zacząć zastanawiać nad imieniem. - powiedziała Blanca - Mnie od zawsze podoba się Kathy, ale to dla dziewczynki. Dla chłopca na razie nie mam pomysłu... Może ty byś ...
- Skończ. - warknął Fred - Nie obchodzi mnie jak będzie się nazywać to pieprzone dziecko. 
- Nie pieprzone... Twoje, Freddie, twoje.
- Nigdy nie uznam je za swoje!
- Ale...
- Nie dociera ?! Nigdy nie będę dla niego dobrym ojcem. Lepiej szukaj już zastępcy.
- Jesteś egoistą! - warknęła Blanca i wstała z miejsca - Nienawidzę cię... 
Ruszyła w stronę drzwi, a rudzielec patrzył za nią zupełnie nie wiedząc co ma robić...

* * *

Hermiona obudziła się jak zwykle wcześnie. Otworzyła oczy i od razu zobaczyła że w oknie stoi szara sówka. Dziewczyna wstała i podeszła zaspanym krokiem do okna. Odwiązała świstek papieru od nóżki zwierzęcia, rozłożyła i zaczęła czytać.

Droga Hermiono.
Na wstępie proszę cię żebyś przeczytała ten list do końca. Na prawdę mi na tym zależy. A więc... Chyba jak każdy 17-nastolatek powinienem wiedzieć skąd biorą się dzieci. I wiem to, ale chyba moja wiedza jest na tyle płytka, że nie zdawałem sobie sprawy, zę to ja w tym wieku moge zostać ojcem dziecka z "wpadki" . A jednak. Będę ojcem dziecka Blanki. jest mi przykro, bo wiem jak cię ranię, kolejny już raz z resztą. Nie wiem czy ja to kiedyś naprawię... Ciągle myślę że to zły sen. Niestety. To wcale nie jest sen. To cholerna rzeczywistość. Pewnie uznajesz mnie teraz za dupka, za totalnego idiotę. Wiem. Sam siebie tak w duchu nazywam. Myślę że to wszystko co chciałbym ci powiedzieć. Mam tylko nadzieję że kiedyś będziemy mogli normalnie porozmawiać. 
 Nadal cię kocham,
   Fred Weasley. 

PS. Przyjedź do Nory... Nie rań przynajmniej Ginny. 

Miona odłożyła list na biurko i poczuła ciepłe łzy na policzkach... Nie wiedziała co robić. Była załamana. Nawet nie mogła wykrzesać z siebie złości na Freda.
Sięgnęła po zeszyt i wyrwała z niego kartkę. Usiadła na krześle, jednak przez dobrych kilka minut nie wiedziała co ma napisać. Dopiero po chwili chwyciła długopis, a słowa same się z pod niego tworzyły. 

Fredzie Weasley.
Na wstępie chciałabym ci życzyć pomyślności na nowej drodze życia. Mam nadzieję że będziesz się dobrze bawił u boku Blanki. Myślę ze wychowasz mądre dziecko i miejmy nadzieję że chociaż ono będzie uświadomione że coś takiego jak "wpadka" jednak istnieje. Fakt... Będzie miało piękny przykład w postaci rodziców. To dziwne... Ale wcale nie jest mi przykro, ani nie jestem na ciebie zła. Jedyne co czuję to lekkie rozbawienie. Miałeś rację. Jesteś idiotą. I chyba już nigdy nie zmienię o tobie zdania. 
Podrawiam, 
Hermiona Granger.  

PS. Oczywiście że przyjadę do Nory Jednak niech przyjedzie po mnie Ginny lub George lub Ron lub Harry. Byle nie TY .

Podeszła do sowy , z powrotem  przywiązała kartkę do jej nóżki i powiedziała tylko "Wiesz gdzie". Jeszcze chwilę patrzyła za sową, zmieniającą się w malutki punkcik, aż w końcu nie było jej widać...


*Blanca - owa Krukonka z pociągu z którą był Fred, a o którą była zazdrosna Hermiona.  

* * * 
Wróciłam.
Mam nadzieję że rozdział się podoba. :)
Chociaż jest takie lekko dziwne, ale mi się na prawdę podoba. xD 
 Oczywiście, jak zawsze, chciałabym pozdrowić Martynę. <3 Dziękuję że jesteś i za ten dzień kiedy się poznałyśmy. :**

PS. Jeśli macie jakieś pytania to zapraszam na ask.fm/domiisiek 
 
Pozdrawiam, Dominika!
 

niedziela, 7 lipca 2013

POWRÓT !!

No więc tak... Wracam ! Nie wiem dlaczego ale jest mi po prostu tak pusto bez tego Fremione. :) 
Dlatego jeszcze w tym tygodniu pojawi się następny rozdział. Jeszcze kolejny pojawi się dopiero po 24 lipca, bo wyjeżdżam od 12 do 24 lipca. :D 
Mam nadzieję że was zaskoczę kolejnym rozdziałem, bo już mam na niego plan. Czekajcie, bo trochę wam zryję nim psychikę. XD 

Pozdrawiam, Dominika ! <3

wtorek, 2 lipca 2013

Przykro mi...

No więc piszę do Was smutną wiadomość. Otóż, ZAWIESZAM BLOGA. Prawdopodobnie do końca lipca, ale może i dłużej. 
Wiem, że tych czytelników było bardzo bardzo mało. Jednak tym którzy czytali systematycznie, którzy wchodzili nabijając mi przegląd <:D> bardzo dziękuję. Mam nadzieję że jak wrócę i zacznę od nowa pisać ktoś to ciągle będzie czytał. 
A teraz przepraszam, ale po prostu moja głowa jest pusta. Nie mam totalnie pomysłów na bloga. W mojej głowie nie ma ani grama Fremione. :( Może przez wakacje coś mi się tam wykiełkuje, jednak na razie zawieszam tego bloga. Przykro mi...

Pozdrawiam, Dominika ! <3

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział XIII: "Jesteś tylko zwykłym Casanovą, który zbiera trofea…"

 Pierwszy raz piszę coś na wstępie. ;) A więc musiał być tego ważny powód. 
Otóż, rozdział jest w całości napisany przez Hedwigę. Ja jedynie poprawiałam parę rzeczy. Jednak fabuła, dialogi.. Wszystko to pomysł Hedwigi. Jestem jej wdzięczna, bo bez jej pomocy ten rozdział w ogóle by się nie ukazał. 
Styl pisania faktycznie jest jej... i to widać, przynajmniej dla mnie. :)
Mimo to, że to nie mój pomysł tylko Hedwigi, to mam nadzieję że wam się spodoba. 
A więc zapraszam do czytania! <3

* * *

Hermiona szła korytarzem, a za nią biegł jej chłopak.
-Mionka, ej nie idziemy coś zjeść? Weź się nie przejmuj tym dupkiem. Misiek proszę cie. On nie jest ciebie wart - Fred objął Gryfonkę od tyłu i mocno przytulił. Po chwili zauważył, że z jej oczu płynął łzy.
-Nie. Fred ty nic nie rozumiesz. Ja… lubię go, a on robi takie rzeczy… Mi jest po prostu przykro - uśmiechnęła się lekko i wtuliła w tors Rudzielca.
-Kocham cie, wiesz o tym? Jesteś idealna- Pocałował ją w czoło, i popatrzył w jej oczy.-A teraz, albo idziesz ze mną na śniadanie po dobroci, albo zaciągnę Cię tam siłą. Co wybierasz?- uśmiechnął się łobuzersko.
-Hmmmm. Nie wiem, możesz spróbować siłą- posłała mu spojrzenie, a on już wiedział, co robić. W jednej chwili złapał ją w pasie, przerzucił przez ramię, i zaczął biec.
-Wariat, wariat!-Hermiona krzyczała, a zza rogu wyłoniła się Pani Noris
-Uciekamy!-krzyknął Fred. Po chwili już ich nie było. Weszli do Sali, wszyscy zebrani już zajadali.
Usiedli obok siebie, i zaczęli nakładać sobie jedzenie. Hermiona nałożyła sobie trochę jogurtu, ze świeżymi malinami, truskawkami i jagodami. Nalała do szklanki trochę pomarańczowego soku. Fred poszedł w klimaty mięsa, nałożył sobie dużo bekonu, smażone jajka i nalał trochę kawy. Ronald jak zawszę opychał się, Hermiona czasem zastanawiała się czy jej przyjaciel nie ma tasiemca. Jadł on zawsze ogromne ilości, a był bardzo szczupły. Nie można było powiedzieć też, że nie był przystojny. Ginny czasem się śmiała, że Szatynka będzie jej bratową. Nie można się było liczyć, jednak Hermiona uważała, że pomylili jej się Rudzielce.
-Co mówił Dumbeldore?- zagadnęła Brązowooka.
-Mófił, sze szycy nam wesołych wakaci- wybełkotał Ron
-Ile razy ja mam ci mówić? NIE MÓWI się z pełną buzią RONALDZIE- Hermiona zrobiła się lekko czerwona na twarzy.
-On chciał chyba powiedzieć, że życzy nam wesołych wakacji, i żebyśmy na siebie uważali. I jeszcze coś mówił, że w tych „ponurych czasach radość jest naszym wybawieniem”-Ginny się uśmiechnęła, i pocałowała Harry’ego w usta.
-Ty stary, pamiętaj -Fred szturchnął Wybrańca.
-Że to nasza siostra- dodał George. Zrobili pochmurną minę i po chwili zaczeli się wszyscy śmiać.
Po dłuższej chwili wszyscy poszli do swoich dormitoriów, by się dopakować. Fred szedł z Hermioną za rękę.
-Ej mała, co się dzieje- pocałował ją lekko w czoło.
-Bo wiesz, jedziemy na wakacje… Ja pojadę do rodziców, ty do Nory. Mama mówiła coś o wyjeździe do rodziny. Nie wiem, kiedy się spotkamy. Będę bardzo za tobą tęsknić-posmutniała, a po jej policzku pociekła mała łezka. Fred zgarnął ją na palec i strzepnął.
-Mała, weź… Zobaczymy się za niedługo. Obiecuje, wiesz… zawsze mogę użyć sieci Fiu, by zjawić się u ciebie w kominku z bukietem kwiatów- pocałował ją.
-Oj, ale ty jesteś kochany-chwyciła go za rękę, i pobiegła w strone wieży Gryfonów. 



* * *

Podróż mijała bardzo szybko, jechali już ponad kilka godzin. Hermiona spała oparta o Freda, George siedział obok nich. Harry, Ron i Ginny wygłupiali się, a Luna i Neville zacięcie dyskutowali o jakiś roślinach. Dochodziła noc. Większość uczniów już spała, albo robiła psikusy innym.
-Fred, chodź do nas. Nie mów, że będziesz tak cały czas siedział i się nudził- do przedziału wtargnęły dwie dziewczyny, jedna z Gryffindoru, a druga z Hufflepuf’u.
-Nie. Wole siedzieć z Hermioną- powiedział z powagą.
-Oj proszę cię, nie bądź nudny. Granger zrozumie jak pójdziesz się trochę pobawić- Wysoka brunetka wzięła go za rękę i pociągnęła za sobą. Wszyscy zmierzyli ich od stóp po sam czubek głowy.
-Jak się obudzi powiedzcie jej, że zaraz wrócę- dorzucił zanim drzwi się zamknęły.
-Co? George, co on wyprawia?-zapytała wściekła Ginny.
-Nie wiem, ale jestem tak samo wkurzony jak ty- powiedział George z otwartą buzią.
Hermiona spała jeszcze chwile, obudziła się i leniwie przeciągnęła.
-Gdzie jest Freddie? A zresztą nie ważne, ide się przejść- wypowiadając te słowa ziewnęła. Po chwili wstała i wyszła z przedziału. Szła i o niczym nie myślała. W pewnej chwili złapał ją ktoś za ręke. Pewna, że był to jej chłopak obróciła się i przytuliła. Poczuła inne perfumy. Popatrzyła się i zobaczyła… Sama.
-Co? Czego ty chcesz? I tak w ogóle, to sorry za to…- zmierzyła go i sztucznie się uśmiechnęła.
-Nic, chciałem pogadać- wymówił patrząc jej w oczy.-Nie Sam- Nie przerywaj mi Hermiono.
Przepraszam cie za wszystko. Nie chciałem się z tobą kłócić. Ja na prawdę przepraszam. Możemy być dalej przyjaciółmi?-zapytał zmieszany.
-Ohh. Dobrze, ale nic więcej ok?- uśmiechnęła się.
-Dobrze, rozumiem. Mówię to jako twój przyjaciel, wiesz gdzie jest twój KOCHAŚ?- mówił to z ironią.
-Nie, ale nie mam się o co bać - dodała po chwili.
-Oj na pewno, jednak nie byłbym taki pewien. Siedzi sobie i flirtuje z pannami, a ty? Hmmm. Przechadzasz się żałośnie po pociągu. Hermiono, ja chce dla ciebie jak najlepiej-powiedział teatralnie i odszedł ciągnąc ją za rękę. Hermiona stała i patrzyła jak Fred wygłupia się z jedną brunetką.
Po chwili jej oczy wypełniły się łzami. Zaczeła biec, a z przedziału wyszedł Fred.
-Coś ty najlepszego zrobił?!- wykrzyczał na Sama.
-Ja? Hmmmm. Nic, sam z siebie robisz idiotę, i ja tylko jej pokazałem jak ją oszukujesz-powiedział Sam z ironią.
-Hermiono!- wykrzyczał Fred.
Gryfonka biegła, nie myślała o niczym. Chciała uciec. Po chwili wbiegła do wagonu, rzuciła się na siedzenie, Ron do niej podszedł i ją objął ramieniem.Fred wbiegł do przedziału, ale drogę zatorowali mu Neville, Harry i George.
-CO?! Przepuście mnie. Ron, odwal się od niej- krzyczał Rudzielec.
George wziął go za ciuchy i wypchnął z przedziału. Sam też wyszedł i zaczął na niego wrzeszczeć.

 -CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! Zostawiasz ją jak śpi i idziesz do jakiś dziuń? Wiesz, że ona cie kocha. I dobrze wiesz, że ten Sam coś do niej czuje, i że będzie o nią walczył. A ty co? Od tak sobie idziesz za rączkę z jakąś Gryfonką? Chłopie ciebie powaliło- Wykrzyczał mu prosto w twarz.
-Odwal się. A ty co? Wielki pocieszyciel? Może powiedz, że jeszcze ją będziesz pocieszał?! Ja nic nie zrobiłem. Pojmij to-wykrzyczał Fred, i wszedł do przedziału.
Wszyscy patrzyli się na niego spode łba. Nie wiedzieli co maja zrobić. Hermiona lekko płakała, była wtulona w ramie Rona. Fred był wściekły. Wziął swoją dziewczyne na ręce i wyniósł z przedziału, szedł dobre kilka minut i znalazł pusty przedział. Usiadł na miękkim obiciu, cały czas trzymał Hermione na rękach. Ona tylko była wtulona w jego tors, nie mówiła nic.
-Mionka ja przepraszam. Kocham cie, a one to tylko koleżanki, nawet już nie. Nie wymagaj ode mnie za dużo- wyszeptał te słowa do ucha.
-Wiesz, koleżanki? Nie tak to wyglądało. Sam miał racje, jesteś tylko zwykłym Casanovą, który zbiera trofea…- wstała i wyszła- Wiesz, nie jesteśmy siebie warci. Nie pasujemy do siebie. Do widzenia Fred- ostatnie słowa wypowiadała, a łzy ciekły strumieniami po jej policzkach.
-CO? Dlaczego ja wszystko psuje?-krzyczała w myślach sama na siebie.
-Cholera jasna! Co się z nami dzieje?-zapytał się sam siebie. Nie wiedząc, co zrobić wrócił do swojego przedziału, wszyscy siedzieli, a Hermiona siedziała oparta o ramie Rona. W Fredzie się gotowało. Chciał podejść i uderzyć brata, jednak opanował się i usiadł obok drugiego bliźniaka. Wszyscy milczeli całą droge. Po długiej jeździe Hermiona pożegnała się z wszystkimi, na Freda nawet nie spojrzała, ucałowała przyjaciół w policzki, a Ginny prawie się popłakała. Gryfonka wróciła do domu. Pierwsze co zrobiła to wbiegła do swojego pokoju i rzuciła się na łóżko, całą trase trzymała się dzielnie nie uroniła nawet jednej łzy, teraz wszystko wypłynęło. Cała poduszka była mokra, jej policzki opuchnięte i czerwone. Weszła do łazienki i usiadła pod prysznicem, woda oblewała jej ciało. Hermiona chciała zniknąć, rozpłynąć się, siedziała i płakała. Nie wiedziała, co jest wodą, a co jej łzami. Myślała tylko o nim, o tym Rudzielcu, który teraz siedział i robił to samo, co ona. Hermiona ubrała się w piżame, i położyła do łóżka, po chwili oddała się w objęcia Morfeusza.


***

Minęło kilka dni, Hermiona nie chciała jechać do Nory, rozważała nawet możliwość zostania w domu na całe wakacje, albo by wyjechać do ciotki do Francji, ale wiedziała że Ginny będzie na nią czekać. Nie chciała zawieść przyjaciółki. Poranek był piękny, Gryfonka wstała i wiedziała co dzisiaj chce robić. Miała zamiar cały dzień spędzić w parku z rodzicami, ubłagała ich nawet o to by dla niej wzięli wolne w pracy. Odwołali pacjentów i przygotowali jedzenie na piknik. Hermiona zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Weszła pod prysznic, ciało namydliła olejkiem o zapachu kwiatów, ten zapach kojarzył jej się z Ginny. Hermiona zaliczając poranną toaletę na ciało zarzuciła błękitną sukienkę w kwiaty, włosy upięła w luźnego koka, na policzki nałożyła trochę różu, a oczy pomalowała lekko tuszem. Zeszła na śniadanie, mama przygotowała jajka z bekonem i trochę kawy w kubku. To śniadanie na samą myśl przywodziło jej ukochanego, myślała, co on teraz robi. Zjadła śniadanie, a raczej pogrzebała widelcem w nim, nie miała apetytu nic jeść. W jednej chwili odechciało jej się wszystkiego. Rodzice przytulili ją mocno, w jednej chwili poczuła jak cała dobra energia powraca do niej. Już mieli wychodzić, wsiadali do auta i zaczęła się wielka burza, deszcz zaczął mocno padać, a niebo pociemniało. Cała rodzina Granger’ów wróciła do domu, siedzieli na kanapie przed kominkiem, każdy czytał jakąś książkę. Hermiona wstała i poszła zrobić sobie herbatę, jej rodzice pojechali na zakupy do domu. Wieczorem mieli zamiar zrobić sobie kino. Kupić popcorn, colę i obejrzeć jakiś świetny film. Hermiona siedziała zaczytana, w jednej chwili w kominku pojawiły się zielone płomienie, pierwsza ukazała się ruda czupryna. Chłopak trzymał wielki bukiet kwiatów w rękach.
-Fred?- Hermiona wstała i otworzyła oczy ze zdumienia.
-Powiem ci coś, nie przerywaj mi!- zrobił poważną minę.
-Hermiono Granger, kocham cie. Jesteś dla mnie najważniejsza, nie jesteś tylko moją dziewczyną, ale też przyjaciółką. Zawsze mogę na ciebie liczyć. Nie wiem co się ze mną stanie gdy ciebie zabraknie, sam utonę w tym bagnie. Nie opuszczaj mnie, bo to ty dajesz mi siłę i dajesz mi wiarę, w to że warto być i warto żyć. Chociaż dla ciebie- Uśmiechnął się i spuścił głowę. Hermiona zrobiła krok w przód i rzuciła się mu na szyje.
-Kocham cie, Dumbeldore był by dumny z twych słów- wyszeptała mu do ucha i pocałowała czule.


***
 Jeszcze raz, mam nadzieję że sie podobał. 
Jak przeczytałeś - zostaw komentarz. ;*

Pozdrawiam, Dominika. <3

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział XII: "Przyznajesz się do słabości. No,no... Do czego to ja cię doprowadzam..."

Był ranek. Dzień powrotu do domu. Hermiona od 4:00 nad ranem pakowała kufer. Nie miała do tego głowy dzień wcześniej. Niestety obudziła tym wszystkie współlokatorki. 
- Hermi! Błagam, idź no spać! - jęczała Ginny.
- Popieram w 100% ! - wtórowała jej Lavender. 
Szatynka lekko się uśmiechała. Wcale nie miała zamiaru przestać.
Po skończonej robocie postanowiła się odświeżyć przed drogą.Weszła pod prysznic. Woda ciurkiem spływała po jej krągłościach i wcięciach. A ona myślała. Myślała jak to będzie w te wakacje. Liczyła na miłe i przyjemne. Z Fredem u boku chciała czuć się kochana i kochać. Chciała się bawić, ale chciała też trochę odpocząć. Rzucić te wszystkie podręczniki w najciemniejszy kąt i nie ruszać aż do 1 września. 
Wyszła spod prysznica i założyła czarne rurki i podrowo-różową bluzeczkę w rękawem do łokcia. Nogi włożyła w czarne vansy i skierowała się do wyjścia z łazienki. 
Wychodząc spojrzała na zegarek. Była 7:00. Miała godzinę do śniadania. Zeszła po schodach i usiadła na kanapie w pokoju wspólnym. Położyła głowę na jednej z miękkich poduszek i zamknęła oczy. Leżała tak może 5 minut, kiedy ktoś lekko musnął jej usta. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą rudą czuprynę Freda.
- Hej. - szepnęła i podniosła się do pozycji siedzącej. - Jak się spało?
- Z tobą u boku jestem pewien, że byłoby lepiej. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie jestem pewna. Czasem mam siebie dość w nocy. - zaśmiała się
- Ja bym cię nigdy nie miał dość. - pocałował ją w czoło i złapał jej dłoń w swoje. - Masz przeokropnie zimne ręce. - zaczął pocierać jej dłoń o swoje. 
- Od zawsze mam zimne ręce... 
- Ostatnio gdzieś słyszałem taki głupi tekst... Czekaj, czekaj, jak to było - udał że się zastanawia - A! Zimne ręce, dobra...
- Nie kończ. Też to słyszałam. - przerwała mu i posłała lekki uśmiech.
- ... dobra w łóżku. - parsknął śmiechem. 
- Zamknij się Weasley, idioto! - pacnęła go lekko w ramię. 
- Nie bij mnie ! - zrobił minę obrażonego dziecka. 
- Fred... - wstała z kanapy i pochyliła się nad nim - Spójrz na mnie. - chłopak jedynie odchylił głowę w drugą stronę - Freddie ... - musnęła jego usta i usiadła mu na kolanach. 
- Mówiłaś coś? - zapytał 
- Nie, nic. - leciutko pocałowała jego bliznę na policzku. 
- Chyba muszę się częściej obrażać... - zaśmiał się rudzielec .
- A ja powinnam częściej cię bić. 
- Ale lekko... 
- Przecież jesteś facetem. Taka moja drobna dłoń nie może ci nic zrobić... - posłała mu uśmiech. 
- Nie był bym taki pewien. 
- Przyznajesz się do słabości. No,no... Do czego to ja cię doprowadzam... - westchnęła teatralnie. 
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy do czego mnie doprowadzasz. - zaśmiał się Fred.
- Do czego? 
- Do skrajnej obsesji. 
- Na punkcie czego?
- Bardziej kogo, kochanie. - pocałował ją w czoło - Na punkcie Hermiony Granger. 
- Oj, skończ mi tak słodzić! 
Nagle do pokoju wspólnego wszedł Ron , Harry, który trzymał za rękę Ginny oraz George. 
- No gołąbeczki. Myślę że zgłodnieliście. - zaśmiał się George. 
- Nie... Wcale nie zgłodnieliśmy. - również zaśmiała się Hermiona. Jednak zaburczało jej w brzuchu, co wywołało ogólny śmiech.
Razem wyszli z pokoju wspólnego i ruszyli na śniadanie. 
Niestety, w pewnym momencie Miona zauważyła Sama. 
- Hej, Hermiona! - usłyszała jego wołanie. 
Po chwili Krukon już szedł obok niej.
- Możesz mnie zostawić? - warknęła szatynka
- Nie, nie mogę. - westchnął Sam
- Co się takiego stało? - zapytała stając w miejscu. Za nią stanął Fred.
- Chciałbym porozmawiać z tobą w cztery oczy. 
- Nie. - warknął Fred - Nie zamierzam znowu zastać ją ze łzami w oczach. 
- To nie twoja sprawa idioto! - również warknął Sam. - To sprawa pomiędzy mną a Hermioną...
- Wszystko co dotyczy jej, dotyczy również mnie. 
- Więc dobrze. Chciałem to załatwić delikatnie, ale z Weasley'ami się tak nie da. - westchnął brunet - Dlaczego Miona jesteś z tym... z tym dupkiem? Nie wiesz o jego podbojach? 
- Wiem. - powiedziała Hermiona - I nic do tego nie mam. Każdy popełnia błędy. Jemu wybaczyłam.
- To dlaczego nie wybaczysz mi? - zirytował się Sam
- Bo już drugi raz popełniasz ten sam błąd. A tego nie wybaczam. - odwróciła się do Freda - Chodź stąd. 
- Hermiono... Proszę. - Krukon złapał jej dłoń jednak ona szybko ją wyrwała.
- Nie Sam. Koniec. Nie odzywaj się do mnie. Nawet nie próbuj pisać. Po prostu zniknij! 
Szatynka ruszyła w stronę Wielkiej Sali ciągnąć za sobą Freda. 
Nie chciała już nikogo widzieć. Chciała pobyć tylko z tym rudzielcem. Nie była już nawet głodna. Dlatego w ostatniej chwili skręciła w inną stronę niż na śniadanie...

* * *
Masakra! -,- Rozdział jest szczerze do dupy. :( 
Chciałam go napisać inaczej. Miał być dłuugi, z rozbudowaną fabułą, ale oczywiście wyszło jak zawsze. ;/
Mam nadzieję że mimo to, się chodź trochę podoba. :)

Pozdrawiam, Dominika. <3

PS. Co do następnego rozdziału to pewnie pojawi się dopiero pod koniec czerwca, po tych wszystkich wystawieniach ocen. :) W końcu wakacje i będę miała więcej czasu na wszystko. ;D 

piątek, 31 maja 2013

Rozdział XI: "Czyli jesteś pierwszą dziewczyną którą kocham. I ostatnią."

PODKŁAD :  http://www.youtube.com/watch?v=lJqbaGloVxg

Hermiona leżała na łóżku i wypłakiwała się w poduszkę. Obok niej siedział Fred lekko głaszcząc jej włosy. Oby dwoje nie wiedzieli jak się zachować. Miona chciała zapytać go czy to co powiedział Sam to prawda, ale nie potrafiła. A on? On chciał się dowiedzieć czy ona uwierzyła temu idiocie czy jednak ufa jemu.
- Hermiono...
- Fred, to prawda? - przerwała mu - To co powiedział Sam...
- Nie. 
- Ale przecież miałeś inne dziewczyny przede mną. Skąd mam wiedzieć, że nie zerwiesz ze mną tak jak z nimi... - wstała do pozycji siedzącej.
- Nie ufasz mi, kotku. 
- Ufam, ale...
- Gdybyś ufała, nie pytałabyś mnie teraz czy to wszystko jest prawdą.
Dziewczyna spuściła głowę. Nie wiedziała co powiedzieć. Przecież dobrze zdawała sobie sprawę, że Fred miał bardzo dużo dziewczyn. Z tego był w Hogwarcie znany. Zmieniał dziewczyny jak skarpetki. 
- Kochasz mnie? - zapytała
- Kocham. - spojrzał na nią, a z jego oczu wyczytała że się martwi.
- Ale przecież miałeś tyle dziewczyn... Wszystkie je kochałeś?
- Nie. Nie kochałem żadnej z nich. To były tylko takie... przelotne romanse. Dobrze się bawiłem, bo one były wpatrzone we mnie jak w obrazek. A ty taka nie jesteś. Nigdy nie wzbudzałem twojego zainteresowania. Może właśnie dlatego się w tobie zakochałem, postawiłem przed sobą jasny cel. Być z tobą, kochać cię... Lecz z wzajemnością.
- Czyli...
- Czyli jesteś pierwszą dziewczyną którą kocham. I ostatnią. - lekko musnął jej wargi swoimi.
- Wyznałeś mi, że będziesz mnie kochał do grobowej deski czy raczej, że jak ze mną zerwiesz lub ja z tobą to nigdy już się nie zakochasz?
- To pierwsze. - uśmiechnął się łobuzersko - Pierwszy raz w życiu jestem w stanie spełnić swoje życzenie. 
- Chyba nie tylko swoje... - uniosła się na rękach i wpiła swoje pełne wargi w jego.
Chłopak przysunął ją do siebie i posadził na kolanach. Lekko pieścili swoje usta, lecz oby dwoje pragnęli czegoś więcej. Fred zgrabnym ruchem wsunął dłonie pod cienki materiał koszulki Miony. Pieścił jej wgłębienie w talii. Oderwał usta od jej pełnych warg i przeniósł na szczupłą szyję. Dziewczyna wygięła ją. Dyszała mimo, że próbowała ze wszystkich sił to zwalczyć. Poczuła że jego palce krążą wokół guzika spodni. Rozpiął go.
- Fred... - wydyszała.
Chłopak oderwał usta od jej szyi i spojrzał na nią swoimi przenikliwymi oczami. 
- Nie dzisiaj. - posłała mu leciutki uśmiech. 
- Przepraszam. - szepnął i puścił ją ze swoich objęć. - Zapędziłem się.
- Tylko trochę. - zapięła spodnie. 
Spojrzeli sobie w oczy. Były przepełnione miłością.
- Ja chcę to zrobić z tobą Fred... Ale nie teraz. Nie dzisiaj. To ma być wyjątkowa chwila, bo... bo... mogę cię o coś zapytać?
- Możesz.. Przecież wiesz.
- To nie będzie twój pierwszy raz? 
Chłopak spuścił głowę. Ona go przejrzała. Ale chyba każdy w Hogwarcie wie o jego podbojach. Przecież nie mogło się skończyć tylko na całowaniu. Teraz siedząc tu z dziewczyną którą kochał żałował, że nie zrobi tego pierwszy raz z nią. Nie z dziewczyną, która wpatrzona była w niego jak w obrazek... Tylko taką którą kochał, a ona kochała jego. Żałował, że to nie będzie dla niego tak wyjątkowe jak dla niej. Ten pierwszy raz powinien być wyjątkowy. Ale z osobą którą się kocha. A on? On zaprzepaścił tę szansę by przeżyć to tak samo jak Miona. Wiedział że był idiotą robiąc to z inną, ale nie mógł cofnąć czasu. A tak bardzo tego pragnął. 
- Odpowiesz mi? - Hermiona uniosła mu podbródek, tak żeby spojrzeli sobie w oczy. 
- Nie, to nie będzie mój pierwszy raz.
- Żałujesz?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Nie no.. wiesz... będą też tego plusy. Przynajmniej będziesz wiedział co robić i takie tam. - w jej głosie dało się wyczuć ironię i ... smutek.
- Jesteś smutna?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - powtórzyła jego słowa.
- Przepraszam cię... Chciałbym to przeżyć z tobą i tylko z tobą, ale...
- Nie cofniesz czasu. - przerwała mu - Miejmy tylko nadzieję że będę tak dobra jak inne. Bo pewnie na jednej się nie skończyło... - prawie że warknęła. 
- Hermiono...
- Oj, przestań! Będę musiała nauczyć się z tym żyć i tyle. 
Nie wiedząc kiedy w jej oczu wypłynęły łzy. Płynęły po jej policzkach strumieniami. Fred próbował je zetrzeć, zatamować. Nie potrafił. Przytulił ją. Dziewczyna wtuliła się w jego tors. Mimo tego co się przed chwilą dowiedziała, chciała czuć jego bliskość obok siebie. Chciała czuć jego ciepło, teraz tak bardzo jej potrzebne...

* * *
No to mamy rozdział XI ! Jestem z niego w miarę dumna. Wyszedł tak jak chciałam. 
A teraz podziękowania:
Dla Martyny (Hedwigi) za to że jest ze mną od początku i zawsze komentuje. <3
Oraz dla Clar , mojej nowej czytelniczki. <3
Mam nadzieję że czytelników będzie przybywać! 
Proszę o komentarze. Nawet anonimowe. Każdy komentarz cieszy. ;*

PS. Mam 1000 wyświetleń bloga ! *_*

Pozdrawiam, Dominika. <3